Artykuł miesiąca: Praca w IT nie tylko dla programistów. TOP 3 zawody z gwarancją zatrudnienia i dobrą pensją

AktualnościDebata ManageraWiadomości

Boom na coboty

 

Uczestnicy Debaty Managera (od lewej): Jarosław Smulski, Research Manager, IDC Polska (moderator); Robert Stobiński, CDO, członek zarządu ds. transformacji cyfrowej, Amica; Mateusz Amroziński, specjalista ds. nowych projektów, FANUC; Pavel Bezucky, Area Sales Manager CEE, Universal Robots; Michał Kaźmierczak, dyr. Biznesu Robotyka, ABB; Olaf Parasiewicz, wiceprezes  zarządu, CoRobotics; Marek Cygan, CTO i współzałożyciel, Nomagic

W najnowszym raporcie IFR World Robotics 2019 roboty współpracujące po raz pierwszy zostały wydzielone w oddzielną kategorię. Chociaż na razie mają niewielki udział w rynku (3,2 proc.), wzrost sprzedaży w minionym roku o 23 proc. z 11,1 tys. do 13,7 tys. sztuk dowodzi, że zainteresowanie nimi gwałtownie rośnie, szczególnie w sektorze SMB – wynika z Debaty Managera, która odbyła się w połowie listopada br. w jednej z warszawskich restauracji.

Jarosław Smulski, IDC: Jest z nami gość specjalny – przedstawiciel firmy Amica, potentata na rynku AGD i godnego reprezentanta sektora przemysłowego w Polsce. Od jak dawna jest pan z nią związany i w jakim stopniu jest ona zrobotyzowana?

Robert Stobiński, Amica: Przez ostanie 25 lat miałem okazję współpracować zarówno z firmami produkcyjnymi, jak i dystrybucyjnymi, przy czym przez ostatnie pięć lat odpowiadałem za uruchomienie trzech centrów dystrybucji Amazon. Najpierw w budynku tradycyjnym w Poznaniu, a następnie w budynkach wykorzystujących roboty w Londynie i Szczecinie. Stosunkowo niedawno, bo w sierpniu br. po niemal 10 latach przerwy wróciłem do Grupy Amica, gdzie jako członek zarządu odpowiedzialny za transformację cyfrową będę wspierać proces zmian w tym obszarze. Wielkość wyzwania oraz możliwość realnego wpływu w procesie budowy nowoczesnego, silnego przedsiębiorstwa, z którym jestem silnie związany emocjonalnie, to czynniki, które zdecydowały o mojej decyzji i powrocie.

Amica istnieje od ponad 70 lat. Działamy na blisko 70 różnych rynkach na całym świecie zatrudniając ponad 3 000 pracowników, a nasza strategia polega na oferowaniu znanych marek lokalnych. W Polsce jest to Amica, w Skandynawii –  Gram, w Rosji – Hansa, w Wielkiej Brytanii – CDA,  a w Hiszpanii – Fagor. Oferujemy cały zakres tzw. małego AGD, jak i dużego: kuchnie wolnostojące, piekarniki do zabudowy, okapy, płyty grzejne, kuchenki mikrofalowe oraz pralki, zmywarki oraz lodówki.

Robotyzacja linii produkcyjnych, a szczególnie linii montażowych, przy dużej ilości oferowanych produktów i coraz popularniejszej koncepcji kastomizacji, czyli dostosowywania ich funkcjonalności i wyglądu do indywidualnych potrzeb klientów, byłaby w naszym przypadku bardzo trudna do zrealizowania. Dlatego automatyzację stosujemy przede wszystkim na etapie wstępnej produkcji, gdzie wytwarzane komponenty nadal są wspólne. Natomiast w pełnym zakresie – w naszym automatycznym magazynie wysokiego składowania, gdzie na stosunkowo niewielkiej powierzchni 6,5 tys. m² jest przechowywanych do ok. 230 000 produktów, a to nawet 7,5 razy więcej od średniego wykorzystania powierzchni magazynów tradycyjnych. Za jego sprawne działanie odpowiadają układnice automatyczne, których praca jest monitorowana przez zaledwie jednego operatora, a którego głównym zadaniem jest interweniowanie w przypadku niezaplanowanego postoju czy awarii, co zdarza się niezwykle rzadko. Zastosowana automatyka w połączeniu z inteligentnym systemem zarządzania magazynem pozwala na wydawanie nawet 1 600 produktów na godzinę. Za funkcjonowanie magazynu odpowiadają głównie wysoko wykwalifikowani informatycy i technicy, którzy dbają, żeby maszyny, roboty i procesy funkcjonowały bez żadnych przerw i z maksymalną wydajnością.

DO CZEGO SŁUŻY COBOT

Jarosław Smulski, IDC: Kto w takim razie używa cobotów i do czego służą?

Pavel Bezucky, Universal Robots: Na koncepcję niewielkich, łatwych w użyciu, przystępnych cenowo oraz elastycznych i bezpiecznych we współpracy robotów przemysłowych wpadło trzech studentów Uniwersytetu Południowej Danii zakładając w 2005 r. naszą firmę. Od 2008 r., kiedy wprowadziła ona na rynek pierwszego robota współpracującego, zaczęła rozwijać się bardzo szybko. W 2018 r. mogła się pochwalić przychodami w wysokości 234 mln dolarów, a przyjazne użytkownikom coboty są obecnie sprzedawane na całym świecie. Będąc od 2015 r. częścią Teradyne Inc., firma ma swoją siedzibę w Odense, a oddziały w 15 krajach całego świata. W 2016 r. stworzyła ekosystem certyfikowanych produktów UR+, stając się wiodącą platformą dla producentów, którzy chcą tworzyć niestandardowe rozwiązania do automatyzacji zadań w procesie produkcyjnym, a w 2018 r. wprowadziła na rynek nowe roboty współpracujące z serii e-Series. Jest niekwestionowanym liderem tego rynku mając w nim ponad połowę udziałów i sprzedając do dziś ponad 39 000 szt. cobotów.

