Już samo podejście do Rio jest spektakularne: widać morze i klify, tropikalną zieleń i białą, czterokilometrową plażę – Copacabana. Na górze Corcovado stoi posąg Chrystusa Odkupiciela z rozpostartymi ramionami i wzrokiem utkwionym w Górze Cukrowej. Teraz, w szczycie sezonu, w metropolii panuje upał, około 30 stopni Celsjusza. Bary serwują caipirinhę z lodem, narodowy napój z rumu z trzciny cukrowej, aby się ochłodzić. Dla wielu Rio jest najpiękniejszym miastem na świecie, ale niestety nie najbezpieczniejszym.
Musisz wiedzieć, dokąd i kiedy jedziesz, zwłaszcza po zmroku. Dotyczy to zwłaszcza Ipanemy i okolic Copacabany, gdzie znajdują się duże hotele oferujące doskonałe połączenia komunikacyjne. Widok na plażę jest stąd rewelacyjny, na przykład z basenu „Bossa Lounge” na 20. piętrze hotelu „PortoBay Rio” (od 215 euro za noc) lub z klimatyzowanej siłowni piętro wyżej. Tuż za rogiem znajduje się klub jazzowy „Blue Note”, gdzie wieczorami można posłuchać młodych gwiazd.
W 1502 roku portugalski żeglarz odkrył zatokę Guanabara, pomylił ją z ujściem rzeki i nazwał Rio de Janeiro. Złoto i kamienie szlachetne przyniosły miastu portowemu bogactwo, a w latach 1808–1821 pełniło ono nawet funkcję stolicy Portugalii. Dziś Rio jest drugim co do wielkości miastem Brazylii, a z czterogodzinną różnicą czasu, popularnym zimowym kierunkiem podróży – według indeksu TUI Workation Index 2025, zajmuje nawet drugie miejsce w Ameryce Południowej pod względem liczby cyfrowych nomadów.
Plaża plaż
Rio to jedno z najdroższych miast Ameryki Południowej, ale w porównaniu z Europą, za te same pieniądze można tu dostać naprawdę wiele. Biuro w przestrzeni coworkingowej „Spaces” w Ipanema kosztuje 360 euro miesięcznie, a apartament niewiele ponad 100 euro za noc, nawet w brazylijskim lecie, tuż przed karnawałem (14-18 lutego). Copacabana i tak należy do wszystkich: w niedziele Avenida Atlântica zamienia się w aleję sportową, z jednym kierunkiem zamkniętym dla samochodów, zarezerwowanym dla biegaczy, rowerzystów, rolkarzy, spacerowiczów i Cariocas. Tak właśnie nazywają siebie mieszkańcy Rio.
Blef Tesli
Elon Musk oszukuje inwestorów coraz to nowymi obietnicami. Jego najnowszym chwytem jest robot Optimus. Wraz z Carne Vale, „pożegnaniem mięsa”, rozpoczyna się Wielki Post – nigdzie indziej nie jest tak wspaniale i kolorowo jak w Rio. Każda szkoła samby reprezentuje swoją dzielnicę. Na jednej z największych imprez świata, dwunastu najlepszych rywalizuje o tytuł w Sambodromie, zaprojektowanym przez architekta Oscara Niemeyera . Samba wywodzi się z faweli, zubożałych dzielnic miasta na zboczach wzgórz; przy dźwiękach bębnów i szybkich rytmach, taniec opowiada o cierpieniu, tęsknocie i swoich czarnych korzeniach. Niewolnictwo w Brazylii zakończyło się w 1888 roku. Pierwsza parada szkół samby w Rio odbyła się w 1932 roku.
Piłka piłek
Największą atrakcją dla najbogatszych w mieście jest „Bal Copa” w hotelu Copacabana Palace, gdzie od Atlantyku unosi się powiew Lazurowego Wybrzeża. Na liście gości znajdują się takie legendy jak Josephine Baker i Marlene Dietrich , ale także Rolling Stones, Lady Gaga i Helmut Kohl . Nie ma w Rio bardziej wyrafinowanego miejsca pracy niż „Copa” z atmosferą basenu pod biało-zielonymi parasolami. Często gra tam zespół bossa novy. Hotel, którego historia sięga 1923 roku, przyczynił się do powstania mitu Copacabany i obecnie należy do luksusowej sieci Belmond, na której czele stoi prezes LVMH Bernard Arnault (76).
„Socialtel” koncentruje się na „pracy i zabawie”: to hostel, przestrzeń coworkingowa i designerski hotel w jednym (apartamenty od 83 euro) z DJ-em i zespołem grającym na żywo na tarasie na dachu, położonym w imprezowej dzielnicy Lapa. Rano oferowane są sesje jogi. Zaraz potem warto wjechać pierwszą kolejką linową na górę Głowa Cukru. Roger Moore, grający Jamesa Bonda, stoczył tu dramatyczny pojedynek w filmie „Moonraker” (1979). Z tego miejsca rozciąga się widok na zatokę, stadion Maracanã i historyczne centrum „Cidade Maravilhosa”, „cudownego miasta”.



