„Tak wygląda unicestwienie. Chiński przemysł półprzewodników został z dnia na dzień zredukowany do zera. Całkowity upadek” – zacytował Jordan Schneider z firmy konsultingowej Rhodium Group. Jan-Hinnerk Mohr, ekspert ds. półprzewodników w firmie konsultingowej Boston Consulting Group, nie posuwa się tak daleko w rozmowie z ntv.de. Ale widzi też nowy poziom eskalacji w daleko idących ograniczeniach eksportowych. „Zakaz w USA nie jest upadkiem chińskiego przemysłu półprzewodników, ale jest bardzo dużym ciosem dla branży”, mówi Mohr.
W ostatnich latach Chiny zainwestowały dużo pieniędzy w produkcję półprzewodników, ale nie odniosły sukcesu. Próby kłusownictwa np. wykwalifikowanych robotników z Tajwanu nie zakończyły się sukcesem. „Wielki przełom się nie zmaterializował”. Mohr nie potrafi określić ilościowo, ilu amerykańskich specjalistów dotyczy zakaz. Nie chodzi jednak o ilość, ale o jakość w sensie specjalnego know-how.
“Zakaz amerykański dotyczy wysoko wykwalifikowanych ekspertów, w szczególności pracowników amerykańskich producentów maszyn do produkcji półprzewodników, takich jak KLA, Lam Research i Applied.” Wszystkie mają siedzibę w Chinach i mają ogromne znaczenie. „Maszyny są bardziej złożone niż wahadłowiec kosmiczny i wymagają stałej konserwacji”, mówi Mohr. Jeśli wykwalifikowani pracownicy muszą opuścić kraj, powoduje to ogromne szkody.
Podobnego zdania jest Antonia Hmaidi, analityczka w Mercator Institute for China Studies. „Międzynarodowe talenty są jednym z motorów wzrostu chińskiego przemysłu chipów”, mówi ntv.de. Jeszcze przed nałożeniem sankcji Chiny miały problemy ze znalezieniem odpowiednich specjalistów, nie tylko ze względu na ścisłą politykę „zero-Covid”.
Zdaniem ekspertów sankcje mogą cofnąć chiński przemysł chipów o lata. „W branży półprzewodników istnieje niesamowita wiedza, którą trudno skopiować” – mówi Mohr. Szacuje, że Chiny mogą pozostać w tyle o pięć do dziesięciu lat. I o to właśnie chodzi w Waszyngtonie. „Amerykańskie przywództwo dało jasno do zrozumienia, że celem nie jest tylko przywództwo technologiczne. Raczej Chiny powinny pozostać w tyle, o ile to możliwe”, zgadza się Hmaidi.
USA zajmują się nie tylko postępem technologicznym, ale także kwestiami bezpieczeństwa. Amerykańskie chipy są nie tylko szeroko stosowane w zastosowaniach konsumenckich, ale są również wykorzystywane w dziedzinie wojskowości – na przykład do wyszukiwania zdjęć satelitarnych w poszukiwaniu broni lub baz oraz filtrowania komunikacji cyfrowej w celu zbierania danych wywiadowczych. Departament Handlu USA powiedział, że chce „uchronić zaawansowaną technologię przed dostaniem się w niepowołane ręce”.
Amerykańskie stowarzyszenie półprzewodników Stowarzyszenie Przemysłu Półprzewodników z zadowoleniem przyjmuje te środki. Zgodnie z oświadczeniem nowe przepisy powinny chronić innowacje w USA „przed drapieżnymi działaniami Chin”. Inne kraje również powinny uczestniczyć w regulacjach amerykańskich w celu zwiększenia wpływu środków.
Według analityków, środki te wykoleją plany wzrostu Chin i potencjalnie spowolnią innowacyjność. W Pekinie biją dzwony alarmowe. Aby móc na czas podjąć środki zaradcze, chiński rząd już zorganizował spotkanie kryzysowe z branżą chipów, na którym omawiano skutki amerykańskiego zakazu, donosi agencja informacyjna Bloomberg. W rozmowy za zamkniętymi drzwiami brał udział m.in. chiński dostawca chipów pamięci YMTC.
Według Mohra Europa nie musi obawiać się odwetu. „Chińczycy z trudem potrafią bronić się przed amerykańskim zakazem i mają niewiele okazji do natychmiastowych środków zaradczych”. Zależność w tym obszarze jest po prostu zbyt duża. Jednak wśród ekspertów krążą również inne założenia: zgodnie z tym amerykańskie ograniczenia eksportowe mogą również skłonić chińskich producentów chipów do znalezienia nowych kreatywnych rozwiązań i pójścia własną drogą. Nawet jeśli nie odniosą one komercyjnego sukcesu w dłuższej perspektywie.
„Techniczne rozdzielenie może być momentem innowacji Sputnika w Chinach, zmuszając kraj do polegania na sobie” – twierdzą ekonomiści z Citigroup. Porównują rozległe sankcje do gwałtownego wzrostu wydatków i badań w Stanach Zjednoczonych po wystrzeleniu przez Związek Radziecki pierwszego na świecie satelity.



