Operacja Epic Fury

AktualnościWiadomości

Odszedł wielki wizjoner, twórca Red Bulla Dietrich Mateschitz

W takich chwilach smutek obejmuje wszystkie inne uczucia. Ale wkrótce żal ustąpi miejsca wdzięczności za to, co zmienił, poruszył, spowodował i umożliwił tak wielu ludziom” – napisał Red Bull w komunikacie, który została początkowo zaadresowany do wszystkich. I dalej -„Zadaniem i obowiązkiem nas wszystkich jest kontynuowanie dzieła jego życia w jego duchu”. Dietrich Mateschitz już kilka miesięcy temu całkowicie wycofał się z życia publicznego. Zmarł w sobotę 22 października 2022 r. w wieku 78 lat.

Pieniądze nigdy nie były dla mnie siłą napędową. Zawsze zajmowały ostatnie miejsce na liście motywujących mnie do działania.- takie credo wygłaszał konsekwentnie Dietrich Mateschitz

Mateschitz był prawdziwym miliarderem, który sam się stworzył. Oprócz firmy produkującej napoje energetyczne zbudował także imperium sportowe, medialne, nieruchomościowe i gastronomiczne. Został także super miliarderem z Red Bullem. Jego majatek wyceniono mna 24,9 miliarda euro co plasowało go na drugim miejscu najbogatszych Austriaków. Na świecie zatrudnia prawie 10 tys. pracowników.

Od momentu założenia firmy Red Bull był źródłem złota, bulgocząc stale i coraz mocniej, przynosząc z roku na rok coraz wyższe zyski. W 2021 r. sprzedano 9,804 miliarda puszek Red Bulla. Oznacza to wzrost o 24,3 procent w porównaniu z i tak już bardzo udanym rokiem 2020. Sprzedaż Grupy wzrosła o podobną kwotę o 23,9 procent z 6,307 do 7,816 mld euro.

Raport zarządu firmy mówi o „znacznym wzroście zysków”, po części dlatego, że wydatki marketingowe zostały zredukowane o 200 mln do wciąż gigantycznych 1,6 mld euro. Wszystkie podstawowe dane firmy – sprzedaż, obroty, wydajność i zysk operacyjny mogą być dalej zwiększane i reprezentują poprzednie rekordy w historii firmy.

Skonsolidowany bilans za 2021 r., skonsolidowany po raz pierwszy, wykazuje zysk netto po opodatkowaniu w wysokości 1,1 mld euro. Prawie połowa z nich należy do 49-procentowego właściciela Dietricha Mateschitza, który dzięki temu mógł dalej rozwijać swoje imperium Red Bulla.

Didi, nonkonformista

Choć przenikliwy, głośny, rzucający się w oczy i niemal wszechobecny, jak firma i marka Red Bull , multimiliarder był prywatnie zdystansowany. Nigdy nie był częścią sceny towarzyskiej. Nie lubił występować publicznie, unikał przyjęć a zdjęcia z takich imprez zwłaszcza sportowych należą do rzadkości. Na przykład zdjęcia z Grand Prix Formuły 1 w Austrii na torze wyścigowym w Styrii, obecnie znanym jako „ Red Bull Ring”, lub podczas kluczowych meczów jednego z jego klubów piłkarskich – Red Bull Salzburg i RB Lipsk.

Niewiele wiadomo o życiu prywatnym szefa Red Bulla. Jego rodzice rozwiedli się wcześnie. Mateschitz ma starszą o cztery lata siostrę i syna Marka, urodzonego w 1992 roku. Styryjczyk, który dorastał w dużej mierze bez ojca w Mürztal, był złym uczniem, któremu ledwo udało się uzyskać maturę. Przez dziesięć długich lat przebywał na Uniwersytecie Ekonomicznym w Wiedniu (WUW) jako klasyczny student. Mateschitz nienawidził krawatów i zawsze nosił tylko dżinsy. Pogardzał hierarchiami, nigdy nie był żonaty, powtarzał maksymę, że firma musi maksymalizować zyski, żywił głęboką nieufność do banków. Nie ma wątpliwości, że Mateschitz nie lubił giełdy, a Red Bull – tak uważał -nie powinien tam nawet wchodzić po jego martwym ciele.