Michał Kaźmierczak, ABB. W firmie ABB odpowiadam za biznes Robotyki i Automatyki Dyskretnej, należy jednak podkreślić, że produkcja i sprzedaż robotów przemysłowych stanowi dla nas tylko część działalności. Prowadzimy działalność w ramach czterech globalnych biznesów – Elektryfikacji, Automatyki Przemysłowej, Systemów Napędowych oraz Robotyki i Automatyki Dyskretnej – wspieranych przez platformę cyfrową ABB Ability. Obecnie działamy w ponad 100 krajach zatrudniając ok. 147 rys. pracowników przy przychodach w 2017 r. w wysokości 34,7 mld dolarów.

Nasza firma jest znana przede wszystkim z wprowadzenia na rynek pierwszych robotów przemysłowych oraz rozwoju oprogramowania do ich obsługi. I chociaż na rynku działa wiele innych firm, oferujących roboty podobne do naszych, to o sukcesie w tym obszarze decyduje wartość dodana. Może właśnie dlatego roboty ABB cieszą się szczególnym powodzeniem w sektorze motoryzacyjnym, optycznym oraz elektronicznym. Nasze portfolio produktowe jest szerokie i umożliwia zaspokojenie potrzeb każdej branży. A gdy standardowy robot okazuje się niewystarczający, nasz zespół inżynierów może stworzyć  aplikację dostosowaną do potrzeb klienta.

Mateusz Amroziński, FANUC:  Nasza firma ma jeszcze dłuższą historię niż ABB, bo powstała w Japonii w 1958 r. jako oddział Fujitsu, a samodzielnie działa od 1972 r. Obecnie zatrudniamy ok. 5,5 tys. pracowników działając w 46 krajach świata i mogąc pochwalić się przychodami w wysokości ponad 5 mld dolarów. Oferujemy nie tylko najszerszą na rynku gamę robotów, ale też systemy CNC, lasery oraz obrabiarki przemysłowe czyli tzw. robomaszyny. Samych robotów sprzedaliśmy do dziś ponad 550 tys. szt. na ok. 2,4 mln wszystkich działających na świecie, z czego najwięcej do sektorów: motoryzacyjnego, kosmetycznego, FMCG, elektronicznego, chemicznego i metalowego, ale także do sektora SMB.

Nasze roboty przenoszą detale od 0,5 kg, ale ten największy jest w stanie podnieść ciężar o wadze 2 300 kg. Ok. 90 proc. komponentów robotów produkujemy samodzielnie w Japonii, tzn. nie tylko ich ramiona, ale także pozostałe elementy korpusów, silniki, kontrolery, wzmacniacze oraz systemy operacyjne i oprogramowanie sterujące nimi. Nie dzielimy ich przy tym na kategorie, tylko na to jaki obszar działalności mogą usprawnić – gdy klient chce się u nas zaopatrzyć w roboty, nasi specjaliści analizują funkcjonowanie jego linii produkcyjnych i pod tym kątem dobierają sprzęt. Na życzenie możemy go także doposażyć w specjalne urządzenia dodatkowe, np. zmysł wzroku – system wizyjny, lub dotyku – czujnik siły, a także wzbogacić o nauczanie maszynowe i sztuczną inteligencję. Co ważne, wśród naszych inżynierów są specjaliści m.in. od obróbki metali, elektrodrążenia czy formowania cieplnego tworzyw, dzięki czemu możemy bardzo szeroko wspierać naszych partnerów w tworzeniu wyspecjalizowanych aplikacji dla klientów. To ostatnie jest o tyle ważne, że dzisiaj rozmawia się z nimi o procesach i konieczne jest tu podejście kompleksowe, osadzone w realiach technologicznych, a nie tylko ograniczone do aplikacji zrobotyzowanej czy wycinka systemu automatyki.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: Z kolei my jesteśmy dystrybutorem robotów współpracujących – cobotów HCR. Reprezentujemy w Polsce i na Ukrainie firmę HANWHA Robotics, która jest częścią ogromnej grupy przemysłowej HANWHA o przychodach przekraczających 61 mld dolarów, co plasuje ją na 242. miejscu na świecie wg. listy magazynu FORTUNE 500. Korzystając ze swoich bogatych doświadczeń w sektorze wysokich technologii, HANWHA trzy lata temu wypuściła swojego pierwszego cobota a do dziś ma już kompletną rodzinę składającą się z kilku modeli, która pracuje w wielu aplikacjach na całym świecie. Coboty HCR charakteryzują się wyjątkowo odporną przemysłową i w pełni metalową obudową, pozwalają zrobotyzować niemal każdą czynność jaką wykonują ludzkie ręce, m.in. paletyzację, pakowanie, załadunek i rozładunek, operacje wykończeniowe, obsługę maszyn (CNC, prasy, wtryskarki) i linii produkcyjnych, etykietowanie, montaż, przykręcanie, testy i kontrolę, spawanie, polerowanie, szlifowanie, nitowanie, klejenie, malowanie i wiele innych zadań zależnie od zainstalowanego narzędzia na końcu ramienia. Są łatwe w programowaniu – już po kilkunastu minutach szkolenia każdy jest w stanie zaprogramować ruchy robota. Do tego mogą bezpiecznie pracować obok Człowieka, co pozwala je wykorzystywać na ograniczonych powierzchniach.

