Wizyta amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy na Kubie spowodowała wielką mobilizacje w świecie biznesu, którą można porównać do czasów gorączki złota. Wiadomo, że na Kubie brakuje wszystkiego. Cokolwiek się uruchomi, to produkty będą schodziły jak ciepłe bułeczki. Kraj przypomina wyschniętą gigantyczną gąbkę, która jest w stanie wchłonąć każdą ilość wody.
Już na miejscu kupony odcina hamburski armator, który postawił port kontenerowy Mariel w Hawanie. Grunt pod przyszłą ekspansję przygotowują firmy turystyczne, zarówno amerykańskie jak i niemieckie. Airbnb ogłosiło możliwość robienia rezerwacji na wyspie od 2 kwietnia. Chociaż wciąż oficjalnie obowiązuje embargo amerykańskie na Kubie szefowie sieci hoteli US Starwood poszli nieco dalej w realizacji swoich planów. Spółka zagospodaruje trzy duże hotele na Kubie, a wcześniej wpompuje w nie, celem uzdrowienia miliony dolarów. Koncern turystyczny Carnival zapowiada regularne rejsy statków na wyspę.
Na razie banki omijają Kubę j ze względów bezpieczeństwa szerokim łukiem. Za to ruszy z kopyta produkcja traktorów Cleber, którą uruchomią dwaj emigranci z Kuby. Docelowo już wkrótce powstanie 1000 traktorów rocznie. W przemyśle wydobywczym od dawna obecny jest Caterpillar, który czeka na zniesienie sankcji i wtedy rozpocznie ofensywę produkcyjną. Firma Wilo z Dortmundu produkująca pompy wodne szykuje się zaś na modernizacje systemów kanalizacyjnych na Kubie.
W sektorze telekomunikacyjnym firmy zagraniczne również szykują się na współpracę ale i ekspansję. Amerykański gigant AT & T planuje podobno kontrakt z telekomunikacyjnym monopolistą kubańskim ETECSA w zakresie telefonii komórkowej. Nawozy sztuczne, poczta amerykańska, firmy produkujące żywność wszyscy sobie ostrzą kły na super biznes na Kubie. Jest szansa, że potomek rodu Bacardi, jak zapowiedział, powróci na wyspę z produkcja, jednego z najlepszych rumów na świecie.





