Walcząc o uratowanie przyszłości dziesiątek tysięcy miejsc pracy w Volkswagenie, prezes Oliver Blume (56) twierdzi, że chce uniknąć zamykania fabryk. „Istnieją mądrzejsze rozwiązania niż zamykanie zakładów” – powiedział Blume w wywiadzie dla „Bild am Sonntag”, według wcześniejszego raportu. Zakłady w Zwickau i Emden, fabryka Audi w Neckarsulm oraz fabryka pojazdów użytkowych w Hanowerze są uważane za zagrożone.
Według Blumego, oszczędności w niemieckich zakładach produkcyjnych już przynoszą efekty: „Tylko w zeszłym roku udało nam się obniżyć koszty produkcji w Niemczech średnio o 20 procent. To znacząca poprawa”. Firma musi nadal obniżać koszty.
Blume pozytywnie wypowiadał się o nowej flocie samochodów elektrycznych: „W ciągu pierwszych czterech tygodni sprzedaliśmy ponad 50 000 samochodów z naszej nowej rodziny podstawowej, w tym ID. Polo. Jesteśmy zdecydowanym liderem rynku w Europie – zarówno w segmencie pojazdów z silnikami spalinowymi, jak i w pełni elektrycznych”. Prezes VW jest zaniepokojony sytuacją globalną: „Nasze otoczenie nigdy nie było tak wymagające i ryzykowne jak dzisiaj. Napięcia geopolityczne, bariery handlowe, regulacje, zakłócenia na rynku i silna konkurencja”.
Zakłady w Zwickau, Emden, Neckarsulm i Hanowerze zatrudniają 40 000 osób. Według wcześniejszych oświadczeń, VW rozważa utworzenie tam firm zbrojeniowych lub budowę własnych modeli opracowanych w Chinach. Co więcej, do 2030 roku ma zostać zlikwidowanych 5000 z 21 000 stanowisk kierowniczych na całym świecie. Zarząd nie sprecyzował, ile z ponad 650 000 miejsc pracy na świecie może zostać utraconych.



