Władze europejskie stały się celem władz europejskich po niedawnym incydencie związanym z wadliwą częścią silnika w jednym z samolotów tego przewoźnika. „Zlecimy jednorazową inspekcję floty, która może dotyczyć tylko części floty A350” – oznajmiła w czwartek Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA). Władze chcą zidentyfikować potencjalnie wadliwe wysokociśnieniowe przewody paliwowe i usunąć je z obiegu.
Było to poprzedzone incydentem w Cathay Pacific Airways. W poniedziałek linie lotnicze z Hongkongu odkryły wadliwy podzespół w silniku A350 niemiecko-francuskiego producenta samolotów. Po inspekcji całej floty Airbusów 350 linia lotnicza znalazła podzespoły w 15 dodatkowych samolotach, które wymagały wymiany. Według wtorkowych informacji trzy z 48 części Rolls-Royce’a zostały już naprawione. Wszystkie samoloty powinny znów zacząć działać w sobotę.
Wstępne dochodzenie wykazało, że elastyczny wąż został przebity – twierdzą osoby zaznajomione ze sprawą. Zasila wtryskiwacz paliwa w silniku. Jednakże zaangażowani producenci powstrzymali się od zarządzenia ogólnoświatowego dochodzenia.
Konkurent Boeinga ogłosił, że będzie współpracować z europejskimi władzami lotniczymi: „Przyjmujemy do wiadomości informacje od EASA i ściśle współpracujemy z Rolls-Royce’em i władzami, aby wdrożyć ten środek zapobiegawczy” – powiedział Airbus. Brytyjski producent silników Rolls-Royce początkowo nie odpowiedział na zapytanie. W czwartek EASA wyda dyrektywę zdatności do lotu zawierającą szczegóły inspekcji.
Airbus od dłuższego czasu ma problemy z przekładniami. Producent samolotów musi nie tylko pójść na kompromis w sprawie celów dotyczących produkcji i zysków na bieżący rok, ponieważ dostawcy silników również borykają się z trudnościami – dostawcy nie nadążają za produkcją niektórych części. Szef Airbusa Guillaume Faury (56 l.) również musiał w czerwcu przyznać, że ambitny cel, jakim jest zbudowanie półtora razy większej liczby samolotów A320 w dwa lata niż poprzednio, jest niewykonalny.