Maksymy biznesowe Mateschitza:

Menedżerowie marnują zbyt dużo czasu na bezpieczeństwo osobiste i lobbing. Całe raportowanie, jak to często bywa w dużych firmach, prowadzi do bardzo utrwalonych wzorców zachowań”.

Świadomość przedsiębiorcza niektórych mężczyzn z top managementu pozostawia wiele do życzenia. Aktywna działalność przedsiębiorcza daje osobistą odpowiedzialność i elastyczność. Są to jednak cechy, które nie wszędzie są cenione”.

Jestem dość niekonwencjonalnym managerem i nie znoszę na przykład czytania raportów. Jeśli w ogóle, przeglądam tylko krótkie podsumowania. Robimy wiele rzeczy werbalnie, bezpośrednio, bez wielu hierarchicznych barykad”.

Nie wierzę, że dobre zarządzanie opiera się na szczęściu. Jedna trzecia sukcesu to właściwy produkt.

Źli managerowie to ci, którzy tylko trzymają się swoich pozycji. Są to wysoko opłacani administratorzy, którzy desperacko próbują utrzymać status quo bez przygotowywania innowacyjnych sposobów na przyszłość”.

Mateschitz i pieniądze

Ale co sam Mateschitz sądził o pieniądzach? W jednym ze swoich rzadkich wywiadów, które udzielił czasopismu Trend w 2001 r. – kiedy to wyceniono jego majatek na  na 10 miliardów ówczesnych austriackich schillingów (ok. 720 mln €) odpowiedział, że ” nienawidzi bycia nazywanym „multimiliarderem”: „To strasznie niewygodne”, powiedział Mateschitz, „te dziennikarskie przesady są bezużyteczne, hipotetyczne i czysto teoretyczne”.

On sam został wychowany tak, aby wydawać tylko pieniądze, które posiada fizycznie. Strategia, którą on jako przedsiębiorca konsekwentnie realizował do końca. Dopiero w drugim roku Red Bull miał niewielką ilość finansowania bankowego, i od tego czasu nigdy więcej. W firmie nie ma ani grosza z obcego kapitału – dumnie podkreślał. „Pieniądze nigdy nie były dla mnie siłą napędową. Zawsze znajdowały się na końcu wśród rzeczy motywujących. Dla mnie siłą napędową zawsze była wolność, niezależność i radość w moich projektach. Radość jest podstawowym wymogiem we wszystkim, co robisz”, wyjaśnia Mateschitz w tłumacząc jego credo.

Od czasu założenia firmy Red Bull GmbH w 1984 r. w strukturze udziałowców zaszło niewiele zmian, tak samo niewiele było zmian w dalszej strukturze. Red Bull pozostało firmą zajmującą się wyłącznie sprzedażą i marketingiem. Mateschitz nigdy nie chciał sam produkować napojów. Dlatego stworzył markę tylko z garstką swoich powierników, ludzi najbardziej zaufanych. Kiedy firma została założona, Mateschitz przeznaczył na reklamę prawie wszystkie swoje oszczędności, wówczas pięć milionów szylingów (dziś około 360 000 euro). Było to dużo pieniędzy dla założyciela firmy bez innej alternatywy, jeśli coś pójdzie nie tak.

