Uniesienie 90-kilogramowego obrazu na ścianę wymagało udziału czterech mężczyzn. Po zawieszeniu, zmysłowe, nagie ciało wznosi się niczym góra na tle bladego, zalanego wodą wnętrza londyńskiej galerii Sotheby’s. W pomieszczeniu znajduje się pięć lub sześć osób, w tym wieszaki i zespół prasowy domu aukcyjnego, którzy wzdychają i podziwiają śpiącą kobietę na płótnie, której niebieskawe ciało eksploduje fałdami. Nagle radosny głos z akcentem wschodniego Londynu przebija się przez hipnotyzujące szepty: „Halo” – mówi znacznie drobniejsza kobieta z tyłu sali – „Jestem tu w prawdziwym życiu!”.
Sue Tilley, 60-letnia emerytowana kuratorka ds. świadczeń socjalnych i bohaterka monumentalnego obrazu brytyjskiego artysty Luciana Freuda „Sleeping by the Lion Carpet” (1996), wyjechała ze swojego domu w St Leonards-on-Sea na południowym wybrzeżu Anglii na niecodzienne spotkanie z tym olejnym dziełem na płótnie, zanim trafi ono na aukcję w przyszłym miesiącu. Portret, który, jak mówi prezes Sotheby’s Europe, Olivier Barker, jest „opus magnum twórczości Luciana”, ma osiągnąć cenę od 25 do 35 milionów funtów (33 do 45 milionów dolarów) na aukcji w Lewis Collection 24 czerwca.
Tilley oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę z tych wygórowanych cen, ale to chyba wszystko. „To bardzo dziwne uczucie, bo tak naprawdę nigdy nie zarobiłam ani grosza” – powiedziała, siedząc naprzeciwko swojego imponującego portretu. „Czasami myślę, że jestem warta jakieś 100 milionów funtów” – zaśmiała się. „To szokujące!”

Freud i Tilley zostali po raz pierwszy przedstawieni przez wspólnego znajomego, Leigh Bowery’ego — pionierskiego australijskiego artystę performance, projektanta kostiumów i klubowicza, który przeprowadził się do Londynu jako nastolatek zdeterminowany, by doświadczyć nocnego życia i kultury, o której czytał w czasopismach. Tilley był bliskim przyjacielem Bowery’ego po spotkaniu podczas klubowania i w 2025 roku napisał jego biografię . „Zrobił sobie nazwisko jako ktoś bardzo skandaliczny”, powiedziała. „Ale w głębi duszy był bardzo normalną osobą”. Freud tymczasem był zainteresowany pozostaniem blisko londyńskiej sceny awangardowej, „pulsującego serca tego, co naprawdę działo się w Londynie w tym konkretnym momencie”, powiedział Barker. Namalował Bowery’ego, Tilley’a i legion ich ekipy klubowej. Tilley w szczególności „ukończył coś, czego (Freud) potrzebował od swoich modeli”, dodał Barker.

To było „fantastyczne doświadczenie” – powiedziała Tilley, omawiając wszystko, od życia i przyjacielskich plotek po wyścigi konne. Ale pozowanie przed mistrzem malarstwa nie obyło się bez komplikacji i dyskomfortu. Po pierwsze, nigdy wcześniej nie pozowała nago. Zaniepokojona tym, czego spodziewać się po pierwszej sesji, Bowery podeszła do niej i „kazała mi się rozebrać, żebym mogła poćwiczyć”. Instrukcje Bowery („musisz zrobić to, musisz zrobić tamto”) wzbudziły w Tilley „strach przed Bogiem”. Ale kiedy poznała Freuda, instynktownie zrobiła swoje. „Myślę, że dlatego mnie lubił” – powiedziała. „Cały czas go nie słuchałam”. Mimo to harmonogram był napięty. Tilley przychodziła około 7:30, dostawała śniadanie, a potem zaczynało się malowanie. Freud rzadko robił przerwy, więc Tilley była „podekscytowana”, gdy telefon dzwonił w pracowni, żeby mieć chwilę wytchnienia. Czasami, pozując, zasypiała i śniło jej się nawet, że Freud dał jej kilka minut wolnego. Budziła się i wstawała, zanim ją zbesztano. W końcu często ustępował, „więc zadziałało” – powiedziała.
Regularnie nazywano ją muzą Freuda – określenie, którego Tilley zaczęła nienawidzić: „Zawsze wyobrażam sobie dziewczynę z wdziękiem, zakochaną w artyście wąchającym sole trzeźwiące, bo zaraz zemdleje”. Tilley nigdy nią nie była. Te delikatne akty powstały w okresie rozkwitu skrajnej szczupłości, którą charakteryzowały modelki takie jak Kate Moss, ucieleśniające estetykę „heroin chic”.

W obliczu zbliżającej się kolejnej wojny licytacyjnej o ciało Tilleya, pozostaje niewiadome, czy „Sleeping by the Lion’s Carpet” przewyższy szacunki i ustanowi kolejny rekord w twórczości Freuda – ale dom aukcyjny jest pełen nadziei. „To prawdziwy unikat i z ręką na sercu nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy nadarzy się kolejna okazja” – powiedział Barker. „Myślę, że są kolekcjonerzy, którzy to zauważą i odpowiednio zareagują”.
Jak dotąd portrety Tilleya autorstwa Freuda trafiły głównie do prywatnych kolekcji: konkretnie do Romana Abramowicza, miliardera i właściciela brytyjskiego klubu piłkarskiego Chelsea, oraz Joe Lewisa, byłego właściciela Tottenhamu Hotspur, który obecnie jest w posiadaniu rodzinnego funduszu powierniczego. Kogo wybrałaby na nowego kustosza, no cóż, w kolejnej rundzie aukcji? „Chciałabym kogoś, kto naprawdę pokochałby to, czym jest, a nie dla pieniędzy” – powiedziała. „Są po prostu schowane w szafach i zarabiają dla ludzi. To okropne. Przynajmniej gdyby można było je podarować galerii, żeby ludzie mogli je obejrzeć”.
„Sleeping by the Lion Carpet” (1996) można oglądać za darmo w Sotheby’s w Londynie od 10 czerwca.