Sam rynek zmienia się dramatycznie szybko i nie ma co liczyć na to, że roboty będą robić to samo przez lata, a to oznacza, że muszą być elastyczne w dostosowywaniu się do otoczenia biznesowego. Tym bardziej, że coboty są dużo tańsze we wdrożeniu od robotów przemysłowych, a przy braku wystarczających zasobów kadrowych mogą je szybko zastąpić.

UR I STARTUPY

Jarosław Smulski, IDC: Do udziału w Debatach Managera redakcja zaprasza nie tylko liderów rynku, ale także startupy. Dziś gościmy firmę robotyczną współpracującą z Universal Robots, a założoną zaledwie dwa lata temu przez pracownika naukowego Uniwersytetu Warszawskiego. W 2007 r. był on członkiem drużyny UW, która zdobyła złoty medal w Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym, co się w historii Polski zdarzyło tylko dwa razy. W jaki sposób jesteście związani z cobotami?

Marek Cygan, Nomagic: Zajmujemy się programowaniem cobotów w oparciu o metody uczenia maszynowego zatrudniając obecnie ponad 20 pracowników. W tym roku sprzedaliśmy klientowi z sektora e-commerce pierwszego robota, który służy do kompletowania paczek wysyłanych do jego klientów. Warto zaznaczyć, że nasz klient otrzymuje od nas usługę pakowania produktów, a nie jedynie oprogramowanego robota UR, w związku z czym jest to rozwiązanie, które automatycznie usprawnia jego działanie w oparciu o nowo zebrane dane. Obecnie jest nim zainteresowanych wiele firm z sektora logistycznego, mamy już podpisane kolejne umowy o współpracy. W związku z tym, że firma nie jest jeszcze dochodowa, wspieramy się finansowaniem ze strony funduszy Venture Capital. Z naszych obserwacji wynika, że coboty nie tylko świetnie sprawdzają się na pierwszej linii frontu, ale wykorzystanie ich w centrach R&D znacznie przyspiesza rozwój oprogramowania, gdyż zmniejsza potrzeby związane z zabezpieczeniem robota podczas pracy programistów.

RYNEK ROBOTÓW: POLSKA VS. CEE

Jarosław Smulski, IDC: Jakim zainteresowaniem cieszy się w naszym kraju robotyka w porównaniu z innymi krajami regionu CEE?

Pavel Bezucky, UR: Główne przesłanki do stosowania robotów są podobne we wszystkich krajach całego świata, także i w CEE: zwiększenie efektywności kosztowej, eliminacja ryzyka przestojów, utrzymanie ciągłości produkcji. Ponieważ jednak w przypadku regionu CEE większość innowacji trafia z Niemiec najpierw do Czech, a dopiero po pewnym czasie do Polski, Słowacji czy Węgier, to ten pierwszy kraj jest najbardziej dojrzały w obszarze robotyki a reszta znajduje się na takim poziomie rozwoju co Czechy jakieś 1,5 roku temu. Polska nie najlepiej prezentuje się na tle Czech i Słowacji pod względem gęstości robotyzacji czyli liczby robotów przypadających na 10 000 pracowników, ale to wynika z silnego uzależnienia gospodarki tych krajów od sektora motoryzacyjnego, gdzie np. na Słowacji 50 proc. produkcji idzie na eksport.

Może się to jednak szybko zmienić, bo w Polsce widać ogromne zapotrzebowanie na automatyzację, a w tym i na robotyzację, a powodem tego jest po prostu globalizacja. Żeby bowiem móc działać globalnie, trzeba spełniać światowe standardy dostosowując się do wymagań użytkowników końcowych: KPM, KPI, ciągłości działania itp. A jeśli polscy poddostawcy chcą przykładowo kooperować z zachodnimi producentami samochodów, muszą się do nich jak najbardziej upodobnić dzięki np. zainwestowaniu w automatyzację, bo tylko wtedy mogą liczyć na pozyskiwanie kontraktów. I to coraz więcej firm produkcyjnych w Polsce rozumie.

Niestety, w całej Europie daje się zauważyć coraz bardziej dostrzegalny niedobór operatorów robotów, który w Czechach jest najwyższy w CEE sięgając 6 proc. W poprzedniej firmie, gdzie byłem dyrektorem generalnym, żeby znaleźć chętnych do pracy w tym zakresie trzeba im było po prostu dużo więcej płacić niż wynosiła średnia krajowa, a to zwiększa koszty.

Mateusz Amroziński, FANUC: Sektor motoryzacyjny ostatnio nieco przystopował w przeciwieństwie do innych sektorów gospodarki, a to jest na korzyść Polski. I chociaż gęstość robotyzacji wzrosła u nas z 36 w 2017 r. do 42 w 2018 r., to jednak nadal pojawia się pytanie dlaczego polskie firmy produkcyjne nie robotyzują się zbyt szybko, bo same braki kadrowe tego nie uzasadniają.

Instytut Prognoz i Analiz Gospodarczych przeprowadził ostatnio badanie dotyczące wpływu robotyzacji na konkurencyjność przedsiębiorstw. W grupie firm, które jeszcze nie korzystają z robotów aż 40 proc. przyznało, że do tej pory w ogóle tego nie rozważało, 30 proc., że ich linie produkcyjne mogą się bez nich obyć, a tylko 4 proc., że ich na to po prostu nie stać. Niestety, raport ujawnił także, że nawet 82 proc. firm nieposiadających jeszcze robotów w ogóle nie bierze pod uwagę przeprowadzenia audytu możliwości czy opłacalności robotyzacji. Na niewystarczający poziom robotyzacji wciąż duży wpływ ma niski koszt pracy ludzkiej w Polsce i brak świadomości, że robot potrafi dużo więcej od człowieka. A jednocześnie może pracować w bardzo efektywny sposób, co przekłada się na stabilność zatrudnienia i wyższy komfort pracy pracowników.

