Obecnie duże amerykańskie grupy technologiczne spotykają się z krytyką z wielu stron. Chodzi o ich praktyki biznesowe. Czyniąc to, w żadnym wypadku nie tworzą one jednolitego frontu w konflikcie, ale coraz bardziej atakują się nawzajem. Firma elektroniczna Apple i sieć społecznościowa Facebook są obecnie zaangażowane w publiczną debatę na temat ochrony danych.
Teraz firma Microsoft rozpoczęła atak na Google i Facebook. W niezwykle ostrym wpisie na blogu prezes firmy Microsoft Brad Smith skomentował spór między korporacjami a rządem w Australii. Nazwał firmy „monopolistami” i skrytykował ich opór wobec planowanej tam ustawy. Zobowiązałby on internetowych gigantów do dzielenia się sprzedażą z firmami medialnymi, których treści pokazują na swoich platformach.
Technologia staje się coraz bardziej bronią
Google i Facebook zaciekle walczą. Jeśli prawo wejdzie w życie, Google zagroził zamknięciem swojej wyszukiwarki w Australii, a Facebook twierdzi, że nie pozwoli już swoim użytkownikom w Australii na redystrybucję treści dziennikarskich.
Smith nazwał te reakcje „dramatycznymi”. Zaapelował też do rządu amerykańskiego, który do tej pory wspierał Google i Facebooka, o ponowne rozważenie swojego stanowiska. I ustanowił szerszy kontekst polityczny: ten spór ma na celu „sedno naszych wolności demokratycznych”.
W swoim poście dyrektor Microsoftu napisał, że technologia jest zarówno pozytywna, jak i negatywna dla demokracji, ale w szczególności w ostatnich pięciu latach stała się coraz bardziej bronią. Internet i media społecznościowe to „potężne silniki” do rozpowszechniania fałszywych informacji. Smith jako ostrzegawczy przykład przytoczył atak z 6 stycznia na Kapitol w Waszyngtonie. Były amerykański prezydent Donald Trump przekonał miliony zwolenników, że ostatnie wybory prezydenckie zostały sfałszowane, a bez jego „bombardowania dezinformacją” trudno było sobie wyobrazić, że 6 stycznia byłby tak tragicznym dniem. Tę „chorobę dezinformacji” można również wytłumaczyć „erozją” tradycyjnych treści dziennikarskich, do czego przyczyniły się różne usługi internetowe. „Internet i media społecznościowe nie były przyjazne dla wolnej prasy”. Treści dziennikarskie są ważne dla platform internetowych, ale wydawcy nie odnoszą z nich wystarczających korzyści.
Google twierdzi, że praktyka jest niesprawiedliwa
Smith opisuje postęp w Australii jako „innowacyjną receptę” na naprawienie „nierównowagi ekonomicznej” między firmami technologicznymi a wydawcami. W innych częściach świata, np. W Europie, podobne wysiłki miały jak dotąd ograniczony sukces, „dlatego, że trudno jest negocjować z monopolistami”. Chwali australijskie podejście do prowadzenia tzw. Arbitrażu wahadłowego. Jeśli grupy internetowe i wydawcy nie mogą uzgodnić warunków, muszą przedłożyć swoje oferty trybunałowi arbitrażowemu, który następnie zadecyduje o jednej z dwóch. Oznacza to, że nie ma kompromisu między dwiema pozycjami, które mogą być daleko od siebie, ale jedna strona wygrywa licytację. Decyzja arbitra powinna być wiążąca. Google narzekał
Gdy Microsoft teraz wyraźnie odróżnia się od Google i Facebooka, interesy gospodarcze z pewnością odgrywają rolę. Dzięki wyszukiwarce Bing Microsoft jest konkurentem Google, ale jest chronicznie daleko w tyle. W Australii udział Bing w rynku wynosi mniej niż pięć procent. Sam Smith przyznał, że dla Microsoftu chodziło o „połączenie dobrego biznesu z słusznym celem”. Dyrektor generalny Satya Nadella i on skontaktowali się z premierem Australii Scottem Morrisonem i zapewnili go, że Bing pozostanie w kraju bez względu na to, co zrobi Google. Microsoft jest gotowy podzielić się sprzedażą z wydawcami zgodnie z zaplanowanymi zasadami, które są odrzucane przez Google i Facebook. „Czujemy się komfortowo, prowadząc wysokiej jakości wyszukiwarkę,
Smith powiedział, że szczególnie po wydarzeniach z 6 stycznia ważne jest, aby amerykańska administracja skupiona wokół nowego prezydenta Joe Bidena zajęła stanowisko w tym sporze – a być może nawet przyjęła za wzór Australię. „Stany Zjednoczone nie powinny sprzeciwiać się kreatywnej propozycji w Australii, która wzmocniłaby demokrację, wymagając od firm technologicznych wspierania wolnej prasy. Powinieneś raczej go skopiować ”.
Oprac. Andrzej Mroziński



