Ekspert branżowy Rebecca Lane z firmy analitycznej Jefferies uważa ruch grupy za bardzo krótkoterminowy i nieodpowiedni. Obligacja zamienna zapewnia dodatkową wypłacalność Tui przez nieco ponad dodatkowy miesiąc. W sumie, jak szacuje, pieniądze grupy powinny wystarczyć na około sześć miesięcy – jeśli wykluczy się roszczenia klientów o zwrot kosztów. Lane nadal przypisuje cenę docelową tylko jednego euro do akcji Tui – mniej niż jedna czwarta obecnej ceny rynkowej.
Kryzys koronowy przyczyna kryzysu
Według Tui rada dyrektorów i rada nadzorcza chcą wykorzystać obligację zamienną do zwiększenia płynności Grupy, ponieważ kryzys koronowy trwa z ograniczeniami w podróżach międzynarodowych. Później grupa chce przeznaczyć te pieniądze na spłatę innych zobowiązań.
Obligacja zamienna powinna obowiązywać do 16 kwietnia 2028 r. I może zostać zamieniona na nowe akcje Grupy Tui z premią od 25 do 30 procent. Oprocentowanie powinno wynosić od 4,5 do 5 procent. Tui chce ustalić i ogłosić dokładne warunki w piątek.
Załamanie się popytu na podróże od początku pandemii koronowej sprzed dobrego roku postawiło Tui w potrzebie egzystencjalnej w 2020 roku. Inwestorzy państwowi i prywatni uratowali grupę zastrzykami finansowymi. Przed dodatkowym podwyższeniem kapitału o 500 mln euro w styczniu 2021 r. Wsparcie z trzech pakietów ratunkowych obejmujących pożyczki, gwarancje, obligacje i wkłady kapitałowe wyniosło już 4,8 mld euro. Ponadto rząd federalny może przejąć do jednej czwartej udziałów Tui.
Tymczasem ożywienie branży turystycznej w Europie trwa dłużej niż oczekiwano, co pogarsza sytuację finansową firm z branży.