W poniedziałek Bernard Arnault (72 l.) miał wszelkie powody, by otworzyć dobrego, własnego szampana. Na przykład „Dom Pérignon Rosé Vintage 2003”, 3-litrowa butelka w drewnianym pudełku za 3693 euro. Ponieważ w poniedziałek było co świętować: po raz pierwszy od dłuższego czasu amerykański magazyn „Forbes” wymienił francuskiego miliardera i przedsiębiorcę luksusowego jako najbogatszego człowieka na świecie.
Według Forbesa, majątek prywatny Arnaulta sięga obecnie około 189 miliardów dolarów. Według magazynu jest on mniej więcej na równi z szefem Amazona Jeffem Bezosem (57), z którym obecnie ściga się na szczycie rankingu najbogatszych ludzi świata w czasie rzeczywistym „Forbes”. Czasami jeden jest przed nami, kilka godzin później znowu jest drugi.
Jest to kulminacja wspinaczki, dla której Arnault położył podwaliny w latach osiemdziesiątych XX wieku. W tym czasie nabył swoje pierwsze udziały w firmie i stworzył w ten sposób zalążek firmy dóbr luksusowych, na której zasadniczo opiera się bogactwo Arnaulta do dnia dzisiejszego: LVMH. Począwszy od połączenia specjalizującego się w galanterii skórzanej Louis Vuitton i firmy produkującej napoje Moët Hennessy, stała się globalną i wciąż rozwijającą się firmą produkującą towary luksusowe. Skórzane torby, moda, zegarki, biżuteria, alkohole, wino, szampan – do świata LVMH należy już ponad 75 marek, a ich liczba stale rośnie.
Arnault w zeszłym roku włączył do swojego imperium znaną amerykańską sieć biżuterii Tiffany’s. A następna umowa może dopiero nabierać kształtu: kilka tygodni temu zwiększył udział włoskiego producenta obuwia Tod’s do 10 procent.
Życie z pragnienia luksusu
Sukces Francuza jest w zasadzie oparty na pięknym wyglądzie: firmy Arnault sprzedają głównie rzeczy, których prawie nikt tak naprawdę nie potrzebuje, i po cenach, które wydają się nieproporcjonalne do ich wartości nominalnej. Ale pragnienie luksusu jest najwyraźniej tak wielkie na całym świecie, że można na nim zbudować firmę wartą miliard dolarów. I to pragnienie nie zostało trwale zakłócone przez pandemię koronową. Na początku tego roku LVMH poinformował o spadku sprzedaży w roku pandemii 2020 łącznie o 17 procent do 44,7 mld euro. Jednak w trzecim i czwartym kwartale część biznesu ponownie się ożywiła.
Podczas gdy Europa wciąż cierpi z powodu pandemii, w USA można już zaobserwować dobre ożywienie, ogłosił LVMH w styczniu. W Azji sprzedaż już wtedy ponownie rosła.
Kwartalne dane opublikowane ostatnio przez LVMH w kwietniu pokazują, że od tego czasu sytuacja po raz kolejny znacznie się poprawiła. W związku z tym sprzedaż w pierwszych trzech miesiącach 2021 roku wzrosła o 32 procent do 14 miliardów euro, po raz kolejny napędzana silnym wzrostem w USA i Azji.
Mówiąc prostym językiem, oznacza to: coraz więcej krajów opuszcza kryzys koronawirusa i wraca do normalnego życia gospodarczego. Wiele osób, które od miesięcy mogą robić zakupy w Internecie, wraca do handlu detalicznego – a tym samym do luksusowych sklepów LVMH. Dzięki temu sprzedaż grupy gwałtownie rośnie.
Widoczne jest to również w cenie akcji spółki, a tym samym w aktywach głównego właściciela Bernarda Arnaulta. Przedsiębiorca i jego rodzina posiadają 47 proc. Akcji LVMH i ponad 60 proc. praw głosu. Wartość tych akcji w ostatnim czasie ogromnie wzrosła: pomimo kryzysu Corona, udział LVMH wzrósł o ponad 70 procent w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Dla porównania: akcje grupy Amazon, która jest jednym z największych sprzedawców internetowych na świecie i zaliczana jest do grona zwycięzców koronowych, w tym samym okresie wzrosła tylko o nieco ponad 30 procent.
Na rekordowym poziomie, na jakim obecnie notowana jest akcja LVMH, grupa jest notowana na giełdzie o łącznej wartości około 323 miliardów euro. Tutaj też porównanie: SAP, jako najcenniejsza grupa DAX, ma wartość rynkową około 143 miliardów euro.
Oprac. Andrzej Mroziński



