Elon Musk osiągnął swój cel: może kupić usługę krótkich wiadomości Twitter. Najbogatszy człowiek na świecie zostaje w ten sposób królem jednego z najpotężniejszych środków komunikacji na świecie. Transakcja o wartości 44 miliardów dolarów ma więcej niż wymiar biznesowy – będzie miała konsekwencje dla milionów ludzi, dla polityki, biznesu i tradycyjnych mediów. Musk, szef amerykańskich firm Tesla i SpaceX, kilkakrotnie dał jasno do zrozumienia na Twitterze, że jego zaangażowanie nie dotyczy tylko celów gospodarczych: w różnych tweetach z ostatniego tygodnia kwestionował, czy wolność słowa jest wystarczająca w krótkiej wiadomości zapewniona zostanie przestrzeń serwisowa.
Musk jest już jednym z najczęściej obserwowanych i aktywnych użytkowników na Twitterze. 83 miliony ludzi śledzi to, co multimiliarder (według „Forbesa” Muska ma obecnie aktywa o wartości 265 miliardów dolarów) rozpowszechnia w serwisie krótkich wiadomości. Nie zawsze jest to bezsporne. Przeciwnie. Musk kilkakrotnie udowodnił, że nawet dzikie obelgi i „mowa nienawiści” są objęte dla niego wolnością wypowiedzi.
Na przykład w 2018 r . sławę zyskało jego twierdzenie, że chciał wyprowadzić swoją firmę samochodową Teslę z giełdy i że finansowanie takiej transakcji było zabezpieczone ( „funding secure” ). To później okazało się błędne. Musk wpadł w kłopoty z amerykańską Komisją Papierów Wartościowych i Giełd, musiał zapłacić grzywnę i stracił stanowisko szefa rady dyrektorów Tesli. Przedsiębiorca próbuje obecnie pozbyć się porównania, które Musk zrobił z SEC w 2019 roku .
Kolejne kontrowersyjne posty Muska można znaleźć w rzędach. W 2018 roku nazwał nurka, którego zadaniem było uratowanie kilku uwięzionych chłopców z jaskini w Tajlandii, „pedo guy ”, co zostało publicznie odebrane jako odniesienie do możliwej orientacji seksualnej nurka. Na początku kryzysu koronowego Musk bagatelizował niebezpieczeństwo choroby Covid 19 i krytykował środki przeciwko pandemii jako „faszystowskie”.
Szef Tesli porównał kanadyjskiego premiera Justina Trudeau (50) do Adolfa Hitlera, gdy Trudeau opowiedział się za rozwiązaniem protestów kierowców ciężarówek w Kanadzie . Musk później usunął tweeta.
W skrócie: Elon Musk jest niewątpliwie jednym z tych, którzy szeroko wykorzystują możliwości publikacji portalu społecznościowego Twitter dla ogromnej liczby odbiorców.
Co dokładnie zamierza zrobić z siecią, nie jest jeszcze jasne nawet dla Twittera. Według Wall Street Journal, dyrektor generalny Twittera , Parag Agrawal , powiedział na spotkaniu pracowników, że nie planuje się zwolnień i że priorytety firmy nie zmienią się przed ostatecznym przejęciem. „Nie wiemy, w jakim kierunku pójdzie firma, gdy Elon Musk przejmie ster”.
Z czysto biznesowego punktu widzenia Musk chce, aby Twitter był mniej zależny od przychodów z reklam. Według Wall Street Journal, Twitter wygenerował w zeszłym roku około 90 procent swoich dochodów z reklam. Musk domaga się teraz, aby Twitter zmienił swój model biznesowy bardziej na subskrypcje. Platforma oferuje już usługę opartą na subskrypcji, Twitter Blue, która zapewnia klientom funkcje premium, takie jak „Untweet” za 2,99 USD miesięcznie. Według Muska oferta może być bez reklam w ramach abonamentu.
