Wątpliwe przepływy pieniężne były przedmiotem działalności banków w Liechtensteinie od dziesięcioleci. Czy to uchylanie się od płacenia podatków na dużą skalę, czy miliony i miliardy – także ze strony niemieckich korporacji – dla potentatów w Afryce lub gdzie indziej na świecie. Księstwo, położone między Austrią a Szwajcarią, z przyjemnością pomagało w załatwianiu czarnych kont i korupcyjnych pieniędzy. Ale nawet banki w małej stolicy Vaduz nie robią już wszystkiego.
Kiedy firma z Niemiec chciała przelać kolejne 1,5 miliona euro w ramach prowizji za transakcje z maskami chroniącymi przed koronawirusem, a w ostatnim czasie firma ta przelała 10 milionów euro, na wskazane konta, przelew nie został uznany przez bank w Vaduz. Prywatny bank „usług dyskretnych” w Vaduz, za pośrednictwem którego przetwarzano niektóre przekazy pieniężne, wysłał ostatnie 1,5 miliona euro z powrotem do Niemiec.
To był ciekawy i tymczasowy koniec kontraktu z maskami, który nieco później wywołał największy kryzys CSU od prawie trzech dekad. Łączna kwota 11,5 mln euro została przeznaczona dla grupy skupionej wokół dwóch wieloletnich polityków CSU Georga Nüßleina i Alfreda Sautera, którzy mają teraz poważne kłopoty, zarówno prawne, jak i polityczne.
Prokuratura w Monachium prowadzi dochodzenie w sprawie podejrzanych łapówek przeciwko członkowi Bundestagu Nüßleinowi, posłowi do Landtagu Sauterowi i ich trzem partnerom biznesowym w ramach umów dotyczących masek. Nie powinno to być jednak takie proste, chociaż Nüßlein od tego czasu opuścił partię i Sauter przynajmniej z frakcji CSU. Ponieważ wymiar afery z maskami jest, według informacji z SDZ , NDR i WDR, znacznie większy niż wcześniej znane.
Miliony euro na stole
Początkowo wydawało się, że pięcioosobowa grupa skupiona wokół Nüßlein i Sauter powinna była zebrać od pięciu do sześciu milionów euro za pośrednictwo w dostawach masek z firmy w Hesji do kilku ministerstw, zwłaszcza w Bawarii i na szczeblu federalnym. Teraz jest jasne, że powinno to być dwa razy więcej. A większość pieniędzy nawet nie została rozdzielona, kiedy śledczy ich nakryli. Co nasuwa pytanie: czy Nüßlein i Sauter mogli liczyć na drugą pomoc?
Firma należąca do córek Sautera otrzymała około 1,2 mln euro. Było to przeznaczone również dla Nüßlein, który otrzymał zaledwie 660 000 euro, zanim bank w Liechtensteinie przestał współgrać, a śledczy podjęli działania. Gdyby pięciu partnerów podzieliło się w końcu po bratersku, byłoby to ponad dwa miliony euro na każdego.
W tej chwili nie można powiedzieć, czy było to tak zaplanowane. Nüßlein i Sauter nie odpowiadają na żadne zapytania prasowe. Sytuacja prawna jest trudna i może oznaczać, że grupa pięcioosobowa może ostatecznie zatrzymać wszystkie pieniądze. Ale jest również jasne, że umowa była politycznie wątpliwa. Nie zadziałałoby bez Nüßlein i Sauter. Kilka osób zaangażowanych w tę transakcję złożyło już zeznania śledczym jako świadkowie lub oskarżeni.
Bawaria i rząd federalny były głównymi nabywcami masek chroniących przed koronawirusem w standardzie FFP2 i FFP3, które były pilnie potrzebne po rozpoczęciu pandemii dla opiekunów, policjantów i innych zagrożonych grup zawodowych. Dostawcą masek zajęła się firma tekstylna z Hesji. Firma miała swoje powiązania z Chinami, gdzie taką odzież ochronną produkuje się tanio.
Kupujących również szybko znajdowano, gdy sytuacja stała się poważna. Tak poważnie, że kanclerz Angela Merkel zwróciła się do ludzi w przemówieniu telewizyjnym z 18 marca 2020 r., mówiąc o największym wyzwaniu dla Niemiec od czasów drugiej wojny światowej i prosząc o „rozważne zachowanie”. „To zależy od każdego z nas”.
Pieniądze płynęły przez Karaiby i Liechtenstein
Odzież ochronna była potrzebna szybko. Kilka dni po zapadającym w pamięć przemówieniu Merkel w telewizji umowy na dostawy heskiej firmy tekstylnej, w której pośredniczyła grupa pięciu osób z okolic Nüßlein i Sauter, były doskonałe: 8,5 miliona masek dla Federalnego Ministerstwa Zdrowia, trzy miliony masek dla Federalnego Ministerstwa Zdrowia. Spraw Wewnętrznych lub Policji Federalnej oraz 3,5 miliona masek dla Ministerstwa Zdrowia Bawarii. Do tego niewielka przesyłka dla Ministerstwa Gospodarki Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Na czele wszystkich resortów stoją politycy CSU i CDU, czyli partyjni i związkowi przyjaciele Nüßleina i Sautera. Cena za maskę: od 3,50 do 4 euro. Marża zysku: znaczna.
Heska firma tekstylna otrzymała najmniejszą część zysku: właściwie tylko to, co jest komercyjnie dostępne. To również wyjaśnia, dlaczego firma nie ma problemów z wymiarem sprawiedliwości. W odróżnieniu od Nüßlein, Sauter & Co. głównym partnerem dwóch polityków CSU był kierownik przemysłu, którego Sauter zna od lat. Manager jest właścicielem firmy z siedzibą na Karaibach z kontami w Liechtensteinie. Za pośrednictwem tej firmy były przetwarzane prowizje dla Nüßlein, Sauter & Co.
Heskie przedsiębiorstwo tekstylne zapłaciło firmie karaibskiej, która przekazała pieniądze za pośrednictwem Liechtensteinu, do firm należących do Nüßlein, spółki należącej do córek Sautera i innych zaangażowanych stron. Wszędzie tam, a także w społeczności karaibskiej, śledczy uzyskali teraz dostęp i zapewnili sobie prawie wszystkie zyski z pandemii grupy pięcioosobowej lub otrzymali przelane pieniądze. Inni brokerzy masek zebrali znacznie więcej. Czasami towary były dwukrotnie droższe. Lista spekulantów pandemicznych jest długa.
A na Wisłą Cichosza, nikt już nie mówi ani o zamówionych respiratorach, maskach z Chin, które nie miały odpowiednich atestów i całej innej obajtkowej spuściźnie, nazwisk związanych z pandemiczna korupcją, no może należy pójść drogą przetarta przez Niemców i posprawdzać parę banków, przyjaznych korupcyjnym milionom
Oprac. Andrzej Mroziński



