Od czwartku do 12 grudnia w Dubaju odbędzie się kolejna konferencja klimatyczna ONZ : COP28. Pod koniec roku, który prawdopodobnie będzie najcieplejszy od początku pomiarów, społeczność globalna w stanie pustynnym chce omówić swoją przyszłość. Głowy państw i rządów – nawet papież Franciszek i król Karol III. – przyleci, w sumie spodziewanych jest około 70 000 uczestników. Kluczowym pytaniem będzie: co zrobimy, aby nie było znacznie cieplej i że zmiany klimatyczne spowodują znacznie bardziej drastyczne szkody? Przegląd pokazuje, o co toczy się gra i gdzie leżą linie konfliktu.
Wątpliwości, czy na tych konferencjach uda się rozwiązać kryzys, są uzasadnione. Procesy są uciążliwe, a porozumienia są często dobrowolne. A jednak: sam fakt, że spotykają się delegaci z około 200 krajów, nie może być brany za pewnik. Wszystkie zaangażowane kraje, nawet Chiny i Rosja, de facto przyznają, że mamy wspólny problem.
W końcu: w Paryżu w 2015 r. państwa zgodziły się ograniczyć globalne ocieplenie do znacznie poniżej dwóch stopni – najlepiej 1,5 stopnia. Większość krajów ratyfikowała to porozumienie i dlatego zobowiązała się do dostosowania do niego swojej polityki klimatycznej. W tamtym czasie uznano to za przełom. Jednak od tego czasu nie wydarzyło się wystarczająco dużo. Ponieważ wiele krajów w dalszym ciągu jest w dużym stopniu zależnych od węgla, ropy i gazu, na szczytach klimatycznych nie udało się jeszcze podjąć jasnego zobowiązania do wycofywania paliw kopalnych.
Oczekiwania w tym zakresie są wyciszone, zwłaszcza że prezydencja nie wykazuje w tym zakresie ambicji. Gospodarz konferencji, sułtan Ahmed al-Jaber , jest jednocześnie szefem państwowego koncernu naftowego Adnoc, który planuje wiele nowych projektów związanych z paliwami kopalnymi i np. w Niemczech zastanawia się nad przyłączeniem się do koncernu gazowego Wintershall Dea . „Koza została przemieniona w ogrodnika” – mówi szef Greenpeace, Martin Kaiser . „To tak, jakby na czele Federalnej Agencji Środowiska stał szef VW”.
Aby choć trochę mieć szansę na utrzymanie celów określonych w Porozumieniu paryskim w sprawie ochrony klimatu w zasięgu ręki, świat musi jak najszybciej odejść od wykorzystywania paliw kopalnych, takich jak ropa, gaz i węgiel. „Ale będzie to trudne na konferencji klimatycznej za tej prezydencji” – mówi ekspert ds. klimatu Claudia Kemfert z Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych (DIW). Postrzega konferencję klimatyczną „pod bardzo, bardzo złymi auspicjami i nie spodziewa się, że cokolwiek faktycznie się wydarzy. To przede wszystkim zasługa prezydencji i tego prezydenta, który zapobiegnie wszystkiemu, co jest rzeczywiście konieczne”.
Nie powinno tu chodzić o scenariusze wyjścia z paliw kopalnych. Zamiast tego w Dubaju ma zostać uzgodniony nowy, ambitny cel w zakresie rozwoju energii odnawialnych. Dubaj inwestuje tu także miliardy. Największym projektem jest park słoneczny Mohammeda bin Rashida Al Maktouma, nazwany na cześć rządzącego szejka Dubaju. Zajmuje powierzchnię 122 kilometrów kwadratowych i jest symbolem obietnicy miasta-państwa osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 roku. Jednocześnie gospodarz, sułtan Ahmed Al-Jaber, ujawnił już, gdzie pokłada nadzieje w walce z kryzysem klimatycznym: chce na szeroką skalę oprzeć się na technologiach takich jak składowanie i wychwytywanie CO 2 , które są jednak niezwykle drogie i jak na razie niedojrzały technicznie . Wątpliwe jest, czy kiedykolwiek rzeczywiście będą w stanie przejąć decydującą rolę, a planowanie tego jest ryzykownym zakładem na przyszłość. COP28 dotyczy także puli finansowej na szkody i straty spowodowane zmianami klimatycznymi i po raz pierwszy od Paryża w porządku obrad znalazł się oficjalny inwentarz: Czy świat jest na dobrej drodze do powstrzymania kryzysu?