Ale kwestia wolności słowa napędza go bardziej – nawet jeśli, o ile wiadomo, szef Tesli prawie nie odczuł tego osobiście. Jeśli spojrzysz na jego najnowsze tweety, nowego właściciela wydaje się być zaniepokojony faktem, że Twitter, podobnie jak inne sieci społecznościowe, ma teraz reguły i filtry, zgodnie z którymi określone treści są blokowane lub opatrywane ostrzeżeniami. Wskazuje na to kilka oświadczeń złożonych przez Muska w ciągu ostatnich kilku dni.
Pod koniec marca po raz pierwszy zapytał swoich zwolenników w ankiecie, czy uważają, że Twitter jest oddany zasadzie wolności słowa. Po tym, jak ponad dwie trzecie uczestników ankiety odmówiło, Musk wkrótce potem zapytał, co dalej: „Czy potrzebna jest nowa platforma?”
W międzyczasie szef Tesli sam udzielił odpowiedzi: jego zdaniem ewentualne problemy można również rozwiązać poprzez zrewidowanie istniejącej platformy Twittera. Musk przeprowadził już między innymi głosowanie, czy użytkownicy Twittera powinni mieć możliwość edytowania już opublikowanych postów („przycisk edycji”).
Jednak ograniczenia udostępniania treści w mediach społecznościowych nie są przypadkowe. W przeszłości „fałszywe wiadomości” i kłamstwa były wielokrotnie rozpowszechniane za pośrednictwem platform lub ludzie byli oczerniani i obrażani. W ostatnich latach ustawodawcy na całym świecie zwiększyli zatem środki przeciwdziałania negatywnym skutkom sieci. Operatorzy platform są odpowiedzialni za zapewnienie, że na ich stronach internetowych nie są naruszane żadne przepisy.
Kup zamiast zaczynać nowy
Elon Musk prawdopodobnie podąża za taką myślą, próbując przejąć Twittera. Wyposażony w niezbędne środki finansowe – na transakcję ma około 46,5 mld dolarów – Musk nie jest zmuszany, jak Trump, do rozpoczęcia walki z ugruntowaną konkurencją od start-upu. Zamiast tego Musk postanowił bez zbędnych ceregieli oddać jednego z wielkich graczy pod swoją władzę.
Miliarder technologiczny mający władzę nad wpływowym medium – istnieją już na to wzory do naśladowania i jak dotąd sprawy nie zawsze układały się dobrze. Na przykład Jeff Bezos (58 l.) nabył w 2013 r. słynną amerykańską gazetę „Washington Post” za 250 milionów dolarów. Jak dotąd nic nie wiadomo o bezpośrednim wpływie założyciela Amazona i multimiliardera na treść „Postu”. Jednak Bezos później wdał się w błotną walkę z ówczesnym prezydentem USA Trumpem. Ważną rolę odegrał w tym fakt, że za gazetą stoi miliarder z Amazonii, który był jednym z najbardziej zagorzałych krytyków politycznego parweniusza.
Trump wycofał akredytację reporterom Washington Post podczas kampanii wyborczej w 2016 roku, ponieważ zbyt krytycznie o nim informowali. Gazeta zareagowała na to tak, jak można by się spodziewać po gazecie, która poważnie traktuje swoją pracę: redaktorzy przydzielili około tuzina dziennikarzy, którzy od tego czasu badali wyłącznie Donalda Trumpa i jego otoczenie. W ten sposób „Post” stał się blokującą czołówką krytycznych dla Trumpa mediów w USA.
Z kolei Donald Trump miał doskonałe kontakty z Davidem Peckerem (70 l.), redaktorem amerykańskiej gazety plotkarskiej „National Enquirer”. Jakiś czas później gazeta weszła w posiadanie kompromitujących zdjęć ówczesnej sekretnej kochanki Bezosa, Lauren Sánchez (52), byłej prezenterki amerykańskiej stacji Fox. Dzięki zdjęciom „Enquirer” rzekomo wywarł na Bezosa taką presję, że poczuł się zmuszony do oddzielenia się od swojej żony MacKenzie Scott (52) i upublicznienia swojego romansu z Sánchezem.
