Na giełdzie widać już oznaki tego, co może rozkwitnąć dla europejskiej gospodarki w obliczu zbliżającej się prezydentury Donalda Trumpa (78): Europejskie giełdy pozostają w coraz większym stopniu w tyle od czasu wyboru Trumpa i obecnie rekordowo pozostają w tyle za Wall Street zakres.
Zwycięstwo Trumpa w wyborach nie tylko spowodowało gwałtowny wzrost amerykańskich akcji i dolara amerykańskiego. Jednocześnie pod presją znalazły się giełdy w Europie i strefie euro. Akcje amerykańskie osiągnęły rekordowe poziomy, rosnąc od początku roku o prawie 25 procent. Jednak europejskie akcje spadły, ponieważ handlowcy próbują wycenić wpływ obiecanych przez Trumpa ceł na eksporterów.
Szeroki europejski indeks giełdowy Stoxx Europe 600 wzrósł w tym roku jedynie nieznacznie w ujęciu dolarowym. Nawet po wyprzedaży na Wall Street, która miała miejsce w ubiegły piątek, nadal pozostaje ona w tyle za S&P 500 z największą marżą, jaką kiedykolwiek odnotowano w tym roku, podaje Financial Times.
Jednocześnie euro spadło do najniższego poziomu od roku. Wydaje się, że inwestorzy obstawiają załamanie wzrostu gospodarczego w Europie, co może skłonić Europejski Bank Centralny do bardziej agresywnego obniżenia stóp procentowych w tym samym czasie, gdy wzrost gospodarczy w USA przyspieszy.
„Inwestorzy obawiają się, że Europa znajdzie się na czele nadchodzącej wojny handlowej” – powiedział Chris Turner , globalny szef rynków w ING. „Ponieważ w Europie nie ma bodźca fiskalnego, wsparcie prawdopodobnie będzie musiało pochodzić ze strony EBC”.
Bank należy do tych, którzy obecnie przewidują, że do końca przyszłego roku euro może osiągnąć lub zbliżyć się do parytetu z dolarem. Według FT rynki kontraktów terminowych wyceniają obniżkę stóp procentowych przez amerykańską Rezerwę Federalną o około trzy ćwierć punktu do końca przyszłego roku. Z kolei oczekuje się, że EBC w tym samym okresie obniży stopy procentowe sześciokrotnie.
Tło: Republikański prezydent-elekt Trump zagroził nałożeniem 60-procentowych ceł na chiński import do USA i ryczałtowych ceł w wysokości 10–20% na wszystkich pozostałych partnerów handlowych. Analitycy twierdzą, że nałoży to podwójne obciążenie na europejskich producentów: wyższe koszty eksportu i perspektywa zalania regionu przez Chiny tanim importem.



