Zaledwie dzień po oficjalnym pogrzebie zmarłego idola futbolowego Hamburga, Uwe Seelera, Klaus-Michael Kühne (85) przywołał swoją ofertę przynęty. Chciałby zainwestować 120 milionów euro w Hamburger SV, swój ulubiony klub, który jako wielokrotny mistrz Niemiec i mistrz Europy w 1983 roku, od pięciu lat gra w drugiej Bundeslidze i również jest uważany za finansowo zagrożony.
Jednak Kühne, który mieszka w Szwajcarii, kojarzy tę wysoką kwotę z „programem dziesięciopunktowym”. To zapewniłoby miliarderowi i powiązanemu z nim holdingowi Kühne silne wpływy w HSV. Oprócz zwiększenia udziałów w HSV Fußball AG z obecnych 15,21 proc. do 39,9 proc. może to nawet posunąć się do tego stopnia, że Kühne miałby wpływ na skład komitetów – zamiast obecnego przynajmniej dwie osoby. byłby w radzie nadzorczej mógłby wysłać. Najważniejsze jest to, że Kühne zyskałby sporo władzy w tradycyjnym klubie sportowym.
Termin oferty nie jest tak ostry ze względu na niewielką odległość do serwisu żałobnego Uwe-Seeler, a raczej dlatego, że na następny dzień zaplanowano posiedzenie rady nadzorczej . I tu właśnie ma zostać przedstawiony długoterminowy plan restrukturyzacji dla HSV, który teraz grozi wyblaknięciem w obliczu wielomilionowej oferty Kühne. Dyrektor finansowy Thomas Wüstefeld (53 l.) z pewnością nie jest rozbawiony, nawet jeśli na zewnątrz wygląda na zrelaksowanego: „To zdecydowanie dobre dla klubu” – powiedział niemieckiej agencji prasowej Wüstefeld o ofercie Kühne.
Jeśli jego dziesięciopunktowy program rzeczywiście ma przyszłość, jest przede wszystkim jeden problem: zgodnie ze statutem nie więcej niż jedna czwarta akcji może zostać sprzedana właścicielom spoza stowarzyszenia. Kühne byłby znacznie wyższy i dlatego już wzywa nadzwyczajne walne zgromadzenie. Ponieważ wie, że jego poprzednie zaangażowanie w HSV nie jest pozbawione kontrowersji wśród kibiców, teraz obiecuje zmienić nazwę Volksparkstadion na Uwe-Seeler-Stadion. W średnim okresie kosztowałoby to Kühne od trzech do czterech milionów euro rocznie, ale spełniłby pragnienia serca wielu fanów i prawdopodobnie mógłby ich przeciągnąć na swoją stronę.
Pod względem finansowym wszystko to byłoby dla Kühne wykonalne, ponieważ kolejne zobowiązanie przedsiębiorcy z Hamburga jest niezwykle dochodowe. Ze względu na jego 30-procentowy udział w Hapag-Lloyd, nawet miliardy napływają na już dobrze zapełnione konto Kühne z powodu obecnie bardzo wysokich zysków firmy żeglugowej .
Ale niezależnie od tego, czy HSV ulegnie pokusie zawarcia 120-milionowego kontraktu z Kühne, czy nie, pewne jest, że dużo pieniędzy nie zawsze przynosi pełny sukces sportowy. Jest na to wystarczająco dużo znanych przykładów. Przedsiębiorca Lars Windhorst (45 l.) , który niegdyś był uważany za cudowne dziecko niemieckiej gospodarki , zainwestował teraz 374 mln euro w kapitałowy klub Hertha BSC. Chociaż nie odniósł sukcesów sportowych, klub zdołał się zrestrukturyzować i jednocześnie uniemożliwił Windhorstowi zdobycie zbyt dużych wpływów.
Martin Kind również osiągnął wątpliwą sławę(78). Przedsiębiorca, lider rynku sprzedaży detalicznej aparatów słuchowych, prowadził stowarzyszenie Hannover 96 jako prezes zarządu przez ponad 20 lat, z krótką przerwą. Jednak po rezygnacji w 2019 r. nadal był dyrektorem zarządzającym Hannover 96 Management GmbH. Rada dyrektorów nakazała mu teraz powrót z tego najwyższego stanowiska. W oświadczeniu czytamy, że Kind „wielokrotnie i poważnie naruszał instrukcje i porozumienia umowne”. Spór, który z pewnością będzie trwał miesiącami. Jednak duża część zwolenników w Maschsee już dawno odwróciła się od Kinda z powodu jego często lekceważących wypowiedzi na temat sceny fanowskiej. A ostatnio nie ma też żadnych sukcesów sportowych, w ostatnich latach hanowerczycy ugruntowali swoją pozycję w pomocy drugiej Bundesligi.
Z drugiej strony kluby odnoszą znacznie większe sukcesy, jeśli ich inwestorzy są generalnie bardziej powściągliwi, ponieważ żadne osoby z firm nie wysuwają się na pierwszy plan. W niemieckiej zawodowej piłce nożnej faktycznie zapewnia to zasada 50+1, która ma na celu zapobieganie nadmiernemu wpływowi inwestorów, który jest powszechny w innych krajach. Jednak i tutaj dopuszcza się wyjątki.
Trzy pierwszoligowe kluby z Leverkusen, Hoffenheim i Wolfsburga pozostają nienaruszone przez niemiecką ligę piłkarską (DFL) pomimo większego udziału inwestorów. Dotychczas było to zawsze uzasadnione faktem, że poszczególni inwestorzy są aktywni od ponad 20 lat i nie ma nieproporcjonalnej przewagi trzech klubów w sportowej rywalizacji, co jest trudne do zrozumienia dla zawodników z gorszych finansowo lig.