Marketing dodaje skrzydeł

W Tajlandii Dietrich Mateschitz (znak zodiaku nomen omen – Byk), jak wspomniałem dla przyjaciół „Didi” wpadł na pomysł Red Bulla. Siedział ponoć w lobby hotelowym, kiedy zauważył jak Tajowie zamiast porannej kawy opróżniają małe buteleczki jakiegoś napoju. To był Krating Daeng (czerwony bizon). Zainteresował się ich zawartością. Okazało się, że jest to kofeina i tauryna z substancjami smakowymi, jak sami Austriacy nazywali to „gummibärchen”, czyli żelkami landrynkowymi. Pomysł pomysłem, ale trzeba było jeszcze znaleźć finansowanie, oraz przygotować cały skomplikowany proces technologiczny. Nie sposób to cofnąć się w czasie do młodych lat Didiego. Niektórzy – o czym powyżej – z tego czasu wspominają go, jako buntownika, któremu nie po drodze było z austriackim systemem edukacyjnym. Krnąbrny i niepokorny. Później w czasach studenckich typowy bonvivant. Studia na wiedeńskiej politechnice, a następnie na World Trade Institute. Pierwsze poważne pieniądze zarobił w korporacji sprzedając dla Unilevera pastę do zębów Blendax, proszek Omo i mydło Lux. Tam podobno dorobił się fortuny jak na tamte czasy, dzisiejszego odpowiednika 360 tys. Euro, które później zainwestował w Red Bulla. Są i tacy, którzy twierdzą, że pomysł z przeniesieniem Red Bulla do Europy, miał związek z jego nie najlepszą sytuacja finansową i poszukiwaniem nowych pomysłów na biznes. Tak czy owak w 1984 r. zaproponował Chaleowi Yoovidhya, tajlandzkiemu producentowi Krating Daeng, założenie spółki i sprzedaż napoju energetyzującego w Europie. Niektórzy wspominają o milionie dolarów, który wspólnicy wyłożyli na 49% udziałów w firmie, 2% zostawiając synowi Chaleo Chalerm. Ale podobno nadal kołdra była za krótka. Posiadane środki nie wystarczały, aby podołać tak dużemu przedsięwzięciu. Trzeba było znaleźć inwestorów strategicznych, z tego firmę, która napełniałaby aluminiowe puszki czarodziejskim płynem. Wybrano firmę Rauch Fruchtsäfte z Vorarlbergu, która ma dzisiaj i na zawsze ma prawo do napełniania Red Bulla. To był jej trybut do biznesu, ale i jej gwarancja, że do końca świata będzie uczestniczyła solidarnie w podziale zysków, za ryzyko, jakiego się podjęła.

W 1987 roku Red Bull, bo taka nazwę nadał napojowi sam Mateschitz pojawił się na rynku austriackim. A później poszło już prawie jak z płatka. Dzięki swoim talentom managerskim i grupie starych sprawdzonych przyjaciół z różnych dziedzin udało się Didiemu, stworzyć grupę- dream team, która była od samego początku święcie przekonana o ostatecznym sukcesie. Promocją, najpierw w Austrii a dzisiaj już na całym świecie zajął się i do tej pory zajmuje Johannes Kastner, własciciel franfurckiej agencji reklamowej. Przed pierwszą kampanią reklamową miał podobno zaprezentować ponad 50 projektów reklamowych, które notorycznie były odrzucane. Dopiero na setnym spotkaniu Kastner miał wyrzucić z siebie „Red Bull Verleiht Flüüüügel” („Red Bull doda ci skrzydeeeełłłłł”) i zaskoczyło. Mateschitz miał powiedzieć „to jest to”, to będzie działać. Zaraz potem, zamówił kreskówki u innego swojego przyjaciela Horsta Sambo. Do dziś ten artysta tworzy kreskówki Red Bulla, jak wiadomo z wielkim sukcesem.

