Jednolita cyfryzacja organów ochrony zdrowia wydaje się być odległa, jak pokazuje badanie FAZ. Czasami pieniądze nie docierają. A pracownicy mają wrażenie, że są traktowani jak kozły ofiarne w czasie kryzysu pandemii.
Władze sanitarne Niemiec są w trudnej sytuacji, pracownicy stoją na czele walki z pandemiami i pracują niezliczone godziny i prawie zawsze są przepracowani. Niemniej jednak czasami pojawia się wrażenie, że nadal nie mają pełnej kontroli nad sytuacją. Minister zdrowia Jens Spahn zwrócił ostatnio uwagę, że sukcesem było zmniejszenie liczby faksów. „Faks stał się symbolem rzekomego braku cyfryzacji i związanych z tym nadmiernych żądań” – mówi Kay Ruge z Niemieckiego Związku Powiatowego, które reprezentuje 290 gminnych organów zdrowia.
Również w gminach ratownicy medyczni się bronią, od dawna mają infrastrukturę cyfrową, bardzo niewielu przefaksowałoby przed pandemią – to ostatnio laboratoria przesłały wyniki faksem. Gdy 19 stycznia kanclerz Angela Merkel zdecydowała wraz z premierem o przedłużeniu blokady, stwierdziła, że wartość zapadalności wynosząca 50 osób zarażonych Covidem na 100 000 mieszkańców jest celem, aby służby zdrowia mogły śledzić kontakty. Należałoby je zmodernizować – pod względem kadrowym i cyfrowym. Pandemia szalała już od jedenastu miesięcy. Dlaczego władze zdrowotne dopiero teraz są modernizowane?
Żadne pieniądze nie dotarły do Remscheid
Nawet jeśli około 400 organów służby zdrowia w Niemczech znajduje się w gestii gmin, a ich szczegółowe zadania również różnią się w zależności od kraju, problemy są podobne. Zaczyna się od pieniędzy. Pod koniec września rządy federalny i stanowy zawarły pakt na rzecz publicznej służby zdrowia. Cztery miliardy euro od rządu federalnego mają pomóc w postępie cyfryzacji i zatrudnieniu większej liczby pracowników w nadchodzących latach. Ponieważ rząd federalny nie może przekazywać pieniędzy bezpośrednio gminom, pieniądze muszą przepływać przez stany.
Kraje związkowe otrzymały pierwszą transzę 200 mln euro pod koniec ubiegłego roku. W niektórych krajach podaje się, ile pieniędzy otrzymują gminy i kiedy. Do Nadrenii Północnej-Westfalii ma przepłynąć 10 milionów euro na samą digitalizację. W Remscheid, mieście liczącym nieco ponad 100 000 mieszkańców w Bergisches Land, nic z tego jeszcze nie dotarło. Thomas Neuhaus, szef miejskiego wydziału zdrowia, nie wie, ile może wydać na nowe komputery i oprogramowanie. Przynajmniej dla personelu do jego miasta powinno wpłynąć 160 000 euro, ale kiedy nadejdą, właściwe Ministerstwo Zdrowia jeszcze go nie poinformowało. Neuhaus chciałby pieniędzy z paktu na wczesnym etapie – ale po prostu nie nadeszły.
Na początku pandemii władze sanitarne były początkowo zdane na siebie. W normalnych warunkach lekarze zajmują się badaniami szkolnymi, rejestrami nowotworów lub kontrolami higieny. Ochrona epidemiologiczna jest częścią spektrum zadań, ale w wielu miejscach nie było programów, które umożliwiałyby również śledzenie chorób zakaźnych – ale też nie były potrzebne.
„Nie zmieniaj się w środku pandemii”
W Remscheid i wielu innych gminach ludzie szybko zareagowali. Neuhaus i jego koledzy nabyli moduł pandemiczny programu Mikado, aby móc śledzić kontakty w pandemii. Miasto samo poniosło koszty i zaksięgowało je na „kosztach wieczystych”, aby zapanować nad epidemiami. W tamtym czasie nie było oferty z Instytutu Roberta Kocha na jednolity program. W międzyczasie w Remscheid zatrudniono także innych pracowników, pomagają też wojskowi i pracownicy administracyjni z innych działów. Wszyscy są przeszkoleni pod kątem Mikado i według Neuhausa śledzenie kontaktów działa dobrze.
Teraz Neuhaus ma przejść na inny program, nazywa się Sormas. Cel Federalnego Ministerstwa Zdrowia: jednolite oprogramowanie do śledzenia kontaktów w całych Niemczech. W zeszłym tygodniu Merkel mówiła o tych dwóch programach, Mikado i Sormas, które jeszcze kilka miesięcy temu były znane tylko absolutnym ekspertom. Wykazała się zrozumieniem, że „pośród największego wysiłku, jakiego doświadczają służby zdrowia”, nie można tak po prostu przejść z Mikado do Sormas. Neuhaus widzi to podobnie: „Nie możemy zakończyć działającego systemu i pozwolić, aby śledzenie naszych kontaktów prześlizgnęło się przez okres dłuższy niż weekend” – mówi kierownik wydziału zdrowia. Zasadniczo Neuhaus wspiera przejście na jednolity system na wszystkich poziomach. „Ale teraz wydaje nam się, że zmiana w środku pandemii jest dla nas trudna”.
