Tylko cztery godziny różnicy czasu dzielą zimową Polskę od biznesu w bikini. Pływanie, nurkowanie, nic nierobienie – nigdzie tymczasowe biuro na plaży nie wygląda bardziej rajsko niż na atolach na południowy zachód od Indii, na Malediwach.
Spośród prawie 2000 wysp na Oceanie Indyjskim wiele z nich wznosi się zaledwie metr nad poziomem morza, co czyni je szczególnie narażonymi na skutki postępującej zmiany klimatu. Dlatego właśnie wiele wydziałów w końcu podniosło swoje standardy ekologiczne w ramach samoobrony. Otwórz swój notatnik tam, gdzie inni wyjeżdżają na wakacje: W rubryce podróżniczej „Praca” Viola Keeve prezentuje specjalne miejsca, w których podróżujący służbowo mogą połączyć pracę, przyjemność i relaks.
W 1995 roku urodzony w Wielkiej Brytanii artysta i jego żona Eva wymyślili luksus chodzenia na bosaka („bez nowości, bez butów”) tuż za rogiem, w „Soneva Fushi”. To uczucie było często kopiowane, od „Cheval Blanc Randheli” szefa LVMH Bernarda Arnaulta po Robinson Noonu (Tui, praca + wakacje, osiem dni dla dwojga od 3620 euro, w tym przeloty).
Wylot do raju: Do większości ekskluzywnych kurortów można dojechać hydroplanem
Do większości ekskluzywnych kurortów można dotrzeć hydroplanem. Ale skromniejsze namioty można rozbić także bezpośrednio w stolicy i na wyspie Malé (lotnisku docelowym dla wszystkich podróżujących za granicę). Za jedyne 36 euro możesz mieszkać i pracować w „Seahouse” lub „Surf View Hotel” oraz jeść świeże ryby w „The Red Snapper”. Pierwsza (sztuczna) plaża znajduje się zaledwie dziesięć minut od lotniska.
Z Malé można także popłynąć łodzią motorową lub promem, na przykład na lokalną wyspę Dhigurah, która i tak jest dość tania. Można tam nocować w „Boutique Beach Diving Hotel” za 500 euro za noc i przez cały rok obserwować rekiny wielorybie, największą rybę na ziemi. Opalanie się w bikini lub szortach jest tu tematem tabu na publicznych plażach, ponieważ religią państwową Malediwów jest islam, a import alkoholu jest surowo zabroniony.
Na wyspach hotelowych panują odmienne zwyczaje. „Velaa”, należąca do czeskiego miliardera Jiříego Šmejca (52 l.), ma najdroższe wina na świecie i łódź podwodną. A w „Soneva Secret” na gości czeka obserwatorium, bosy kamerdyner i prywatny szef kuchni. Jednakże nadal istnieje pływająca restauracja, do której można dotrzeć wyłącznie łodzią lub tyrolką. Nazywa się to, całkowicie logicznie, „nie z tego świata”.
Sonu Shivdasani, potomek indyjskiej rodziny biznesmenów, od dawna został wyniesiony do rangi brytyjskiej szlachty za zasługi dla turystyki i ochrony środowiska. Dubajska gazeta biznesowa „Arabian Business” nazwała go „twórcą marzeń”. W każdym z ostatnich dwóch lat z jego fundacji na rzecz ochrony przyrody przepłynęło ponad dwa miliony dolarów.
Dla „Sonevy” oznacza to: do morza nie mogą trafiać żadne plastiki ani śmieci, świeża woda, podobnie jak warzywa, jest produkowana na miejscu, a energię zapewnia wiatr. Odległe biuro otoczone nienaruszonymi rafami koralowymi i żeby tak pozostało, podczas snorkelingu towarzyszy Ci biolog morski. Wystarczy samemu zagłębić się w pliki.