Po prostu szybko wprowadź miejsce docelowe, nawigacja włącza się i wyłącza: Prawie każdy zna Mapy Google z codziennego życia. Aplikacja amerykańskiej firmy pokazuje najkrótszą trasę, aby dostać się z punktu A do punktu B samochodem lub pociągiem. A Google idzie o krok dalej: aplikacja coraz częściej ma wyświetlać bardziej złożone połączenia z innymi środkami transportu – a jednocześnie stać się platformą do ich rezerwacji.
Podejście to nazywa się Mobility-as-a-Service lub w skrócie MaaS – i obecnie przeżywa szum, jak żaden inny trend w sektorze mobilności. Oprócz Google, inni dostawcy również próbują połączyć różne usługi transportu prywatnego i publicznego. Na przykład Freenow, wspólne przedsięwzięcie producentów samochodów BMW i Mercedes-Benz, które jest już reprezentowane w ponad 150 miastach w dziesięciu krajach europejskich. Lub Moovit z grupy Intel. Na poziomie lokalnym Jelbi, berlińska aplikacja mobilności publicznej, oferuje narzędzie do planowania tras dla transportu publicznego i usługi współdzielenia. Ale ma największy potencjał: filię Alphabet, Google.
Każdego miesiąca z Map Google korzysta już około miliarda osób. Dyrektor generalny grupy, Sundar Pichai (51 l.), obecnie rozwija Mapy Google w superaplikację , która nie tylko umożliwia nawigację, ale także rezerwację restauracji lub wizyt u fryzjera oraz bezpośrednie zamawianie jedzenia. Obszar mobilności konsumentów, który płynnie podąża za bieżącymi zachowaniami użytkowników aplikacji, jest uważany za światełko nadziei. Dzięki partnerstwu zespoły programistów Google integrują z aplikacją na przykład metro i pociągi podmiejskie, w tym dostęp do ich systemów biletowych.
Wraz z postępującą cyfryzacją wymagania dotyczące wielu zawodów uległy zmianie. Wymagane umiejętności są o wiele bardziej rozległe niż te, których można by się nauczyć na czystym „szkoleniu informatycznym”. Tę rolę odgrywa doskonalenie umiejętności. „Zaczęliśmy pięć lat temu, obecnie żyjemy w 500 miastach z 72 operatorami” – powiedziała niedawno Britta Duerscheid na targach mikromobilności w Amsterdamie. Menadżer Google Maps dba o rozwój partnerstw strategicznych. Mapy Google pokazują już rowery i skutery z usług udostępniania DB Call a Bike, Donkey Republic, Tier i wielu innych w wielu niemieckich miastach.
Ideą Mobility-as-a-Service jest reagowanie na zmienione zachowania ludzi w zakresie mobilności poprzez łączenie usług mobilności świadczonych przez dostawców publicznych i prywatnych. Argumentując w kategoriach polityki klimatycznej, byłby to wkład w rewolucję mobilności. Jednak dla dostawców platform chodzi również o biznes. W praktyce użytkownicy powinni planować, rezerwować i opłacać trasę, korzystając ze wszystkich dostępnych środków transportu – na przykład autobusów, pociągów, wspólnego korzystania z samochodów i rowerów, wypożyczanych samochodów, taksówek i skuterów elektrycznych – za pośrednictwem jednej platformy. Dostawca MaaS, w tym przypadku Google Maps, łączy różne środki transportu w pakiet mobilności – rodzaj Netflix dla ruchu miejskiego.
Ekspansja odbywała się w kilku etapach. Mapy Google zintegrowały oferty Deutsche Bahn ze swoją wyszukiwarką wiele lat temu. Aplikacja „wyświetla w czasie rzeczywistym informacje o setkach przejazdów pociągami każdego dnia i zawiera przycisk linku do biletu, który prowadzi bezpośrednio do platformy DB w celu rezerwacji biletu” – wyjaśnia Duerscheid magazynowi menedżerskiemu. Podobnie operatorzy transportu publicznego, tacy jak Hamburger Verkehrsverbund HVV, są zintegrowani z Mapami Google. Według Duerscheida, Google szuka teraz dalszych „partnerstw, w których wszyscy wygrywają”, z których Google i prywatni dostawcy mikromobilności powinni odnieść równe korzyści. Wreszcie, aplikacja zapewnia klientom usługi udostępniania, a ich marka staje się bardziej widoczna w Mapach Google.
Rezerwacja i opłacenie usług odbywało się dotychczas w większości na zewnętrznych serwisach usługodawców. Ale to też może się wkrótce zmienić. W przyszłości Google mogłoby w pełni zintegrować własną usługę płatniczą Google Pay i zarabiać na każdej pojedynczej transakcji – kilka procent prowizji od każdego sprzedanego biletu autobusowego i każdej jazdy skuterem.
Potencjał jest ogromny. Według badania przeprowadzonego przez P&S Intelligence, globalny rynek MaaS został wyceniony na 128,5 miliarda dolarów w 2021 roku. Według instytutu badań rynku sprzedaż powinna wzrosnąć do około 520 miliardów dolarów do 2030 roku. Jedno jest pewne: Mobility-as-a-Service jest wciąż w powijakach. W ostatnich latach nastąpił ogromny postęp w zakresie technicznym i przemysłowym oraz większa integracja, większa standaryzacja, większa współpraca, mówi Natalia le Gal , założycielka specjalistycznej firmy konsultingowej Behava. „Jednak użytkownicy jeszcze tak naprawdę nie korzystają z aplikacji MaaS”.
Aby podróżni mogli skorzystać z takich ofert, kluczowa jest wartość dodana, mówi Duerscheid. „Nawet jeśli użytkownikom zależy na zrównoważonym rozwoju ich środków transportu, standardowym przypadkiem użycia jest to, że chcą efektywnie dostać się z punktu A do punktu B” — mówi menedżer Google. „A w tym przypadku czas i pieniądze są najważniejszymi czynnikami”. Istnieją zatem dwie możliwości: aplikacje muszą albo oferować opcje szybszej trasy, albo oferować zniżki cenowe.
Część odpowiedzi leży w technologii: Google Maps chce nie tylko poszerzyć zakres usług transportowych, ale także wykorzystać nowe funkcje, aby pokazać swoim użytkownikom jak najlepszy sposób dotarcia z punktu A do punktu B. Zdaniem Duerscheida za pomocą sztucznej inteligencji należy również analizować wiele różnych czynników, takich jak jakość dróg, prognozy ruchu, ścieżki rowerowe czy transport publiczny. Na przykład firma Google niedawno wprowadziła nowe funkcje dla rowerzystów: na przykład firma współpracowała z władzami miast w Berlinie i Monachium, aby wyświetlać dokładny procent ścieżek rowerowych na określonej trasie oraz inne informacje o trasach rowerowych.
Jednocześnie Mapy Google postrzegają siebie jako cyfrowy obraz całego świata. „Przeszliśmy od wizualizacji 2D do wielowymiarowego widoku świata” — mówi Duerscheid. Właśnie dlatego zbliża się wprowadzenie tak zwanego „widoku immersyjnego” dla rowerzystów: dzięki temu rowerzyści powinni mieć możliwość wizualizacji każdego odcinka trasy przed podróżą. Jak z lotu ptaka widać, jak wygląda ścieżka rowerowa, ile jest sygnalizacji świetlnej, jakiego ruchu należy się spodziewać, jaka jest jakość powietrza i jaka będzie pogoda – wyjaśnia Duerscheid. W najbliższych miesiącach funkcja zostanie uruchomiona w Niemczech dla Berlina.



