Pozwólcie, że wyjaśnię na początku: kilku z was wpadło w stereotypową pułapkę. Temat „20 lat młodsza kobieta mieszka z bogatym mężczyzną” też ich naturalnie prowokuje. Ale: zdecydowanie nie jestem Richardem Gere – ale mój partner też nie jest Julią Roberts. Kiedy razem wychodzimy na ulicę, nikt się do nas nie odwraca, bo długonoga blondynka z podwójnym D podtrzymuje łysego starca. Niemniej jednak żartujemy, że w naszym przyszłym mieszkaniu będzie jeszcze miejsce dla ewentualnego opiekuna. Co jest bardziej prawdopodobne dla mojej opieki.
Wspominam o tym mieszkaniu, ponieważ „kobieta”, jak ma ją tu odtąd nazywać, cytuje ją jako dowód naszej nierówności ekonomicznej. Napisała, że nie mogła nawet dodać łazienki gościnnej do tej nieruchomości. Tak to prawda. Ale czy to dlatego przyszło mi do głowy, żeby kupić gdzie indziej coś mniejszego, żeby mogła się odpowiednio zaangażować? Nie to nie ja. Nie chcę ograniczać się do mieszkania, w którym spędzam starość. Nie jestem gotów oddać 100 metrów kwadratowych, żebyśmy mogli razem coś kupić.
Czy to egoistyczne? Jasne. Ale myślę, że jest to forma egoizmu, z którą kobieta może się pogodzić i w którym nie widzę nic nieuczciwego. Zwłaszcza, że wiem, że to nie pieniądze decydują o tym, jak razem pracujemy. Uwierz mi: nie jestem osobą, która miałaby związek, w którym miałbym wrażenie, że sympatia mojego odpowiednika jest uwarunkowana materialnie.
Ale to, czego nie można odrzucić z ręki – a czemu kobieta nie zaprzecza: oprócz pewnych wygód (które ona również umie doceniać, nie musimy czynić jej bardziej świętą niż ona), mój dobrobyt niesie ze sobą coś, co pomaga i przyczynia się do jakości naszych relacji. Moja praca to wielki przywilej, ponieważ nie tylko zapewnia mi więcej niż adekwatne dochody, ale także daje możliwość pracy w wielu różnych i interesujących dziedzinach: kultura, nieruchomości, medycyna. Czuję potrzebę podzielenia się tymi tematami z moim partnerem. Stąd określenie „poziom oczu”, do którego się uśmiechała, ale które jest dla mnie ważne, pochodzi od początku. Na szczęście kobieta lubi zajmować się moimi tematami. Gdyby to nie istniało moglibyśmy nie zostać parą. Albo nie został. W każdym razie prawdopodobnie nie spotkalibyśmy się bez jednego z tematów. Oznacza: istnieje wspólna podstawa intelektualna. Wiedza sprawia, że jesteś sexy. Dlatego doceniam to, że ona też ma własne tematy i jest oddana swojej pracy jako dziennikarka. Niestety z bardzo różnymi efektami pieniężnymi.
Nie ulega więc wątpliwości, że ja, jako silniejszy ekonomicznie, poniosę ciężar finansowy. Ponieważ oboje nie myślimy zbyt wiele o małżeństwie, zgodziliśmy się na tryb finansowy, który relatywizuje ich zależność ode mnie. I myślę, że to także pokazuje, że ją kocham: jeśli pewnego dnia będzie mnie miała dość i będzie chciała mnie zostawić, jest objęta ochroną.
Sprzątanie odbywa się dwa razy w tygodniu
Na koniec chciałbym rozwiać inny stereotyp. W swojej rubryce kobieta skarżyła się na mój brak pracowitości w domu i pełniła funkcję opiekuna domu. Trzeba powiedzieć: dwa razy w tygodniu mamy wspaniałą gospodynię prasującą i sprzątającą. W ten sposób przeprowadzane jest podstawowe sprzątanie, bez żadnej interwencji ze strony kobiety. I bardzo szybko zwolniła mnie z obowiązków związanych z zaopatrzeniem w artykuły spożywcze, gdy odkryła, że wolę robić zakupy w sklepie dyskontowym. Od tego czasu kupuje żywność bezpieczną pod względem etycznym i ekologicznym. Najwyraźniej nie może przypisać mi roli „małego domku przy piecu”, który opisuje.