Szef resortu zdrowia czuje się bojkotowany przez rząd federalny
Już w listopadzie, osiem miesięcy po rozpoczęciu pandemii, rządy federalne i stanowe uzgodniły już zasadniczo Sormas jako przyszły program z wyboru. Podczas obrad w dniu 19 stycznia premier i kanclerz zdecydowali, bez większej dyskusji, że oprogramowanie powinno być używane w sposób obowiązkowy, aby lepiej śledzić infekcje. Merkel odniosła się również do tego na konferencji prasowej. Na wielu oddziałach zdrowia człowiek jest z tego powodu niezadowolony. Wiele się osiąga, daje z siebie wszystko, ale jest po prostu bojkotowany przez politykę federalną, narzeka szef urzędu zdrowia.
Ale co by się zmieniło w Sormas? Jako dyrektor Akademii Zdrowia Publicznego Ute Teichert jest odpowiedzialna za szkolenie władz zdrowotnych w zakresie korzystania z nowego programu. I jest tym podekscytowana. Jest prosty i kompatybilny i może obejmować wiele dziedzin – twierdzi Teichert, która jest także przewodniczącą Stowarzyszenia Lekarzy. „Wiele organów ds. Zdrowia ma własne rozwiązania programowe, które działają dobrze samodzielnie. Ale systemy nie są ze sobą kompatybilne. Dlatego pilnie potrzebne jest jednolite rozwiązanie ”, mówi Teichert. Lekarz uważa, że Sormas może zrewolucjonizować pracę władz.
Przede wszystkim zmieniłyby się dwie rzeczy: przypadki indeksów można by łatwiej łączyć. Jeśli ktoś zarazi się po pracy w mieście i prawdopodobnie również zaraża innych, ale mieszka na wsi w okolicy, możliwych przypadków indeksowych zwykle nie można powiązać. „Pandemia nie jest zainteresowana odpowiedzialnością władz ds. Zdrowia” – mówi Teichert. Klastrów nie można było połączyć, a tym samym odkryć. Innym problemem jest to, że różne badania oznaczają również, że dane docierające do RKI są ograniczone, a czasem nieporównywalne. „Jesteśmy w dwunastym miesiącu pandemii, ale nadal nie wiemy, czy na przykład sprzedawcy lub trenerzy fitness są bardziej narażeni na zarażenie wirusem” – mówi Teichert. To ma coś wspólnego z
Wyraz federalnej arogancji
To, co Teichert lubi w Sormas, jest również cenione przez Federalne Ministerstwo Zdrowia – dlatego też udzieliło programowi silnego wsparcia. Użytkowanie jest nawet bezpłatne dla gmin, koszty ponosi rząd federalny. Można by pomyśleć, że gminy sprzeciwiłyby się hojnej cyfrowej ofercie rządu federalnego – i wolałyby raczej korzystać z własnych programów lub faksów. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana. Nawet Sormas X, bardziej rozwinięta wersja, nie spełnia wszystkich zadań, które ma do wykonania oddział zdrowia, więc nie powoduje to, że pozostałe programy są zbędne. Może to tylko oznaczać, że oprócz treningu wysiłek jest również większy. Na wszelki wypadek dane musiałyby być wielokrotnie eksportowane i importowane do nowego programu.
Dla Niemieckiego Związku Okręgowego jest to wyraz federalnej arogancji. W końcu władze lokalne miały dane cyfrowe. „Brakuje cyfrowego kanału raportowania. Rząd federalny musi to zapewnić ”- mówi Kay Ruge. Wiele gmin chciałoby zatem, według Ruge, nie stworzyć jednego rozwiązania dla wszystkich, ale stworzyć interfejsy dla powszechnie stosowanych programów. W pakcie dla ÖGD wciąż mówi się o „interoperacyjności”, którą należy ustanowić. „Gdyby pieniądze, które napłynęły do Sormas, zostały zainwestowane w rozwój interfejsów, znacznie więcej organów ds. Zdrowia byłoby dziś połączonych ze sobą w sieci i mogłoby stosować jednolity standard” – mówi Ruge.
W większości krajów Sormas nie został powszechnie wprowadzony
Uważa, że Sormas to odpowiedni program. Ale Sormas musi również pasować do infrastruktury IT administracji powiatowej lub miejskiej. Tam jest problem. Sormas udaje, że na wydziale zdrowia jest tylko jedno zadanie, walka z pandemiami – i jakby nie było jeszcze rozwiązań cyfrowych. Podobnie jak w przypadku aplikacji ostrzegawczej Corona , która zdaniem wielu gmin zawiodła, zarzucają Ministerstwu Zdrowia, że rozwój dotyczy wyłącznie potrzeb władz federalnych w Berlinie.