Zakazany owoc

Kiedy produkt gotowy był do sprzedaży, nie brakowało sceptyków, którzy twierdzili, że nie da się zarobić na napoju, który nie tylko kiepsko smakuje, ale jest też kilkakrotnie droższy od coca-coli. Pierwsze akcje promocyjne prowadził w konspiracji. Wynajęci przez Didiego pracownicy odwiedzali austriackie kluby nocne, proponując dostarczenie bezpłatne napoju, jeśli ci zorganizują pod szyldem Red Bulla imprezy klubowe. Podobno wchodzili tez do modnych klubów i dyskretnie rzucali na podłogę puste puszki po napojach. Ale do sukcesu przyczynił się przede wszystkim wizerunek zakazanego owocu Red Bulla.
Ekspansja marki trwała wiele lat ze względu na zawartość tauryny i uzyskiwanie niezbędnych zezwoleń na dystrybucję. W tym czasie Mateschitz umiejętnie wykorzystywał ten czas do podsycania plotek o właściwościach napoju i o jego składzie. W połowie lat 90. sporo było materiałów w prasie brytyjskiej o rzekomych aktach wandalizmu dokonanych po wypiciu RB czy też, co najbardziej bawiło Didiego, że cześć jego składników jest pozyskiwanych z byczych jąder. „Tak latam do Pampeluny po świeże bycze jądra’ – żartował z przekąsem Mateschitz.
Prawdziwy przełom nastąpił w 2001 roku, kiedy to wpływowy amerykański dziennikarz Jeff Edwards opublikował materiał o Red Bullu zatytułowany „Płynna Kokaina”. I zaczęło się na dobre. Organizacje rodziców w Niemczech zażądały delegalizacji napoju. Wszystkie pojawiające się sensacyjne plotki Mateschitz zamieszczał na specjalnej stronie internetowej, bez komentarza. Zdawał sobie sprawę z tego, że najlepszą reklamą produktu będą protesty rodziców. Syndrom zakazanego owocu sprawdził się znakomicie. Mało tego podobno sam też wymyślił, że w Danii i we Francji sprzedawano RB w aptekach. Sprzedaż tak wzrosła, że firma napełniająca puszki nie miała aluminium na ich produkcję i musiała go sprowadzać z Azji.

Marketing sportowy

Z Red Bullem związanych jest ponad 1000 sportowców. W większości związanych ze sportami ekstremalnymi. Swoje port folio rozszerzył Mateschitz w 2004 roku, kiedy to zakupił zespół Formuły 1 Racing Jaguar z Ford Motor Company i ostatecznie nazwał ją Red Bull. Tak się rozpoczęła kolejna krucjata, która miała na celu powiązanie marki ze sportem. I tutaj objawił się ponownie geniusz Mateschitza, bo jako jeden nie umoczył pieniędzy na zainwestowaniu w Jaguar Racing i w 2005 r. rozpoczął sezon formuły 1 bez strat. Już 5 lat później Red Bull z Sebastianem Vettelem na czele stał się bezkonkurencyjny w wyścigach F1. Bez pana Red Bull nie byłoby ani formuły 1 Red Bull Racing ani szaleńczych przedsięwzięć jak choćby Fly Red Bull. W 2005 r. kupił austriacki klub piłkarski SV Austria Salzburg, a w 2006 r. amerykański New York MetroStars. W obie nazwy zostały wpisane nazwy napoju i tak powstały Red Bull Salzburg i Red Bull New York. Specjalnie wybudowany stadion Red Bull Arena, w New Jersey na drugiej stronie rzeki Hudson kosztował 200 milionów dolarów i może pomieścić 25 tys. kibiców. W 2009 roku założył klub sportowy RB Leipzig. Ze względu na to, że w Niemczech nazwa klubu nie może być taka sama jak napojów energetycznych pozostał przy skrócie. Dzisiaj po udanym sezonie poprzednim klub z Lipska gra w Lidze Mistrzów. Czego się nie dotknął jak Midas zamieniał w złoto Dzięki swojej firmie i strategii marketingowej Mateschitz przez wiele lat kształtował sport na całym świecie. Oprócz klubu piłkarskiego Bundesligi RB Lipsk, imperium austriackie obejmuje także klub hokeja na lodzie Red Bull Monachium oraz  Alpha Tauri, dawniej Toro Rosso.

