Pomimo chaosu na wielu lotniskach największa na świecie grupa podróżnicza Tui wciąż spodziewa się prawie tylu wczasowiczów, co przed pandemią. Zgodnie z planem, ustępujący dyrektor generalny Fritz Joussen i wyznaczony przez niego następca Sebastian Ebel potwierdzili w środę w Hanowerze, że grupa powinna „znacznie” powrócić do strefy zysku w codziennej działalności w roku podatkowym trwającym do końca września. Jednak to nie zadziałało w ostatnim kwartale – głównie dlatego, że Tui musiał odwołać wiele lotów w Wielkiej Brytanii.
W minionym kwartale wąskie gardła na wielu lotniskach również powodowały problemy dla Tui. W maju i czerwcu grupa musiała odwołać około 200 wyjazdów – zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, a przede wszystkim w Manchesterze – powiedział dyrektor finansowy Ebel, który przejmie zarządzanie grupą 1 października. Skreślenia kosztowały grupę 75 milionów euro. Ponadto, w związku z zamieszaniem, klienci niechętnie dokonywali rezerwacji.
Biznes znów się rozkręca. Do tej pory Tui policzył rezerwacje od 11,5 miliona gości na lato, około 90 procent poziomu z 2019 roku. W trzecim kwartale biznesowym do końca czerwca z Tui podróżowało 5,1 miliona turystów. To o 4,2 mln więcej niż rok wcześniej, kiedy biznes był z tyłu z powodu pandemii korony.
Sprzedaż wzrosła zatem rok do roku z 650 milionów euro do 4,4 miliarda euro. Ze względu na wpływ odwołanych lotów skorygowany wynik operacyjny (skorygowany EBIT) był ujemny i wyniósł 27 mln. Rok wcześniej strata operacyjna wyniosła nawet 670 mln. Najważniejsze jest to, że tym razem udziałowcy wykazali deficyt w wysokości około 357 mln euro po minus 935 mln euro w tym samym okresie ubiegłego roku. Analitycy spodziewali się tylko dwucyfrowej straty miliona.
Tui zmaga się z gwałtownym wzrostem kosztów paliwa. Ze względu na napiętą sytuację finansową w wyniku pandemii, grupa nie zawierała w tym roku prawie żadnych transakcji zabezpieczających naftę. Według zarządu lepiej wygląda tylko na zimę i przyszły rok.
Z drugiej strony, klienci do tej pory wydali tego lata średnio o 18 procent więcej pieniędzy na wakacje w Tui niż w 2019 roku. Porównywalne podróże nie stały się tak drogie w tym zakresie. Wręcz przeciwnie, ludzie częściej niż kiedyś rezerwują zorganizowane wycieczki, wygodniejsze pokoje i dłuższe pobyty. Dodatkowy dochód pomaga również grupie pokryć zwiększone koszty nafty.
W międzyczasie ustępujący szef Tui, Joussen, ogłosił koniec obaw związanych z koroną grupy podróżniczej uratowanej przez państwo. Dzięki wyższym cenom podróży kwartał letni będzie najsilniejszy pod względem sprzedaży w historii firmy. „Kryzys się skończył” – powiedział Joussen. Nie rozwiązało to jednak jeszcze wszystkich problemów – na przykład w kwestii zadłużenia.
Kierownictwo Tui ma nadzieję na dalsze zmniejszenie góry zadłużenia z kryzysu Corona dzięki wyzdrowieniu z pandemii. Od końca marca do końca czerwca Tui zmniejszyło obciążenie zadłużeniem netto o około 600 milionów do 3,3 miliarda euro.
W bieżącym roku finansowym Joussen i Ebel spodziewają się „znaczącego” zysku operacyjnego przed efektami specjalnymi (skorygowany EBIT). W nadchodzącym roku obrotowym pozytywny wynik biznesowy jest możliwy nawet po odliczeniu odsetek i podatków. „Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze”, powiedział Ebel.
Tymczasem inflacja to nowe wyzwanie. Według Ebla nie spodziewa się jednak, że zwiększone koszty wkrótce uniemożliwią wielu klientom podróżowanie. Powiedział, że nawet jeśli dochód rozporządzalny spada, bardzo niewiele osób całkowicie rezygnuje z wakacji. Można sobie jednak wyobrazić, że w przyszłości będzie rezerwowanych mniej podróży dalekobieżnych i że będzie większe zapotrzebowanie na bliższe miejsca docelowe, takie jak Egipt zamiast Dominikany.



