Przerażające słowo na „I” znów nawiedza świat: inflacja. Najnowsze statystyki już pokazały niewielki wzrost ogólnego poziomu cen w Niemczech ale i w Polsce. A rynek kapitałowy wysyła sygnały ostrzegawcze, że to może być dopiero początek: oprocentowanie wielu obligacji – takich jak obligacje rządowe Niemiec, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – ostatnio wzrosło. Inwestorzy najwyraźniej obawiają się, że oczekiwanemu ożywieniu gospodarczemu po kryzysie koronnym towarzyszyć będzie dalszy wzrost inflacji, co również powinno wpłynąć na wzrost stóp procentowych.
Tłem tego są miliardowe pakiety bodźców gospodarczych na całym świecie. Na przykład Stany Zjednoczone wprowadzają obecnie gigantyczny pakiet pomocowy o wartości 1,9 bln USD, aby ponownie uruchomić swoją gospodarkę. Na mniejszą skalę taką pomoc publiczną można spotkać także w wielu innych krajach. Rzut oka na podręcznik ekonomii pokazuje, że jeśli gospodarka się odrodzi, a jednocześnie wzrośnie ilość pieniądza w obiegu, inflacja może nie być daleko.
Wiele osób kojarzy wzrost inflacji z negatywnymi oczekiwaniami: towary i usługi stają się droższe, konsumenci mogą pozwolić sobie na mniej, w najgorszym przypadku spirala cen wymyka się spod kontroli i grozi galopowanie lub hiperinflacja. Pozdrowienia z Weimaru: Aby zapanować nad długiem narodowym i móc sprostać zobowiązaniom z I wojny światowej, w wyniku kryzysu gospodarczego w Niemczech w 1923 r. uruchomiono drukarnię. Rezultat: eksplodowała inflacja.
Oczywiście taki skrajny scenariusz nie musi mieć miejsca – wręcz przeciwnie: to wyjątek, a politycy, a przede wszystkim banki centralne, mają do dyspozycji szereg instrumentów pozwalających na kontrolowanie inflacji. Skutecznym środkiem jest generalnie podwyższenie stóp procentowych, które ograniczają dodatkowe zadłużanie się, a jednocześnie tworzą alternatywę dla konsumpcji z oszczędnościami.
Zdecydowanie pożądana jest umiarkowana inflacja
Jednak umiarkowana inflacja w kontekście ożywienia gospodarczego jest również uznawana za pożądaną z punktu widzenia organu nadzorującego stopy procentowe. Przecież to nie przypadek, że cel inflacyjny Europejskiego Banku Centralnego (EBC) wynosi 2%, a nie około 0%. Ponieważ wzrost cen w tych zarządzalnych ramach ma zalety.
Na przykład umiarkowana inflacja pomaga cenom różnych towarów dostosować się do siebie w wymaganym stopniu podczas ożywienia: niektóre ceny rosną szybciej, inne wolniej. To delikatna kwestia, zwłaszcza w strefie euro, ponieważ “chore” kraje południa straciły już część swojej konkurencyjności cenowej. Pomogłyby, gdyby ceny rosły szybciej w silnych gospodarkach – zwłaszcza w Niemczech. Dlatego nawet Bundesbank od dawna opowiada się za silniejszymi porozumieniami płacowymi w tym kraju.
Ponadto inflacja tolerowana z umiarem może działać jako dodatkowy motor wzrostu. Firmy, które mogą wymusić wyższe ceny, zyskują swobodę w zakresie inwestycji poprawiających produktywność. Ponieważ płace rosną zwykle z opóźnieniem, zatrudnienie może wzrosnąć. W keynesistowskich latach 70. XX wieku przyjęto zasadę mówiącą, że istnieje wybór między inflacją a zatrudnieniem. Legendarne stało się oświadczenie przyszłego kanclerza Helmuta Schmidta , który zapowiedział, że wolałby „5-procentową inflację zamiast 5-procentowego bezrobocia”.
Dobre dla dłużników, złe dla wierzycieli
Inflacja ma również szczególny wpływ na sektor bankowy. Zasadniczo obowiązuje zasada: wyższe stopy wzrostu cen, które nie są jeszcze uwzględniane w oprocentowaniu, pomagają dłużnikom i wierzycielom poszkodowanym. Ponieważ nominalnie ustalona kwota pożyczki w cudowny sposób maleje w ujęciu realnym, gdy wartość pieniądza spada w czasie. Jeśli dochody rosną w warunkach inflacji, nie tylko ci, którzy niedawno zaciągnęli kredyt na zakup domu lub mieszkania, mogą być szczęśliwi, najlepiej przy stałej stopie procentowej tak długo, jak to możliwe. Państwo, jako notoryczny wielki dłużnik, jest też jednym ze spekulantów (w tym miejscu też warto spojrzeć wstecz na skrajny przypadek Republiki Weimarskiej, kiedy niemieckie długi wojenne zostały praktycznie całkowicie wyeliminowane poprzez hiperinflację). .
Jeśli rosną stopy inflacji, zwykle rosną również stopy procentowe. Oszczędzający nie muszą na tym skorzystać, bo ostatecznie decyduje o nich realna wartość pieniądza, która niekoniecznie musi – przynajmniej w teorii – rosnąć w środowisku inflacyjnym ze względu na stopę procentową. Jednak statystycznie mierzona stopa inflacji to tylko jedno, a druga to wzrost cen, którego każdy osobiście doświadcza. Zależy to na przykład od ich zachowań konsumenckich i ostatecznie jest różne dla każdego. Z tego wynika: Ci, którzy wydają mało pieniędzy, a przede wszystkim na rzeczy, których ceny nie rosną tak silnie, a jednocześnie stawiają dużo pieniędzy na wysokim poziomie z dobrym odsetkiem, mogą na tym scenariuszu zyskać finansowo (pomijając z tego są też obligacje indeksowane inflacją.
Jedną z branż, która zdecydowanie korzysta z wyższych stóp procentowych, są ubezpieczyciele na życie. W przeszłości sprzedawałeś polisy z obietnicami nominalnego oprocentowania i dlatego jesteś w coraz większym stopniu w trudnej sytuacji, biorąc pod uwagę lata niskich rynkowych stóp procentowych. Wzrost stóp procentowych uwolniłby branżę ubezpieczeniową od tej sytuacji kryzysowej.
Wreszcie ci, którzy boją się inflacji, nie powinni zapominać o fatalnych konsekwencjach, jakie może mieć jej przeciwieństwo: deflacji. Spadające ceny są uważane przez ekonomistów za wyjątkowo niebezpieczne, ponieważ mogą wprawić w ruch niechęć do konsumpcji, spadającą sprzedaż firm i spadające płace, który może być trudny do zatrzymania. W końcu dłużnicy są też przygniatani swoimi zobowiązaniami, są bankructwa i dalsze spadki cen – było to również widoczne w światowym kryzysie gospodarczym początku ubiegłego wieku.
Podwyżki cen o około 2 procent to znacznie mniejsze zło.
Oprac. Andrzej Mroziński