Czerwony byk” buduje swoje media

Ten projekt zaskoczył wielu współpracowników. W zielonej wieży lotniska salzburskiego ulokowano telewizję Red Bulla o nazwie „Servus TV”. W 2009 r. Didi zakupił „Salzburg TV”, która stała się zalążkiem obecnej stacji i wszedł na rynek niemiecki. Z budynku Franfurter Allgemine Zeitung w Berlinie, nadawał talk show. Ta inwestycja, musi się zwrócić jak wszystko, czego Mateschitz dotyka. W ciągu 5 najwięcej 8 lat, jak wszystko w Red Bullu – podkreślał Wolfgang Pütz, nowy nabytek z bawarskiej telewizji. „I wcale nie chodzi o to, aby nasza puszka ciągle pojawiała się a ekranie, ale nie ukrywamy, że jest to znakomite narzędzie marketingowe. Sport jest kluczowym elementem programu ServusTV. Nadawca jest m.in. partnerem austriackiej ligi hokeja na lodzie (ICE) i zabezpieczył prawa do transmisji Formuły 1 (początkowo do 2023 r.) we współpracy z ORF. ServusTV ma również prawa do transmisji i pierwszego wyboru na jeden mecz w Lidze Mistrzów UEFA, Lidze Europejskiej i Lidze Konferencyjnej, a także prawa do transmisji rund finałowych Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA w 2024 i 2028 roku.

Mateschitz spotkał się z krytyką, gdy Red Bull Media House GmbH ogłosiły w maju 2016 r., że przestanie działać pod koniec 2016 r. Poprzedził to zaciekły spór z załogą, która chciała założyć radę zakładową, co Mateschitzowi w tym czasie zupełnie się nie podobało. W październiku 2016 r. cofnął decyzję o zaprzestaniu nadawania. Krytykowano też orientację ServusTV podczas pandemii korony, w której nadawca stawał po stronie przeciwników działań rządu federalnego w celu zwalczania pandemii. Ofercie telewizyjnej towarzyszy „Servus Magazin”.

Red Bull produkuje też filmy dokumentalne: Terra Mater, Bergwelten, RedBull Studios, RedBull TV, wydaje książki oraz przesyła strumieniowo muzykę w Red Bull Records.

Pańskie oko, byka tuczy

Nie było nigdy mowy o oddaniu kontroli nad przedsiębiorstwem akcjonariuszom giełdowym. Wielu doradców inwestycyjnych próbowało przekonać Mateschitza o wejściu na giełdę, o przeniesieniu siedziby firmy z malowniczego Fuschl nad jeziorem Wolfgangsee do centrum wielkiego miasta. W Salzburgu, w bardzo ekskluzywnej części miasta Mozarta posiadał 900 metrowy pałac. Jego sąsiadami byli Franz Beckenbauer i rodzina Porsche. Powoli wprowadzał też do świata biznesu swojego syna Marka.

Chętnie spędzał też czas w swoim dziele – Hangarze 7 – przypominającym warszawskie Złote Tarasy, ze względu na charakterystyczne zadaszenie, galerię wielkości boiska piłkarskiego, w którym znajdują się znakomite restauracje, m.in. słynny Ikarus, oraz ekspozycja samolotów, helikopterów i wszelkiego rodzaju wehikułów znanych z formuły 1 oraz innych imprez.


Z odejściem Mateschitza skończyła się bezpowrotnie pewna epoka. Odszedł wielki wizjoner. A my powinniśmy mu być wdzięczni za to,że nasz złoty Adam może nie leciałby tak daleko, bo jemu Red Bull dodał skrzydeł….. I tych tych prawdziwych, i tych finansowych.

 

Polecane artykuły
AktualnościCheck PointWiadomościwojna Iran

Cyberwojna w cieniu AI: Operacja „Epic Fury” wywołała cyfrową ofensywę Iranu

AktualnościWiadomości

Ferrari prezentuje swój pierwszy samochód elektryczny, którego cena wynosi 640 000 dolarów

AIAktualnościWiadomości

Sztuczna inteligencja zmienia internet na zawsze

AIAktualnościWiadomości

Papież wzywa do wprowadzenia surowych zasad postępowania z AI

Zapisz się do Newslettera
Bądź na bieżąco i otrzymuj najnowsze artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *