W ostatnich tygodniach zaostrzył się spór między elitarnym uniwersytetem Harvard a rządem USA. W grę wchodzą duże pieniądze i pojawia się pytanie, jaki wpływ rząd może i powinien mieć na instytucje edukacyjne w kraju. Harvard zwraca się teraz do sądu.
Pozew uniwersytetu ma na celu rozwiązanie problemu blokady miliardów dolarów w finansowaniu. Harvard twierdzi między innymi, że działania rządu prezydenta Donalda Trumpa naruszają wolność słowa zapisaną w Pierwszej Poprawce do Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Środki te są „arbitralne” – czytamy dalej. Harvard wniósł pozwy m.in. przeciwko sekretarzowi zdrowia Robertowi F. Kennedy’emu Jr. (71), sekretarz edukacji Lindzie McMahon (76) i sekretarzowi obrony Pete’owi Hegsethowi (44) – ale nie uwzględnił Trumpa na liście.
100 uniwersytetów publicznie sprzeciwia się polityce Trumpa w zakresie szkolnictwa wyższego
Po odrzuceniu żądań przez uniwersytet, rząd wstrzymał wypłatę miliardów dolarów. Niedawno Trump zagroził, że Harvard może stracić ulgi podatkowe i zostać opodatkowany jak instytucja polityczna. Od dawna oskarżał uniwersytet o wyznawanie ideologii lewicowej. Istnieje również możliwość, że Harvard utraci możliwość przyjmowania studentów zagranicznych. Miałoby to również poważne konsekwencje finansowe dla uniwersytetu.
Błąd podczas wysyłania listu
Według doniesień medialnych urzędnicy niedawno poinformowali Harvard, że oficjalny list z żądaniami został wysłany 11 kwietnia bez wcześniejszych konsultacji. Nie nastąpiło jednak żadne publiczne odejście od tego stanowiska. List został wysłany przez Grupę Zadaniową Białego Domu ds. Zwalczania Antysemityzmu. Według „New York Times” treść listu uważa się za autentyczną. Nie jest jednak jasne, dlaczego list został wysłany 11 kwietnia. W Białym Domu istnieją dwa obozy: Według raportu niektórzy są przekonani, że list został wysłany zbyt wcześnie. Pozostali uważają, że list był przeznaczony wyłącznie dla grupy zadaniowej.
Rząd USA uzasadnia swoje działania rzekomo błędną „ideologią” uniwersytetu i antysemityzmem na terenie kampusu. Oskarżenie dotyczy przede wszystkim pro-palestyńskich demonstracji na amerykańskich uniwersytetach, takich jak Harvard i Columbia University w Nowym Jorku, od początku wojny w Strefie Gazy 7 października 2023 r. W marcu Departament Edukacji USA ogłosił na tej podstawie, że dokona przeglądu państwowego wsparcia dla łącznie 60 uniwersytetów i szkół wyższych.
Jednak administracja Harvardu – w przeciwieństwie do wielu innych uniwersytetów – sprzeciwiła się żądaniom rządu. Obejmuje to zamknięcie działów zajmujących się różnorodnością i pomoc władzom imigracyjnym w weryfikacji studentów. Prezydent uniwersytetu Garber oświadczył, że instytucja „nie negocjuje swojej niezależności ani praw konstytucyjnych”.
Kongres USA wszczyna formalne dochodzenie
W obliczu oskarżeń o dyskryminację Uniwersytetu Harvarda, Republikanie w Kongresie USA wszczęli oficjalne dochodzenie. W liście z czwartku czołowi kongresmeni Elise Stefanik (40) i James Comer (52) zaapelowali do uniwersytetu o ujawnienie dokumentów dotyczących praktyk rekrutacyjnych, programów różnorodności i zeszłorocznych pro-palestyńskich protestów na terenie kampusu.
W swoim liście Comer i Stefanik potępili prezydenta Harvardu Garbera za odmowę podporządkowania się wymogom Białego Domu w zakresie sprawozdawczości. Harvard najwyraźniej „jest tak niezdolny lub niechętny do zapobiegania bezprawnej dyskryminacji”, że na polecenie Garbera instytucja odmawia zgody na „rozsądne porozumienie ugodowe” zaproponowane przez władze. „Bez względu na to, jak uzasadnione jest twoje postępowanie, żadna instytucja nie ma prawa łamać prawa” – napisali do Garbera.