Robert Stobiński, Amica: Cała nadzieja w cobotach, bo na zaawansowane roboty przemysłowe mało kogo stać w sektorze SMB.

Michał Kaźmierczak, ABB: To także brak strategii innowacji w zakresie automatyzacji w polskich firmach, a wtedy bardzo często najważniejszy pozostaje tylko rachunek zysków i strat – inwestycja w robota po prostu musi się szybko zwrócić. Oczywiście małe i średnie przedsiębiorstwa mają ogromny, niewykorzystany potencjał, jeśli chodzi o automatyzację, a szczególnie dotyczy to tych zakładów, gdzie produkcja jest powtarzalna. Co ważne, nie trzeba bać się tego, że zastąpią ludzi.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: A ja coraz częściej spotykam się z opiniami, że przedsiębiorstwa, które nie będą się robotyzować przegrają konkurencję z tymi zautomatyzowanymi. Jako przykład mogę podać przedsiębiorcę z zachodniej Polski, który zakupił maszynę o wartości ponad 250 000 euro. W czasie spotkania narzekał, że nie ma chętnych do pracy w nocy lub w weekendy, pomimo wyższej płacy. Zaproponowałem robotyzację obsługi maszyny, którą udało się przeprowadzić w ciągu dwóch dni. Od tej chwili maszyna pracuje 24 godz. na dobę przez 7 dni w tygodniu. To pokazuje efektywność wykorzystania niemałych w tym przypadku aktywów firmy. Jeżeli zestawimy ze sobą taką, która obsługuje podobną maszynę manualnie wykorzystując do tego celu cztery etaty w modelu 24/7/365 a obok mamy maszynę z robotem, to okazuje się, że zrobotyzowana firma jest tańsza i zapewnia produkty o wyższej jakości. Zwrot z inwestycji w robotyzację wyniósł w powyższym przypadku tylko siedem miesięcy a mówimy o największym robocie współpracującym HCR-12 i kompletnej aplikacji.

Myślę, że problemy z robotyzacją w całym regionie CEE są podobne, a jeśli pominąć branżę automotive, to Polska nie różni się niczym szczególnym od innych krajów tego regionu.

Mateusz Amroziński, FANUC: To też kwestia braku tzw. cyfrowego lidera. Dwa lata temu realizowaliśmy w Polsce duży projekt z zakresu cyfrowej transformacji biznesu i brak takiej osoby utrudnił jego realizację, bo szefowi firmy wydawało się, że o wiele lepiej wie, jak ma prowadzić swój biznes.

ROBOT, ALE DO CZEGO

Robert Stobiński, Amica: Mając na uwadze wpływ na sukces firmy i budowę pozycji konkurencyjnej, w naszej firmie podjęliśmy decyzję o utworzeniu dedykowanego stanowiska CDO (Chief Digital Officer – przy. red.) w randze członka zarządu. W tej chwili jesteśmy na etapie definiowania swojej drogi transformacji cyfrowej. Pozostali członkowie zarządu w pierwszej kolejności oczekują ustalenia, które procesy wymagają automatyzacji i w jakim zakresie, ale żeby to zrobić, przede wszystkim należy odpowiedzieć na pytanie czego oczekują od nas klienci i dopiero wtedy wybrać odpowiednie rozwiązania. Automatyzacja pozwala uporać się z niektórymi wyzwaniami, ale nie ze wszystkimi, a na dodatek nasi klienci chcieliby usprawnienia działania również innych obszarów, nie tylko produkcji. Mam tu na myśli procesy sprzedaży i obsługi posprzedażnej. Tak czy inaczej, zanim zacznie się firmę automatyzować, najpierw trzeba udoskonalić funkcjonujące w niej procesy biznesowe, bo tylko wtedy można zwiększyć efektywność i dorównać konkurencji, a nawet być liderem zmian.

Pavel Bezucky, UR: Czy dobrze rozumiem, że jednym z motorów napędowych cyfryzacji jest to, że inni już przez nią przeszli pomyślnie?

Robert Stobiński, Amica: Innowacyjność większości decydentów kojarzy się obecnie z drukiem 3D, Big Data, sztuczną inteligencją, nauczaniem maszynowym i oczywiście z robotyzacją, ale jeśli zapytać ich, po co mieliby te technologie wdrażać, to mają problem z uzasadnieniem. My też się zastanawiamy w czym zmiany biznesowe miałyby nam pomóc, ale w pierwszej kolejności chcielibyśmy się dowiedzieć, czego oczekuje od nas klient. Niestety, niektóre zmiany wcale nie przekładają się na wzrost sprzedaży, chociaż wcześniej wydawało się, że powinny. Naszym zdaniem sporo korzyści mógłby przynieść Internet of Things (IoT), ale nie do końca jest jasne czy końcowi użytkownicy życzą sobie mieć w każdym produkcie jakieś sensory gromadzące dane na temat ich zachowań. Na dzień dzisiejszy jest to nadal otwarte pytanie.

Mateusz Amroziński, FANUC: Zarówno Przemysł 4.0, jak i IoT to tylko nowe określenia technologii znanych i stosowanych od 20-30 lat. A mnie obie te koncepcje kojarzą się przede wszystkim z gromadzeniem danych w celu wykorzystania ich do szybkiej wymiany informacji między człowiekiem i maszyną w celu zapobiegania usterkom, a nie do bezpośredniego wykorzystania na liniach produkcyjnych. Klienci często tego nie rozumieją i np. zamawiają robota, który nie pasuje do obsługi nowego asortymentu produkcji.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: Bardzo duże firmy, takie jak Amica, do wszelkich zmian muszą jednak podchodzić z dużą ostrożnością, a to oznacza, że muszą się do nich dobrze przygotować. Jej przeciwieństwem był jeden z naszych klientów, który kupił od nas coboty, ale na pytanie „do jakiej aplikacji” odpowiedział, że jeszcze tego nie wie, ale widzi wiele zastosowań. I wkrótce roboty pracowały już na produkcji, ale tak się stało tylko dlatego, że była to mniejsza i bardzo innowacyjna firma, a decyzję podejmował jeden właściciel. Wielu przedsiębiorców podchodzi do biznesu bardzo pragmatycznie i nie chcą nawet słyszeć haseł typu IoT, Big Data czy Industry 4.0, bo co one dla nich znaczą? W biznesie liczy się pozycja firmy i jej konkurencyjność, którą buduje się sprawnymi procesami i efektywnością. W tym aspekcie nasza firma stara się pokazać potencjalnym klientom jak cobot może wpłynąć na codzienny biznes, jak szybko się zwrócić i jak dzięki niemu może się podnieść efektywność i jakość produkcji. Wracając do cyfrowej transformacji biznesu warto pamiętać by mówić o technologiach Przemysłu 4.0 językiem praktyki i pokazywać jakie ze sobą wnoszą korzyści do firm.

Mateusz Amroziński, FANUC: Ja takiego zachowania, jak w omówionym przykładzie, nie pochwalam, bo w pięciu przypadkach na 10 one nie przydadzą się do niczego. Żeby tak się nie stało, trzeba się do tego procesu przygotować. Przykładowo warto najpierw ustalić, które procesy wymagają pilnej automatyzacji, które mogą się obejść bez robotów, gdzie wokół stanowiska zrobotyzowanego będzie trzeba wprowadzić dodatkowe zmiany, by robot miał zapewnioną pracę, a na koniec przeprowadzić zewnętrzny audyt, który wykaże, co uda się zrobotyzować, a czego nie. Bo tylko wcześniejsza symulacja zastosowania robotów w konkretnym obszarze produkcji, jeszcze przed uruchomieniem środków na wdrożenie, i kalkulacja efektywności tego rozwiązania da gwarancję, że roboty będą wykorzystywane w optymalny sposób.

Pavel Bezucky, UR: A ja myślę, że właśnie konieczność takiego audytu powstrzymuje klientów przed zakupem robotów. Jeśli trzeba to zrobić przed decyzją inwestycyjną, a procesy biznesowe są bardzo skomplikowane, klient może nigdy nie dojrzeć do takiej decyzji. To prawda, że część firm, które je kupiły, nigdy ich potem nie używa, ale czasami to pierwszy krok do zapoznania się z nimi.

Mateusz Amroziński, FANUC: Zgadzam się, ale mam dwie uwagi. Jeśli audyt ma się powieźć, to analiza planów produkcyjnych musi być w maksymalny sposób uproszczona. Z drugiej strony, jeśli klient w ciemno kupi pierwszego robota, który okaże się potem nieprzydatny, to już nigdy nie uwzględni ich w planach dotyczących modernizacji produkcji, pozbawiając się szansy na skorzystanie z zalet tej technologii.

NAJPIERW EDUKACJA

Michał Kaźmierczak, ABB: Ale to też jest jeden z powodów, dla którego wiedzę o robotach trzeba popularyzować, wytłumaczyć jak dobrać odpowiednio robota do linii produkcyjnej i do potrzeb. Jeśli ma się nadwyżki finansowe, byłoby grzechem, gdyby ich części nie przeznaczyło się na innowacyjne technologie.

Pavel Bezucky, UR: Edukacja jest kluczowa, z tym że dzięki niej szybciej da się przekonać do stosowania robotów raczej startupy niż duże firmy. Im szybciej chce się bowiem firma rozwijać, tym bardziej nowoczesne technologie powinna stosować, a problem polega nie tylko na tym, jak je spopularyzować, ale też jak zapewnić dostępność dla każdego.

Mateusz Amroziński, FANUC: Zgadzam się, ale tylko częściowo. Roboty FANUC można testować zarówno w naszych centrach, jak i siedzibach klientów. A jak się komuś jakiś robot nie podoba, wymieniamy go na inny. W ramach bliskiej współpracy z klientami staramy się dostarczać praktyczną wiedzę dotyczącą optymalnych metod użytkowania robotów na liniach produkcyjnych, bo nie zawsze to wiedzą. To samo dotyczy też ogromnego portfolio aplikacji, które są obecnie dostępne dla cobotów, a o możliwościach których przyszli użytkownicy często nawet nie słyszeli.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: Edukacja rynku jest bardzo ważna i odczuwamy to każdego dnia. Powszechna robotyzacja zaczęła się stosunkowo niedawno i duży ciężar edukacji spoczywa na dostawcach technologii. Z naszej strony ok. 40 proc. czasu poświęcamy na przekazanie wiedzy, by klient mógł podjąć optymalną decyzję w zakresie robotyzacji swoich procesów. Czasem okazuje się, że dla konkretnego klienta nie cobot będzie receptą na istniejący problem, ale robot przemysłowy. Klienci doceniają otwartość i coraz częściej oczekują od nas ekspertyz, jak robotyzować się z głową. Dla nas największą wartością jest zadowolony klient, bo takie osoby wracają z kolejnymi projektami i polecają nam swoim znajomym.

Marek Cygan, Nomagic: W naszym przypadku klient kupuje od nas usługę, a robot pozostaje naszą własnością. W konsekwencji to my odpowiadamy za cyberbezpieczeństwo a także monitorowanie systemu. Warto zaznaczyć, że sprzedaż usługi rozliczanej co miesiąc zdecydowanie zmniejsza zapotrzebowanie na kapitał w momencie instalowania robota, gdyż pracujemy w modelu OPEX a nie CAPEX.

ASPEKTY BEZPIECZEŃSTWA

Jarosław Smulski, IDC: A z jakimi wyzwaniami mogą się zetknąć firmy, które zainwestowały nie w jednego robota, tylko np. w 100?

Mateusz Amroziński, FANUC: W fabryce Opla w Gliwicach jest zainstalowanych 300 naszych robotów i to klient sam poprosił nas o udostępnienie narzędzia do monitorowania ich pracy, bo przestój w branży motoryzacyjnej jest wyjątkowo kosztowny. Tak się składa, że w naszej ofercie od ośmiu lat jest taki system o nazwie ZDT – Zero Downtime. W oparciu o sztuczną inteligencję i sensory umożliwia on szybki wgląd w linie produkcyjne w celu przewidywania możliwych awarii z 2-3-tygodniowym wyprzedzeniem. A roboty psują się co jakiś czas nie dlatego, że są kiepskiej jakości, tylko ponieważ składają się z wielu mechanicznych części, w których z czasem dochodzi do zmęczenia materiału. I nie ma tu znaczenia, czy mówimy o cobotach czy o robotach przemysłowych.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: Tylko że roboty psują się dużo rzadziej niż chorują pracownicy. A jeśli się już któryś zepsuje, można go zastąpić innym albo szybko naprawić, bo zajmuje to nie więcej niż kilka godzin. Oczywiście firmy, które nie mogą sobie pozwolić na przestoje posiadają jednostki rezerwowe, dzięki czemu w ciągu kilku minut są w stanie pracować dalej. Niezależnie od tego posiadamy dane z wielu rynków i różnorodnych procesów, które umożliwiają prognozowanie zużycia cobotów w konkretnej aplikacji. Wszystko ma na celu oferowanie naszym klientom pewnych, sprawdzonych i bezawaryjnych rozwiązań. A koncern HANWHA jako jeden ze światowych liderów w sektorze zbrojeniowym, potrafi projektować i produkować wyjątkowo dobre urządzenia.

Michał Kaźmierczak, ABB: Bardzo ważny jest aspekt społeczny. Roboty współpracujące są bezpieczne i bardziej przyjazne. U jednego z naszych klientów pracują roboty YuMi i każdy z nich ma nadane imię. Obok siebie działa m.in., „Bolek” i „Lolek”. Takie proste rzeczy, których kiedyś nikt nie brał pod uwagę, sprawiają, że ludzie przekonują się do współpracy z robotami i przestają się ich bać.

Robert Stobiński, Amica: Za to każdy potrzebuje systemów bezpieczeństwa i wydaje się, że najlepiej, gdy system produkcyjny jest wyodrębniony od pozostałych. Co do Internetu to z punktu widzenia bezpieczeństwa lepiej nie podłączać do niego maszyn, ale z drugiej strony nie ma wtedy możliwości ich zdalnego monitorowania np. ze smartfonów. W ostatnim czasie obserwujemy istotną zmianę jakościową ataków hackerskich. Zamiast prostych prób nakierowanych na pojedynczych użytkowników coraz częściej słyszymy o przygotowanych, długotrwałych działaniach mających na celu przechwycenie kont administratora, a następnie zablokowanie działania całego przedsiębiorstwa w celu uzyskania korzyści, czyli tzw. atakach ransomware. Niedawno mieliśmy przypadek firmy Maersk, która oszacowała swoje straty na kwotę ponad 200 mln dolarów, a dodatkowo poniosła duże straty wizerunkowe.

Pavel Bezucky, UR: Musimy się zgodzić, że cały nasz osprzęt, czy to są roboty, czy automatyka, są pewnego rodzaju komputerami czy też mózgami całego procesu produkcyjnego. Dlatego też teraz trzeba mówić o jednym środowisku IT/OT (Information Technology/Operational Technology – przyp. red.), a największym nieporozumieniem jest obarczanie winą dostawcy robotów za ataki hackerskie na infrastrukturę produkcyjną klienta.

Michał Kaźmierczak, ABB:  Klient powinien zadbać o to, by każdy element jego infrastruktury, czy to IT czy OT, miał taki sam poziom zabezpieczeń, bo tylko w ten sposób daje się zminimalizować prawdopodobieństwo wycieku danych.

Mateusz Amroziński, FANUC: A błędy pojawiają się najczęściej wtedy, gdy dział IT nie umie rozmawiać z działem OT, ale to wymaga zmian w strategii działania firmy. Aby ułatwić klientom te najważniejsze decyzje FANUC oferuje własny software, który jest odporny na zakłócenia i ingerencje z zewnątrz. To samo dotyczy aplikacji ZDT, która działa w ramach platformy FIELD umożliwiającej analizę danych na krawędziach sieci przedsiębiorstwa (z ang. fog computing) bez potrzeby przesyłania ich do zewnętrznej chmury.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: Myślę, że cyberbezpieczeństwo to bardzo szerokie zagadnienie zarówno od strony infrastruktury technicznej, ale bardziej świadomości użytkowników. Okazuje się, że większość udanych ataków hackerskich to nie tyle luka w technologii, ale raczej słabość natury ludzkiej, którą łatwo wykorzystać. Każda firma ma swój sposób na bezpieczeństwo krytycznej infrastruktury. My możemy jedynie podpowiadać i rekomendować dobre i bezpieczne rozwiązania.

PRZEMYSŁ 4.0

Jarosław Smulski, IDC: Automatyzacja to jeden z elementów Przemysłu 4.0. Czy rynek CEE płynnie zmierza w kierunku tej koncepcji?

Mateusz Amroziński, FANUC: Jesteśmy optymistami, ale ponieważ Przemysł 4.0 dotyczy pakietu usprawnień, to żeby klient płynnie do niego przeszedł, musi najpierw spełnić warunki Przemysłu 3.0 i to metodą raczej ewolucyjną niż rewolucyjną. A co do samych robotów, to uczyć się ich możliwości muszą zarówno dostawcy technologii, jak i ich odbiorcy, żeby z czasem móc je swobodnie integrować ze sobą i z innymi maszynami produkcyjnymi w celu uzyskania wyższych poziomów wydajności. Ale trzeba to robić małymi krokami, a nie od razu porywać się z motyką na słońce. Chociaż roboty stają się coraz bardziej inteligentne, to jednak jest to tylko narzędzia w rękach człowieka. Kluczem do korzystania z nich w efektywny sposób jest – moim zdaniem – wiedza zarządzających, praktyczne doświadczenie operatorów  i dwustronna, bieżąca komunikacja człowiek-maszyna idąca w parze z wysokim poziomem bezpieczeństwa danych.

Robert Stobiński, Amica: Dla mnie prawdziwą rewolucją będzie wykorzystanie w praktyce gromadzonych nieustannie danych, bo jest ich coraz więcej. Po wprowadzeniu niewielkich modyfikacji już teraz mielibyśmy możliwość pozyskiwania ich z produktów, które użytkują nasi klienci. Ich analiza, wykorzystująca elementy sztucznej inteligencji, pozwoliłoby nam lepiej zrozumieć, jakie funkcje i w jaki sposób są najczęściej wykorzystywane, a to usprawniłoby proces projektowania i produkcji kolejnych wersji. Na razie jesteśmy jednak w połowie drogi do stawienia czoła temu wyzwaniu.

Michał Kaźmierczak, ABB: Rozwój robotyki jest związany nie tylko z postępem technologicznym, ale także z potrzebami odbiorców, które wymuszają zmiany w przemyśle. Przykładem może być personalizacja produkcji. Mówimy już o nowych modelach produkcyjnych – Przemyśle 4.0 i komunikacji między maszynami. Wprowadzamy też wszechobecne czujniki czy algorytmy, które będą podejmowały decyzje, np. podając elementy, których brak zgłasza maszyna. Wszyscy czekamy też na sieć 5G, która stworzy nowe możliwości.

Jednocześnie najważniejszym zadaniem na następne 10-15 lat będzie szukanie sposobów na współpracę ludzi z robotami i zwiększenie produktywności.

Mateusz Amroziński, FANUC: Produkcja musi być coraz bliżej potrzeb i oczekiwań klienta. Jeszcze 15 lat w ofercie było tylko kilka różnych wersji danego produktu. Obecnie, ze względu na wzrost zainteresowania koncepcją UX, konieczne staje się produkowanie kilkunastu, jeśli nawet nie kilkudziesięciu wersji, a to drastycznie zmienia cały proces produkcyjny. A jeśli już się np. z kuchenek pozyskuje jakieś dane, jak są one używane, to można by je przekazywać np. do sektora energetycznego. Tylko że nie zrobi się tego bez dostosowania się do wymogów Przemysłu 4.0.

Robert Stobiński, Amica: Całkowicie się zgadzam. Jak już wspomniałem, nasza firma już od jakiegoś czasu oferuje końcowym użytkownikom naszych wybranych produktów aplikację na smartfony, za pomocą której można je zdalnie uruchamiać i monitorować, chociaż danych pozyskanych z użytkowania tej aplikacji jeszcze nie eksploatujemy. Ona sama jest dodatkowo wyposażona w takie funkcjonalności, jak np. prognoza pogody czy lista przepisów zawierająca informacje o składnikach i umożliwiająca przygotowywanie potraw w optymalnej dla nich temperaturze. Testujemy też możliwość zdalnego przeglądu czy naprawy uszkodzonego sprzętu bez konieczności przyjazdu serwisanta.

Pavel Bezucky, UR: Wydaje mi się, że już wkrótce po uzyskaniu zgodności z Przemysłem 4.0 będzie można automatyzować czynności, których nie można było zautomatyzować przy zgodności tylko z Przemysłem 3.0. A to szansa dla naszego sektora rynku ze względu na krótsze cykle produkcyjne i większą elastyczność.

Jarosław Smulski, IDC: Czy na stosowanie dronów także?

Michał Kaźmierczak, ABB:  Kluczowym elementem długoterminowej strategii rozwoju ABB jest dalsze inwestowanie i wprowadzanie innowacji w robotyce, przenoszenie naszej wiedzy specjalistycznej w zakresie automatyki do nowych dziedzin, takich jak opieka zdrowotna. Na ten moment nie przewidujemy stosowania dronów. Niemniej jednak, sprostanie potrzebom klientów jest nadal dla nas najważniejsze, dlatego nie wykluczamy żadnych technologii.

Mateusz Amroziński, FANUC: To rozwiązanie raczej dla większych firm niż dla mniejszych, chociaż wszystko zależy od feedbacku ze strony klientów. Ich wykorzystanie w przemyśle, podobnie jak autonomicznych pojazdów czy systemów wizyjnych, jest możliwe, ale wymaga napisania oprogramowania bazującego na IoT oraz sztucznej inteligencji do podejmowania autonomicznych decyzji. A to wymaga czasu.

Pavel Bezucky, UR: Potrzebujemy rozwiązań hybrydowych, a największym wyzwaniem jest to, żeby wszystkie one mogły się porozumiewać między sobą na poziomie warstwy software’owej. A na razie problemem, które wymaga rozwiązania jest to, żeby same roboty różnych producentów mogły się ze sobą porozumiewać.

