Wstępny punkt kulminacyjny nastąpił w czwartek: słynny dom aukcyjny Christie’s zakończył spektakularnie dwutygodniową aukcję artysty cyfrowego Mike’a Winkelmanna, lepiej znanego pod pseudonimem Beeple. Plik jpeg „Everydays – The First 5000 Days” to kolaż wszystkich zdjęć, które artysta zamieścił w sieci od 2007 roku. Cena po prostu zapiera dech w piersiach: po bitwie przetargowej w ostatniej chwili obraz oferowany z ofertą początkową 100 USD osiągnął cenę sprzedaży 69 346 250 USD, czyli prawie 58 milionów euro. To trzeci najdroższy obraz kiedykolwiek sprzedany przez żyjącego artystę – po pracach Jeffa Koonsa i Davida Hockneya.
Certyfikaty cyfrowe warte miliony
Ale co się za tym kryje? Właściwie to nie plik obrazu został sprzedany, ale prawo własności w postaci NFT. Tak zwane „tokeny niefunkcjonalne” są ukryte za skrótem. Podobnie jak kryptowaluty, są one oparte na technologii blockchain i, podobnie jak Bitcoin i spółka, są wymienione w zdecentralizowanych, publicznie dostępnych bazach danych, czyli w rejestrach. Istnieje jedna zasadnicza różnica między nimi a kryptowalutami: podczas gdy każdy Bitcoin może być wymieniony na inny, każdy z NFT jest sam w sobie unikalny.
To daje wiele możliwości. Stosowanie NFT jako mieszanki certyfikatu autentyczności i dowodu własności jest obecnie szczególnie popularne. Podobnie jak w przypadku fizycznego dzieła sztuki, odpowiedni NFT może zarówno uwierzytelnić dzieło cyfrowe jako oryginalne, jak i przypisać je jednoznacznemu właścicielowi. To właśnie sprawia, że tokeny są tak cenne.
Cyfrowe przedmioty kolekcjonerskie
Cena aktualnej aukcji jest szokiem, nawet w porównaniu z już wysokimi dochodami z aukcji NFT. Kiedy piosenkarz i artysta Grimes, partner fana kryptowalut Elona Muska, sprzedał tydzień temu cyfrowe „odbitki” niektórych dzieł sztuki, szybko powstał konkurs przetargowy dotyczący praw własności przekształconych w NFT. 700 kopii przyniosło artyście prawie pięć milionów euro. Pojedyncza praca z najwyższą ceną sprzedaży przeszła przez cyfrowy stół aukcyjny za prawie 320 000 euro.
Szef Twittera, Jack Dorsey, również był na pierwszych stronach gazet w związku z NFT. W 15. rocznicę (Twittera) 21 marca wystawia na aukcji pierwszy w historii tweet i chce przekazać dochód z aukcji na cele dobroczynne. Najwyższa oferta wynosi obecnie 2,5 miliona dolarów. Kampania pokazuje również ekscytującą osobliwość zakupów grafiki cyfrowej: tweet nie zniknie z profilu Dorseya i to jest tak jakby mecenas sztuki pożyczał wartościowy obraz do muzeum na stałą wystawę.
Możliwe wszechstronne zastosowanie
To właśnie sprawia, że NFT są tak ekscytujące, argumentują zwolennicy. Kupujący może teraz mieć pewność, że przedmiot cyfrowy jest oryginałem. Po dobie nieskończonego kopiowania obiektów cyfrowych, certyfikat ponownie nadaje im wyraźną wartość: każdy może zobaczyć, jak często dany obiekt się tam znajduje – i kto jest właścicielem.
Można to odnieść nie tylko do sztuki. Zwolennicy technologii mają nadzieję, że teoretycznie technologia NFT mogłaby być również wykorzystywana do łączenia dowodów osobistych, prawa własności lub umów z wyraźnym właścicielem w sposób zabezpieczający przed fałszerstwami.
Energochłonna technologia
Po pierwsze, technologia nadal musiałaby pokonać kilka przeszkód. Na przykład NFT nie są obecnie szczególnie intuicyjne w użyciu. Z jednej strony są one zwykle powiązane z portfelami kryptowalut, które w żadnym wypadku nie są szeroko wykorzystywane przez masy internautów. Ponadto wartość obiektów jest obecnie nadal mierzona głównie w kryptowalutach, takich jak ether. Jednak w porównaniu z tradycyjnymi walutami pieniężnymi są one bardzo zmienne, a ich wartość zmienia się znacznie co minutę.
A potem jest zużycie energii: wyszukane sprawdzenie autentyczności łańcucha blokowego Ethereum używanego w większości NFT jest tak energochłonne, że certyfikacja pojedynczego dzieła sztuki czasami pochłania tyle energii, co czteroosobowa rodzina zużywa w ciągu czterech tygodni. Tylko z tego powodu technologia ta byłaby nieodpowiednia jako codzienne rozwiązanie.
W tej chwili jednak NFT wydaje się przemawiać przede wszystkim do osób entuzjastycznie nastawionych do certyfikatów autentyczności: fanów i kolekcjonerów. Pierwszą aplikacją był szum wokół zdjęć kotów, tak zwanych kociąt kryptowalutowych w 2017 roku, jedno ze zdjęć kolekcjonerskich zostało wówczas sprzedane za 600 eterów, dziś prawie 900 000 euro. W ten sposób handluje się również sportowymi kartami kolekcjonerskimi, a nawet klipami wideo. „Niektórzy twierdzą, że mógłbym obejrzeć to wideo za darmo” – powiedział miliarder Mark Cuban, wyjaśniając swój zakup klipu do koszykówki. „Ale tak też jest w przypadku kart kolekcjonerskich. Nikt nie powstrzymuje Cię przed szukaniem zdjęcia w Internecie i samodzielnym wydrukowaniem”.
Orac. Andrzej Mroziński



