Szaleją nie tylko ceny gazu i energii elektrycznej. Europejska cena CO 2 jest również bardzo niestabilna i niedawno eksplodowała. Po spadku do najniższego od 4 miesięcy poziomu 76 euro za tonę CO2 pod koniec lipca, w połowie sierpnia osiągnął nowy rekord wszech czasów, wynoszący prawie 99 euro. Ostatnio prawo do uwolnienia jednej tony CO 2 kosztowało ponownie nieco mniej w europejskim systemie handlu ETS i wynosiło 89 euro. Jednak obserwatorzy spodziewają się, że cena może wkrótce przekroczyć próg 100 euro.
Jak wiadomo, Unia Europejska wprowadziła instrument certyfikatów CO 2 w celu ograniczenia emisji szkodliwych dla klimatu gazów cieplarnianych. Zgrubna logika: Każdy, kto powoduje emisje, musi uzyskać pozwolenie na odpowiednią ilość – w postaci certyfikatów. A ponieważ całkowita ilość w europejskim handlu emisjami jest ograniczona, cena rośnie wraz ze wzrostem popytu, a wraz z nim zachęta do dalszego ograniczania emisji. Ci, którzy unikają emisji, mogą sprzedawać nadwyżki certyfikatów i są nagradzani.
Kolejnym czynnikiem kształtującym ceny jest stale malejąca podaż certyfikatów. Na aukcjach, na których certyfikaty sprzedawane są na rynku spot, podaż spada z powodu planowanych od dawna cięć tzw. rezerwy stabilności rynkowej. UE w ukierunkowany sposób wycofuje certyfikaty z rynku, aby zmniejszyć historyczną nadwyżkę, która zgromadziła się na rachunkach firm w czasach tanich uprawnień do emisji, takich jak światowy kryzys gospodarczy z 2008 roku. Jednak wywołany przez to wzrost cen jest kalkulowany: ma to zachęcić firmy do inwestowania w środki ochrony klimatu. W ten sposób UE chce pomóc osiągnąć swoje cele klimatyczne.
Obawy związane z zatrzymaniem produkcji
Jak dotąd wzrost cen unijnych uprawnień do emisji przeszedł prawie niezauważony. Mogłoby to trwać w szybkim tempie ze względu na powrót węgla i przejście na inne źródła energii o wysokiej emisji w Niemczech – i mieć zauważalny wpływ na gospodarkę. Przecież dzisiaj na tę samą ilość energii elektrycznej potrzeba znacznie więcej certyfikatów, które nie są już dostępne dla innych firm. Muszą zatem zredukować swoje emisje: poprzez produkcję w sposób bardziej przyjazny dla klimatu lub – co bardziej prawdopodobne w perspektywie krótkoterminowej – poprzez zaprzestanie produkcji. Ostatecznie cena zadecyduje, kogo to dotyczy.
Dodatkowa zachęta do zatrzymania fabryk: biorąc pod uwagę wysokie ceny, sprzedaż własnych uprawnień może być bardziej opłacalna niż kontynuowanie produkcji. „Sprzedaż certyfikatów to dla firm sposób na poprawę płynności w krótkim okresie”, mówi Rothenberg. Miałoby to negatywny wpływ na cenę.
Jak duży będzie efekt ekonomiczny eksplozji cen CO 2 , nie jest do końca jasne. Z punktu widzenia Rothenberga dramatyczny wzrost cen energii elektrycznej i gazu i tak jest o wiele ważniejszy; Producenci nawozów i aluminium, tacy jak Yara czy SKW, w niektórych przypadkach już wstrzymali lub ograniczyli produkcję. A energochłonne firmy przemysłowe nie muszą obecnie płacić za certyfikaty CO 2 , ponieważ większość z nich jest przyznawana bezpłatnie, przekonuje Rothenberg. Inni są obecnie najbardziej dotknięci: „Największymi nabywcami na aukcjach certyfikatów są producenci energii i rafinerie ropy naftowej, ponieważ otrzymują wcale lub znacznie mniej bezpłatnych przydziałów niż inne sektory”, mówi Rothenberg.
Inni eksperci ostrzegają przed tym. Nawet jeśli branże energochłonne nie muszą obecnie same ponosić wysokich kosztów certyfikatów CO 2, to koszty emisji pośrednich z pewnością mają wpływ na firmy. Wreszcie dopłata do ceny CO 2 jest należna za energię elektryczną, którą kupują zewnętrznie.
To z kolei zagraża produkcji przemysłowej. „Recesja w Niemczech staje się coraz bardziej prawdopodobna”, mówi Achim Wambach , ekonomista i prezes Leibniz Centre for European Economic Research (ZEW), zapytany przez managera magazynu. „Ceny energii za gaz i energię elektryczną znacznie wzrosły i są ogromnym obciążeniem dla firm. Do tego dochodzą wydatki na certyfikaty”.
Biorąc pod uwagę te zagrożenia, spekuluje się, czy Unia Europejska będzie nadal w ten sposób realizować swoje cele klimatyczne. Politycy mogliby – dla uproszczenia – wydać dodatkowe certyfikaty CO 2 , gdyby cena nadal tak szybko rosła. Wambach uważa, że to nie jest dobry pomysł. „Potrzeba godziny to oszczędność energii – z gazu i prądu. Wydanie dodatkowych certyfikatów doprowadziłoby do większego zapotrzebowania na energię i dlatego nie jest zalecane”. Z punktu widzenia ekonomisty ma to większy sens: wsparcie dla firm w oparciu o ubiegłoroczną konsumpcję, aby utrzymać zachęty do oszczędzania energii.