Nie, daleko im do tego, jak pokazują aktualne analizy. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych zamiast 1,5 stopnia planeta zmierza obecnie w stronę prawie trzech stopni do końca stulecia – i to tylko pod warunkiem dotrzymania wszystkich obietnic państw, na co w tej chwili nie wygląda. Kluczowym pytaniem na COP28 będzie to, jak wypełnić tę lukę.
Niemiecka ustawa o ochronie klimatu oficjalnie wyznacza cel neutralności pod względem emisji CO₂ na rok 2045. Jednakże wszyscy się zgadzają: aby to osiągnąć, potrzebne są działania. Niemcy przy obecnym kursie nie osiągną celu pośredniego na rok 2030, orzekła pod koniec sierpnia rada ekspertów rządu federalnego. Nawet biorąc pod uwagę 130 środków opracowanych przez rząd federalny w celu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, nie uda się to, stwierdził w 72-stronicowym oświadczeniu . W związku z ostatnim chaosem budżetowym, będącym następstwem wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie Funduszu Klimatu i Transformacji (KTF), zastrzeżenia budzi także szereg inwestycji i finansowania przez państwo. Liczne korporacje, takie jak Siemens, Bosch, ZF czy Deutsche Bahn, obawiają się wielomiliardowej pomocy na różne, zakrojone na szeroką skalę projekty .
Ambicje są bardzo różne. Jak wykazało właśnie badanie dotyczące największych przestępców klimatycznych w Dax, także w Niemczech . Pionierem wśród niemieckich korporacji jest Deutsche Telekom . Do końca 2025 roku chce zredukować do zera emisję CO₂ powodowaną przez ponad 200 000 pracowników na całym świecie samodzielnie lub poprzez zakup energii elektrycznej i paliw kopalnych (tzw. emisje Scope 1 i Scope 2) do zera – to jest nawet możliwe. Large części zostały już osiągnięte. Do 2040 roku całkowicie wyparuje produkcja gazów cieplarnianych (emisje z zakresu 3), które można przypisać Telekomowi za pośrednictwem jego klientów i dostawców. Tylko RWE , Merck , Mercedes-Benz i Porsche wyznaczyły sobie w Daxie tak ambitne cele. 80 proc. ligi DAX nie chce być całkowicie neutralna klimatycznie do 2050 roku i dlatego nie spełnia nawet standardów niemieckiego prawa ochrony klimatu.
Nie po to, żeby przestać, ale żeby ograniczyć. „Liczy się każda dziesiąta stopnia” – to także motto szefa ONZ ds. klimatu Simona Stiella . Zmiany klimatyczne już powodują intensywniejsze i dłuższe fale upałów, niszczycielskie powodzie, burze i susze na całym świecie – nawet przy ociepleniu na poziomie około 1,2 stopnia. Im cieplej, tym większe szkody dla klimatu.
Jan Kowalzig , ekspert ds. dyplomacji klimatycznej w Oxfam, podobnie jak wielu innych ekspertów, uważa, że choć konferencje osiągają zdecydowanie za mało, to bez nich sytuacja wyglądałaby jeszcze gorzej. Prawdą jest, że wciąż jesteśmy daleko od celów paryskich. „Ale przynajmniej obecnie zmierzamy w stronę ocieplenia o niecałe 3 stopnie, podczas gdy dziesięć lat temu wydawało się, że będzie to ponad 4 stopnie” – stwierdził Kowalzig. „Nie powinniśmy się tym zadowalać, bo nawet 2 czy 3 stopnie oznaczają ogromne wstrząsy w wielu krajach, katastrofalne zniszczenia w uprawach, zatapianie państw wyspiarskich, obszary lądowe, które w dłuższej perspektywie staną się niezdatne do zamieszkania – i erozję źródeł utrzymania miliardów ludzi.”
Sytuacja na świecie pochłania wiele uwagi polityków i mediów. „To, ile inwestycji politycznych można włożyć w proces klimatyczny, zależy również od innych kwestii sytuacji na świecie” – mówi ekspert Kowalzig. Jednocześnie ochrona klimatu może być również wspólnym mianownikiem, gdy ludzie nie zgadzają się w wielu innych kwestiach. Na przykład główni truciciele klimatu, USA i Chiny, wysłały ostatnio pozytywne sygnały: na krótko przed szczytem pomiędzy prezydentem USA Joe Bidenem a głową państwa i przywódcą partii Chin Xi Jinpingiem oba kraje zobowiązały się do zacieśnienia współpracy w walce z globalnym ociepleniem. W połowie listopada kraje wspólnie ogłosiły, że chcą to wzmocnić – kryzys klimatyczny był „jednym z największych wyzwań naszych czasów”.