Mega skandal wokół Facebooka
Przykład Facebooka, z założycielem i szefem Markiem Zuckerbergiem (37) na czele , pokazuje również niebezpieczeństwa związane z niekontrolowanym przetwarzaniem danych i treści w mediach społecznościowych . Facebook od lat jest krytykowany za podporządkowanie wszystkiego pogoni za zyskiem i sukcesem ekonomicznym, w tym bezpieczeństwa danych czy rzetelności i wiarygodności treści.
Do tej pory słabym punktem był skandal wokół Facebooka i brytyjskiej firmy zajmującej się analizą danych Cambridge Analytica, który został odkryty w 2018 r. przede wszystkim przez „New York Times” i brytyjski „Guardian” . Jak się wtedy okazało, Cambridge Analytica uzyskała wcześniej nieautoryzowane dane od 87 milionów użytkowników Facebooka za pomocą aplikacji quizowej. Dzięki tym danym Cambridge Analytica stworzyło miliony profili użytkowników i zaoferowało je swoim klientom za pieniądze, którzy mogliby je wykorzystać do targetowania marketingu i reklamy na Facebooku. Mówi się, że Facebook ze swojej strony dowiedział się o wydarzeniach wiele lat przed ujawnieniem, nie informując o tym zainteresowanych użytkowników ani opinii publicznej.
Wśród klientów, którzy korzystali z wątpliwych usług Cambridge Analytica, był przyszły prezydent USA Trump, który podczas kampanii w 2016 r. wykorzystywał Facebooka do optymalizacji kampanii wyborczej w Internecie. Zwolennicy wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej („Brexit”) rzekomo współpracowali również z Cambridge Analytica, aby osiągnąć swój cel.
W wyniku skandalu Facebook znalazł się pod dużą presją. Pod hashtagiem #DeleteFacebook wielu użytkowników – w tym wybitni – zwróciło się przeciwko platformie w mediach społecznościowych. W dwóch kolejnych, intensywnych sondażach założyciel i dyrektor generalny Zuckerberga w Kongresie i Izbie Reprezentantów kipiał polityką USA. Pod koniec spotkania osiągnięto powszechną zgodę, że konieczna jest większa kontrola i regulacja dużych platform mediów społecznościowych – choć nie było jasne, jak to powinno wyglądać. W 2019 roku amerykańska Federalna Komisja Handlu nałożyła na Facebooka rekordową grzywnę w wysokości pięciu miliardów dolarów. Ponadto SEC została ukarana grzywną w wysokości 100 milionów dolarów.
Piżmo z pewnością będzie klaskać
Jeśli Elon Musk złagodzi zasady publikowania treści w serwisie krótkich wiadomości po przejęciu Twittera, stąpa po cienkim lodzie. Prawdopodobnie może spodziewać się oklasków przede wszystkim od tych, którzy w polityce i społeczeństwie sprzeciwiają się establishmentowi i ogólnie bardziej krytycznie patrzą na tradycyjne media i poddają je w wątpliwość. Oprócz Trumpa są to także populistyczni i prawicowi protagoniści, tacy jak mistrz Brexitu Nigel Farage (58) w Wielkiej Brytanii , Marine Le Pen (53) , niedawno przegrana kandydatka na prezydenta we Francji czy przedstawiciele AfD w Niemczech.
Z drugiej strony Musk dał jasno do zrozumienia kilka dni temu, jakiego losu obawia się Twittera, jeśli nic się nie zmieni.
Musk napisał na Twitterze ranking 10 najczęściej obserwowanych użytkowników Twittera (jest 8.). Napisał, że większość z tych najlepszych kont rzadko tweetuje i dostarcza niewiele treści na platformę. Następnie pojawia się pytanie „Czy Twitter umiera?”



