Już powstają nowe fabryki amunicji do tego celu – m.in. w Rheinmetall w Dolnej Saksonii. Jednak nawet jeśli wkrótce dostępne będą niezbędne zdolności, wątpliwe jest, czy Europie uda się osiągnąć swój cel w zakresie produkcji amunicji w perspektywie średnioterminowej. Zdaniem kilku przedstawicieli przemysłu obronnego będzie to zależało m.in. od Chin. Producenci w dużej mierze importują niezbędny składnik amunicji z kraju sprzymierzonego z Rosją: nitrocelulozę, zwaną także bawełną strzelniczą, lub jej prekursor lintern, produkt odpadowy powstający przy produkcji bawełny.
Rosja kupuje w Europie okrężną drogą
Inni malują znacznie bardziej dramatyczny obraz. Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził niedawno w związku ze powolną produkcją amunicji: „W tej chwili naprawdę brakuje nam prochu”. forma stała – i przetwarzana jest forma granulatu. W przeciwieństwie do szefa Rheinmetall Pappergera, m.in. unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego Thierry Breton zgłaszał już problemy z importem. Dostawy lintersu bawełnianego z Chin zatrzymały się „kilka miesięcy temu, jakby przez przypadek” – stwierdził Breton.
Do niedoborów w Europie najwyraźniej przyczyniła się także Rosja. Według doniesień kraj ten pięciokrotnie zwiększył import nitrocelulozy do 2000 ton w 2022 r. po rozpoczęciu wojny z Ukrainą, a następnie ponownie podwoił się w 2024 r. Chiny odgrywają także ważną rolę jako dostawca dla Rosji. Według raportu „Moscow Times” większość dodatkowej ilości importowanej pochodzi z UE, a także z USA. Zarówno państwa UE, jak i USA w ramach swoich sankcji zakazały dostaw nitrocelulozy do Rosji. Najwyraźniej jednak kilku producentów dostarczało bawełnę strzelniczą w dużych ilościach rzekomo cywilnym nabywcom w Turcji, którzy sprzedawali ją rosyjskim nabywcom.



