Erling Haaland (22), Jack Grealish (27) czy reprezentant Niemiec İlkay Gündoğan (32) – lista gwiazd Manchesteru City jest długa. Ale faworyzowani „ Obywatele ” musieli drżeć do końca. Kiedy Manchester City w końcu osiągnął cel wielomiliardowej i drażliwej misji Ligi Mistrzów, na stadionie olimpijskim Atatürka wybuchł huragan radości. Mistrzowie Anglii i zdobywcy Pucharu Anglii ostatecznie sprostali roli faworytów w zaciętym finale w Stambule, wygrywając 1:0 z Interem Mediolan.
W pierwszym finałowym występie dwa lata temu trener Pep Guardiola (52) przegrał ze swoją drużyną z londyńskim klubem Chelsea FC, który wówczas jeszcze należał do rosyjskiego miliardera Romana Abramowicza (56) . Największy jak dotąd sukces Man City, zdobycie Pucharu Zdobywców Pucharów Europy, datuje się na rok 1970, kiedy to City pokonało w finale Górnika Zabrze.
To, że teraz się to zmieniło, to także zasługa „United Group for Development and Investment” z Emiratu Abu Zabi. Firma private equity należąca do członka rodziny królewskiej z Abu Dhabi, 52-letniego Mansoura bin Zayeda Al Nahyana , dołączyła do Manchesteru City w 2008 roku i od tego czasu zainwestowała miliardy w drużynę i zaplecze treningowe.
Wpis, który budzi kontrowersje nie tylko ze względu na uczciwość sportową, ale także z powodu licznych niekonsekwencji finansowych w ostatnich latach. Na przykład w 2014 roku Manchester City naruszył „Financial Fair Play” wprowadzony przez UEFA i ledwo uniknął zakazu gry w międzynarodowej piłce nożnej w 2020 roku z podobnych powodów. Ale teraz, po raz pierwszy, „klub sponsorowany przez państwo zatriumfował w najsłynniejszych rozgrywkach klubowych na świecie”, jak to określiła agencja informacyjna Bloomberg w poważnej analizie ekonomicznego tła europejskiego futbolu .
To wstępna kulminacja trendu, w którym inwestorzy z ogromnymi fortunami wpływają na ten sport. To, co zaczęło się jako zabawa i zdobywanie prestiżu u lokalnych sponsorów, już dawno przekształciło się w grę o zysk i władzę. Firmy inwestycyjne i grupy zarządzające sportem już posiadają lub są głównymi udziałowcami w 12 klubach z pięciu najlepszych lig europejskich, wynika z ankiety Bloomberga. Jeszcze w 2005 roku w ligach włoskiej , niemieckiej czy hiszpańskiej w ogóle nie było zagranicznych inwestorów.
Jednak w Anglii i Francji , w szczególności, wydaje się, że wszystkie tamy pękły w międzyczasie, a znane nazwiska, takie jak Newcastle United czy AC Milan we Włoszech, przeszły z rąk do rąk. Po wejściu konsorcjum kierowanego przez suwerenny fundusz majątkowy Arabii Saudyjskiej , Newcastle w ciągu półtora roku przeszło od kandydata do spadku do uczestnika Ligi Mistrzów. Z drugiej strony lokalni rywale City , Manchester United, są na sprzedaż od jakiegoś czasu , brytyjski miliarder Jim Ratcliffe (70) i szejk Jassim bin Hamad al-Thani (44) z Kataru są wśród potencjalnych nabywców.
Istnieją jednak wyjątki od reguły „pieniądze wygrywają”. Real Madryt zanotował najwięcej zwycięstw w Lidze Mistrzów w ciągu ostatnich dziesięciu lat, „Royal” triumfował w tym czasie pięć razy. Hiszpański budowniczy i miliarder Florentino Pérez (70) jest tutaj na szczycie, ale wybrany przez dziesiątki tysięcy członków klubu, którzy nadal są właścicielami odnoszącego sukcesy klubu.
Właścicielem rywala Manchesteru City w tegorocznym finale jest Zhang Jindong (60), dyrektor generalny chińskiej grupy detalicznej. Pożyczył dużo pieniędzy od amerykańskiej firmy zarządzającej aktywami na większościowy pakiet udziałów w 19-krotnym mistrzu Włoch Interze Mediolan i wykorzystał swojego syna Stevena (31 l.) jako szefa klubu na miejscu. Udział w finale w Stambule to największy sukces klubu od 2010 roku, kiedy to Inter Mediolan sam wygrał Ligę Mistrzów.



