Revolut padł ofiarą ataku, w którym cyberprzestępcy wykorzystali lukę w systemie włoskiej administracji, aby podszyć się pod przedstawicieli państwa i uzyskać dane klientów. Według ustaleń „The Guardian” hakerzy mają żądać od firmy 3 mln dolarów okupu. Wśród poszkodowanych znalazły się osoby związane z rynkiem kryptowalut.
Wiadomo, że hakerzy poszukiwali informacji na temat osób realizujących transakcje w kryptowalutach za pośrednictwem banku Revolut. Nie wiadomo czy incydent objął również dane Klientów w Polsce…. Revolut – według dostępnych informacji – ma 5,2 mln klientów w Polsce i zajmuje obecnie piąte miejsce w Polsce pod względem liczby użytkowników, wyprzedzając m.in. mBank i Bank Millennium. W 2021 roku Revolut informował, że transakcje na samym tylko Bitcoinie w Polsce dotyczyły ponad 1 miliona użytkowników, a w kolejnych latach segment inwestycyjny w Polsce rzekomo rósł o ponad 100% r/r, jednak od dłuższego czasu spółka nie publikuje szczegółowych statystyk podziału na poszczególne kraje dla usług krypto.
Revolut potwierdził, że doszło do incydentu bezpieczeństwa, który miał dotknąć około 680 klientów spośród ponad 80 mln użytkowników firmy, ale nie określił w jakich krajach…Według informacji „The Guardian” oraz innych brytyjskich mediów cyberprzestępcy wykorzystali przejęty włoski system komunikacji urzędowej, dzięki czemu ich wiadomości wyglądały jak oficjalne żądania organów państwowych. W ten sposób mieli uzyskać dostęp do danych klientów Revoluta, w tym informacji mogących pozwolić na identyfikację osób posiadających kryptowaluty.
Według „The Guardian” jednym z poszkodowanych jest Mark Karpelès, były szef upadłej giełdy Mt. Gox. Jak twierdzi, wśród skradzionych informacji znajdował się jego adres. Karpelès obawia się o bezpieczeństwo swoje i rodziny i zgłosił sprawę japońskim organom ścigania.
„Zaufania nie można już zakładać”
Incydent pokazuje, jak zmieniają się współczesne cyberataki. Przestępcy nie zawsze muszą włamywać się bezpośrednio do infrastruktury banku. Coraz częściej próbują wykorzystać zaufane relacje i przejęte konta należące do innych organizacji. – Incydent dotyczący Revoluta pokazuje rosnące wyzwanie dla organizacji: ataki wykorzystujące zaufane relacje w cyfrowym ekosystemie – mówi Rafa Lopez, Workspace Security Engineer w Check Point Software. – Gdy żądanie wygląda na pochodzące od legalnego źródła lub przejętego konta zaufanego partnera, tradycyjne zabezpieczenia mogą nie wystarczyć. Zaufania nie można już zakładać – musi być ono stale weryfikowane.
Zdaniem eksperta szczególne znaczenie ma to dla instytucji finansowych, które muszą jednocześnie spełniać coraz bardziej wymagające wymogi dotyczące cyberbezpieczeństwa i odporności operacyjnej, m.in. wynikające z regulacji DORA i RODO. – Organizacje powinny wykorzystywać analizę kontekstową, automatyczną ocenę ryzyka i rozwiązania oparte na AI, aby wykrywać podejrzane żądania, zanim dojdzie do przekazania poufnych danych – dodaje Lopez.
3 mln dolarów za milczenie
Według ustaleń „The Guardian” oraz „Financial Times” cyberprzestępcy mieli zażądać od Revoluta 3 mln dolarów i zagrozić publikacją lub sprzedażą skradzionych danych. Revolut twierdzi jednak, że nie otrzymał bezpośredniego kontaktu ani żądania okupu od osób lub grupy stojącej za tymi roszczeniami. Incydent jest szczególnie istotny dla Revoluta, który przygotowuje się do dalszej ekspansji i potencjalnego debiutu giełdowego w Londynie i Nowym Jorku.
Sprawa pokazuje jednak przede wszystkim, że w świecie cyfrowym największym zagrożeniem nie zawsze jest złamanie technicznych zabezpieczeń. Czasami wystarczy przejąć cudzą tożsamość i sprawić, by pracownik uwierzył, że rozmawia z kimś, komu powinien zaufać.