Mateusz Amroziński, FANUC: Nasza firma już sobie z tym częściowo poradziła prezentując trzy miesiące temu na targach w Hanowerze platformę software’ową umożliwiającą podłączanie do niej robotów, maszyn obróbczych a nawet systemów pobocznych, tj. oświetlenia czy klimatyzacji, różnych producentów po napisaniu odpowiedniego konwertera software’owego. Stworzyliśmy otwartą platformę, która otwiera zupełnie nowe możliwości i przynosi korzyści klientom.

Jarosław Smulski, IDC: To jeszcze wróćmy do tematu IoT i cyberbezpieczeństwa.

Pavel Bezucky, UR: Wiele firm się tym zajmuje…

Mateusz Amroziński, FANUC: …ale trudno dać wiarę, by implementacje komponentów IoT mogły mieć miejsce w produkcji w ciągu kilku najbliższych lat, bo to bardzo złożone procesy.

Pavel Bezucky, UR: Szczególnie jeśli chodzi o problem migracji ze starych systemów DCS do nowych i to właśnie z powodu cyberbezpieczeństwa.

Mateusz Amroziński, FANUC: Rozmawiałem ostatnio z klientem z sektora automotive, który przekonywał mnie, że jego systemy IT są odizolowane od systemów zewnętrznych. I był zdziwiony, gdy okazało się, że z powodu jakiegoś błędu można było połączyć się z jego robotami ze smartfonów Apple’a.

Jarosław Smulski, IDC: Rynek robotów w Polsce szybko się obecnie rozwija, ale czy nie grozi mu spowolnienie?

Mateusz Amroziński, FANUC: Jeśli nawet będzie rozwijał się nieco wolniej przez rok, czy dwa, to potem przyspieszy. Nie wierzę w spowolnienie, bo jeśli polski rynek produkuje coraz więcej, a ludzi chętnych do pracy jest coraz mniej, to poziom automatyzacji będzie musiał rosnąć.

Olaf Parasiewicz, CoRobotics: W mojej opinii wszystko zależy od tempa rozwoju oprogramowania opartego na AI i ML, co umożliwiłoby podejmowanie autonomicznych decyzji na bazie częściowego dostępu do danych. Nie ulega też wątpliwości, że już wkrótce na rynku pojawią się coraz doskonalsze systemy wizyjne, liczne czujniki a wszystko to połączone coraz doskonalszym oprogramowaniem i algorytmami uczącymi. Wystarczy popatrzeć co dostarcza Boston Dynamics, by zdać sobie sprawę, że to się już dzieje. W ciągu kilku lat robot sam będzie wiedział, co robić i jak reagować na anomalie w swoim otoczeniu. I nie sądzę, żeby roboty wyeliminowały pracowników. Część zawodów zniknie, ale powstaną nowe na ich miejsce. Wydaje się jednak, że rozwój robotyki będzie przyśpieszał co potwierdzają liczne prognozy m.in. firm doradczych McKinsey czy Boston Consulting Group.

Michał Kaźmierczak, ABB: Polska jest krajem wciąż rozwijającym się w branży robotów przemysłowych. Uważam, że w najbliższych latach możemy spodziewać się podobnych wzrostów, oscylujących między 15 a 20 proc.

Pavel Bezucky, UR: Będzie to zależało od tego, czy niemiecka gospodarka pozostanie stabilna czy osłabnie. Jeśli osłabnie, to zaczną spadać także wynagrodzenia, a to podniesie różnicę między ROI z inwestycji w roboty, a kosztami pracy. I jeszcze jedna uwaga, co do ML, który na razie dostępny jest tylko na komputerach stacjonarnych, ale wkrótce będzie także na urządzeniach mobilnych. A to uprości korzystanie z robotów.

Marek Cygan, Nomagic: Biorąc pod uwagę nieustanny rozwój metod uczenia maszynowego roboty będą coraz bardziej inteligentne, a ich możliwości będą rosły. Ponadto presja ze strony nowych producentów cobotów spowoduje spadek cen, co jeszcze bardziej zwiększy opłacalność ich użycia. Z tego powodu jestem przekonany, że w nieodległej przyszłości liczba wdrożeń rozwiązań robotycznych będzie szczególnie rosła w obszarach takich jak logistyka, gdzie roboty w tej chwili nie są tak często używane z uwagi na większy stopień złożoności środowiska w porównania z powtarzalnym układem w zakładach produkcyjnych.

Mateusz Amroziński, Fanuc: Narzędzia związane z Machine Learningiem oraz samoedukacją robotów są już dostępne i będą się nadal rozwijać. Na ostatniej konferencji przemysłowej w Nadarzynie pokazano rozwiązanie, za pomocą  którego robot na podstawie rysunków jest w stanie odtworzyć dowolną trajektorię, a uczenie takiego procesu trwa 2-3 min. Kiedyś potrzeba na to było 2-3 godzin.

Autor zdjęcia: Karolina Walawender

Wojciech Gryciuk

z-ca red. nacz. Manager Report

mail: w.gryciuk@managermba.pl

kom. 797 314 113

Polecane artykuły
AktualnościWiadomościZdrowie

Trzeci poniedziałek stycznia jest uważany za najbardziej depresyjny dzień w roku

AktualnościPracaWiadomości

10 lat rekrutacji. Dekada, która zmieniła rynek pracy

AktualnościManager lotniczyWiadomości

Linie Emirates przedstawiają najlepsze trasy wycieczkowe na świecie

AktualnościWiadomościZdrowie

E-papierosy pod lupą naukowców

Zapisz się do Newslettera
Bądź na bieżąco i otrzymuj najnowsze artykuły
%d bloggers like this: