Dobrze ponad godzinę trwa podróż z genewskiego lotniska do serca szwajcarskiej Jury, magicznego, tykającego wskazówkami milionów zegarków Le Locle. Dla miłośników zegarków cały ten region jest niezwykły. Prawie w każdej miejscowości można spotkać renomowaną manufakturę zegarkową.
To wprost niewiarygodne, że jadąc samochodem kilometrami ciągną się z prawej i lewej strony, najbardziej znane manufaktury zegarkowe świata. I nikomu nie przeszkadza, że obok Cartiera usadowił się Louis Vuitton a obok Tissota Montblanc. Le Locle położone w górach Jury, w kantonie Neuenburg, kilka kilometrów od francuskiej granicy rozwinęło się na początku XVIII wieku z małej miejscowości, do znaczącego ośrodka przemysłowego. Miasto uważane jest za kolebkę szwajcarskiego zegarmistrzostwa. Pierwsze manufaktury zostały założone tutaj w roku 1705, choć do obecnych czasów nie przetrwała żadna z nich. Ale powstały oczywiście nowe. Godne wymienienia są marki powstałe w XIX wieku, między innymi Certina, Tissot, Ulysse Nardin, Zodiac 1882, oraz w wieku XX – Mido. Wiele firm nie przetrwało wielkiego kryzysu „kwarcowego” w latach 70. ubiegłego wieku, który spowodował wyparcie tradycyjnych producentów przez konkurencję produkującą zegarki kwarcowe, zwłaszcza firmy z dalekiego wschodu.
Willa Montblanc
Czy jeszcze paręnaście lat temu bylibyśmy w stanie przypuścić, że jest miejsce dla kolejnego gracza na rynku zegarkowym? Niekoniecznie. A dzisiaj stało się to faktem. Konsekwencja, z jaką wizjonerzy firmy Montblanc realizowali swoje cele i szczegółowo nakreślony program, doprowadziła do wielkich sukcesów. W położonej na wysokości tysiąca metrów nad poziomem morza, secesyjnej willi w Le Locle od 14 lat Montblanc wytwarza zegarki, cenione wśród koneserów i konkurencyjnych dla innych uznanych marek. Trzeba być naprawdę wizjonerem, z ogromnym zapleczem know how, aby stawić czoła „ wielkim zegarkom” tego świata. Ale okazuje się, że można. Historia willi zbiega się dokładnie w czasie z powstaniem, Montblanc w Hamburgu. Łączy je data 1906 roku. Wtedy to położono kamień węgielny w Hamburgu pod budowę firmy i w Le Locle pod budowę secesyjnej willi.
Le Locle jest, jeśli przyjęlibyśmy terminologię komputerowa i jej rangę, zegarkowym Silikon Valley Szwajcarii. I nie ma w tym przesady. Trochę pod górkę mijając wielkie firmy dojeżdżamy wreszcie do matecznika. Na pozór dostojny stary dom, nazwany domem „czasu” z frontu budzi jedynie podziw ze względu na wspaniałą architekturę z przełomu XIX i XX wieku. Dopiero przechadzka po świetnie zachowanych wnętrzach, pozwala poczuć genius loci, czegoś, czego nie da się kupić nawet za wielkie pieniądze. Tutaj każdy zakątek o czymś przypomina, jest świadkiem mijającego czasu, który w tym miejscu przecież ma być poprzez instrumenty zwane czasomierzami mierzony. Pięć stylowo urządzonych apartamentów przygotowano dla „pielgrzymów” do miejsca narodzin zegarmistrzowskich arcydzieł Montblanc, cudowne „przedpokoje” tworzą niezapomnianą atmosferę tego, co w pobliskiej Austrii zwykło się nazywać „Gemütlichkeit ” – słowa klucz, taką swego rodzaju atmosferę rodzinnego domu, przyjaznego miejsca, w którym nie tylko się dobrze czujemy, ale, w którym chce się pracować, bez przymusu, bez stresu tworząc arcydzieła. Myślę, że znalazłoby się kilku wirtuozów muzyki, którzy w takiej atmosferze stworzyliby arcydzieła, ozdabiające repertuary operowe i filharmoniczne tego świata.
Korytarze ozdabiają eksponaty z wybitnych kolekcji. Jest się czym chwalić. Nie chcę zanudzać katalogową wyliczanką, ale powiem tylko, że wśród wielu znakomitych „dzieł” nie brakuje Nicolas Rieussec’a łączącego historyczne tradycje sztuki szwajcarskich zegarmistrzów z najnowszą technologią. Montblanc w tej historycznej willi jest od 1997 roku. Otóż okazuje się, że zamówienia i zainteresowanie marka spowodowało, że trzeba było powiększyć nie tylko przestrzeń produkcyjną, ale i rozwinąć park maszynowy i samą produkcję. W tej branży nie ma lepszej rekomendacji. W świecie do niedawna zdominowanym przez zegarki kwarcowe, na rynku, który wydawałoby się jest poukładany nagle pojawia się firma i marka, która jest w pewien sposób zmuszona, ze względu na lawinowo rosnące zamówienia do kreowania nowego miejsca produkcji swoich wyrobów. Pod budynkiem głównym w 2003 r. zbudowano nowoczesne i przejrzyste atrium w stylu, który został starannie wkomponowany w otaczający dom krajobraz. To w jego przestrzeniach znajdują się pomieszczenia produkcyjne manufaktury. Nie widać tam pośpiechu, bo tego precyzja nie kocha, widać natomiast dbałość o szczegóły, sterylność i szwajcarski spokój. Wchodzimy w specjalnych fartuchach do środka. Przez ramiona znakomitych fachowców obserwujemy kolejne etapy nie produkcji tylko tworzenia. Nie ma tu powszechnych dla fabryk odgłosów i dźwięków… Jest spokój. Wszystko poukładane, chciałoby się rzec z zegarmistrzowską dokładnością. To jest matecznik Montblanc, tutaj produkuje się do 200 tysięcy zegarków rocznie. Personel liczy 40 osób, więc tym bardziej pochylić się należy nad wydajnością i organizacją pracy. Ale to wszystko najwyższej rangi fachowcy. Wielu pochodzi z oddalonej o parę kilometrów Francji, wielu to rodowici Szwajcarzy, są i imigranci, którzy nauczyli się już obowiązującego w tym regionie dialektu. Ale wracając do technologii, to kolejny mój podziw wzbudziły urządzenia testujące gotowe mechanizmy, które są w stanie zbadać czy dany werk nie myli się o jakąś tysięczną sekundy. Do kontroli wykorzystuje się komputery, czyli mamy tu swoiste zderzenie szlachetnej mechaniki z bezduszną elektroniką, gdzie ta ostatnia pełni tylko rolę kontrolną…
Zupełnie inaczej prezentuje się manufaktura Montblanc w Villeret.
W tej małej wiosce, dzięki Montblanc powrócono do wielkiej tradycji zegarmistrzowskiej. W Villeret od 1858 roku istniała manufaktura od 1929 roku zwana Minervą słynąca z ręcznie wytwarzanych zegarków kieszonkowych a potem chronografów. W 2007 roku Montblanc i Minerva założyli Institut de Recherche en Minerva Haute Horlogerie, którego zadaniem oprócz zawartej w nazwie misji badawczej i naukowej jest też funkcja edukacyjna -szkoli i naucza młode kadry zegarmistrzowskie. Służy temu znakomicie i inspiruje 150. letnia tradycja i doświadczenie, zaadoptowana dla potrzeb dalszego rozwoju firmy. Rocznie produkuje się tu ok. 300 zegarków. Honorując rok założenia Minerwy, 1858, modele Villeret Collection są ograniczone do edycji 1, 8 lub 58 sztuk . Jak łatwo się domyślić jest to nawiązanie do roku powstania firmy, czyli do roku 1858. Najbardziej znanym z kolekcji Montblanc Collection Villeret 1858 jest Grand Tourbillon Heures Mysterieuses. Jego charakterystyczną cechą jest duże, ręcznie wykonane Tourbillon. Mieliśmy okazję podziwiać egzemplarz wart 300 tys. euro. Każdy zegarek z kolekcji Montblanc Villeret 1858 jest – jak tu się podkreśla- “Fait Main Villeret” (ręcznie zrobiony w Villeret) – przez jednego zegarmistrza, od początku do końca. I to sprawia, co z dumą podkreślają zegarmistrzowie z Villeret, że każdy ich zegarek posiada swój unikalny składnik: duszę..
W Le Locle z dumą mówi się o obchodzonym w tym roku jubileuszu związanym z wynalezieniem chronografu przed 190 laty przez Nicolasa Rieussec’a. Jego imieniem nazwana została ekskluzywna kolekcja zegarków Montblanc, ponadto firma zorganizowała wystawę poświęcona osobie wynalazcy. Nawiązując do jubileuszu Denis Panchaud, dyrektor ds. rozwoju produktów w Montblanc Montre, stwierdził, iż „stosowana powszechnie nazwa chronograf” nie oddaje istoty działania współczesnego zegarka ze stoperem. Pochodzi bowiem od połączenia greckich słów „chronos” (czas) i „grapho”, (piszę) i w wolnym tłumaczeniu oznacza „urządzenie zapisujące czas”. Jednak ta nazwa nijak się ma do modeli, które obecnie noszone są na ręku. Jako urządzenie zapisujące upływający czas, chronograf swoim wyglądem musiałby przypominać sejsmograf, który rejestruje drgania i zapisuje je na taśmie, lub przynajmniej w pamięci komputera. A jak wiadomo, zegarki z chronografem niczego nie zapisują, a rolę rejestratora pełnią w nich wskazówki i tarcze dodatkowe.
Skąd więc ta archaiczna nazwa? Aby to wyjaśnić, należy cofnąć się do 1821 roku. Wtedy francuski zegarmistrz, Nicolas Mathieu Rieussec, skonstruował specjalny zegar, który wykorzystywany był do pomiaru czasu podczas wyścigów konnych na Champ de Mars w Paryżu. Urządzenie to rejestrowało odcinki czasowe trwające od jednej piątej minuty do dziesięciu minut. Rieussec nazwał je chronografem sekundowym, co idealnie oddawało istotę działania tego przyrządu. Chronograf Rieussec’a miał dwie wskazówki, a na końcówce jednej z nich umieszczony był specjalny zbiorniczek z tuszem. W momencie uruchomienia i zatrzymania chronografu, na obrotowej tarczy pojawiała się kreska lub kleks zrobiony tuszem. Odległość między jednym, a drugim kleksem odzwierciedlała czas, jaki upłynął od chwili uruchomienia do momentu zatrzymania urządzenia. Wadą chronografu skonstruowanego przez Rieussec’a był brak możliwości mechanicznego cofnięcia wskazań. Dlatego każdy, kolejny pomiar mógł odbyć się dopiero po dokładnym oczyszczeniu tarczy.
Zgłoszenie patentu przez Rieussec’a zmotywowało do działania także innych konstruktorów.
Opuszczając te magiczne miejsca utwierdziłem się w przekonaniu, że wytwarzanie zegarków, podobnie jak wielkie pieniądze uwielbiają ciszę i spokój.
AM



