Ślub gwiazdy popu Taylor Swift (36) i zawodowego piłkarza Travisa Kelce’a (36) rozgrzewa obecnie serca wielu osób, które uważały się za nieczułe na celebryckie romanse. Dlaczego? Ponieważ typowo amerykański, idealny romans – ona atrakcyjna supergwiazda, on muskularny, śmiały sportowiec – stanowi również komentarz do współczesnej męskości.
Kariera sportowa Kelce’a dobiega końca, a Swift może jedynie bić własne rekordy, od liczby streamów po przychody z tras koncertowych. W porównaniu z wielomiliardowym katalogiem muzycznym Swift, szacowany majątek netto Kelce’a, wynoszący około 50 milionów dolarów, wydaje się być całkiem niezłą poduszką finansową. Mężczyźni podobno czuli się zagrożeni przez znacznie mniejsze dysproporcje w sukcesie – ale Kelce wydaje się doskonale czuć w roli „Swiftie numer jeden”, najwierniejszego fana swojej żony.
Widać to wyraźnie w ich wspólnych występach. Kelce znacząco podniósł swój łobuzerski szyk, odkąd pojawił się u boku Swift przed paparazzi. Zamiast dresów, teraz nosi ekstrawaganckie stylizacje gwiazd popu, co regularnie trafia do męskich magazynów modowych: różowe spodnie garniturowe z wzorzystą jedwabną koszulą, batikowe kardigany z kaszmiru w pomarańczowych odcieniach, koszule z krótkim rękawem z wyrazistymi nadrukami; często uzupełnione ironicznym wąsem lub oryginalnym kapeluszem.
Przy Taylor Swift Travis Kelce zawsze wygląda, jakby nie traktował siebie zbyt poważnie. Być może jest to nieuniknione, stojąc u boku prawdopodobnie najbardziej przenikliwej bizneswoman w branży muzycznej. Ale nonszalancja, z jaką Kelce przyznaje, że jest gwiazdą, a Swift ikoną – to coś, czego wszyscy moglibyśmy się nauczyć, nawet jeśli naszym miejscem pracy nie jest boisko piłkarskie, a biurko z trzema monitorami.