Być może nie wszyscy premierzy wiedzieli szczegółowo o cyfryzacji organów ds. Zdrowia, kiedy zgodzili się 19 stycznia, że chcą zainstalować Sormas wszędzie do końca lutego. Dopiero później okazało się, że mogą być poważne problemy z tym celem. Na prośbę FAZ skierowaną do krajów związkowych stało się jasne, że Brema i Berlin wprowadziły już Sormas i że Bawaria chce, aby program został wdrożony we wszystkich departamentach zdrowia do końca miesiąca. Od poszczególnych władz mówi się, że są jeszcze pewne problemy, ale w Monachium są one bardzo zdecydowane. W większości krajów jest inaczej. W Hesji cztery z 24 urzędów służby zdrowia korzystają z programu, a cztery inne go planują. W prawie wszystkich krajach mniej niż połowa organów ds. Zdrowia którzy używają programu. W Szlezwiku-Holsztynie i Saksonii-Anhalt wydział zdrowia stosuje jednolity program ogólnokrajowy.
Stosowanie na całym obszarze jest nadal sprawdzane w obu krajach, ale nie wiadomo, kiedy dokładnie zostanie to zakończone. Odpowiedzialne Ministerstwo Spraw Socjalnych Saksonii-Anhalt ma jednak duże wątpliwości: w użyciu są inne programy, ochrona danych może nie pasować – i brakuje interfejsów do istniejącej infrastruktury. „Nie ma prawnego obowiązku używania Sormas wyłącznie do śledzenia kontaktów” – powiedziała rzeczniczka Ministerstwa Spraw Społecznych w Magdeburgu. W Badenii-Wirtembergii rozwiązanie wypracowane z dzielnicami brzmi jak żart: wszyscy zainstalują Sormas do końca lutego, zgodnie z rezolucją – o tym, czy go użyć, zadecyduje później.
Przyślij choć raz policję – to daje sygnał
Wydaje się prawie niemożliwe, aby do końca lutego w całym kraju obowiązywał jednolity program, taki jak Sormas. Według Ministerstwa Zdrowia z programu korzystają 132 władze. To około jednej trzeciej. Ruge z rady dystryktu uważa, że jest mało prawdopodobne, aby liczba ta znacznie wzrosła w nadchodzących miesiącach: „Normalizacja skierowana do Sormas przez rząd federalny może mieć miejsce tylko wtedy, gdy władze służby zdrowia nie są już w pandemii”.
Władze sanitarne inaczej doświadczyły pandemii wiosną ubiegłego roku. W niektórych gminach było tylko kilka przypadków. Na przykład w Hesji Vogelsbergkreis nie było infekcji przez dziewięć tygodni latem. Kilka tygodni temu sprawy potoczyły się inaczej. „Liczby eksplodowały” – mówi starszy oficer Henrik Reygers. „Liczba zachorowań wyraźnie zbliżyła się do 300”. Obecnie jest znacznie więcej gmin, w których taka sytuacja już nastąpiła. Reygers opisuje, co to oznacza dla pracowników: siedem dni w tygodniu, niezliczone nadgodziny. Więc kiedy pomoc przychodzi z innych działów lub sił zbrojnych, to garstka pracowników małego urzędu zdrowia musi przeszkolić i koordynować wszystkich.
Prawdą jest, że początkowo liczba zakażeń na wsi nie rosła tak szybko. Ale Reygers i jego koledzy odkryli, że ludzie często nie mówili im, gdzie zostali zarażeni. W trosce o to, że w wiosce chętniej zrobi się obchód niż w anonimowym biurze w dużym mieście. Kiedy dowiaduje się o prywatnej imprezie, na której mężczyzna jest poddawany kwarantannie, Reygers wysyła policję. To powinno dać efekt sygnałowy.
Kontynuacja jest skuteczna tylko w 20% przypadków
A wartość częstości 50? W urzędach zajmujących się ochroną zdrowia niektórzy nazywają ten cel „zaawansowanym powodem”. „Przeciążone władze służby zdrowia są wymieniane jako powód, dla którego wszyscy muszą być zamknięci” – mówi lekarz. „To po prostu nieprawda”. Często mówi się, że nawet przy wartościach częstości wynoszącej 100 można śledzić. Ale to nie jest decydujące. „Nawet przy częstości występowania 50, powinno być złudzeniem, że jesteśmy w stanie prześledzić każdy łańcuch infekcji” – mówi Klaus Göbels, szef wydziału zdrowia w Düsseldorfie. „Ważne jest, abyśmy otrzymywali bezpośrednie kontakty z ulicy”.
Ale właśnie to rozróżnienie jest ważne. Służbie zdrowia zwykle udaje się usunąć ludzi z ulicy. Pytanie brzmi, kto mógł zarazić zarażoną osobę. Osoba zakażona zalicza się do osób kontaktowych kategorii pierwszej, o których wszyscy są informowani przez wydział zdrowia. Następnie otrzymują – w wielu miejscach automatycznie – pocztą z urzędu porządku publicznego decyzję o kwarantannie. Wydaje się, że większość miast i powiatów ma ten punkt pod kontrolą.
Ale trudniej jest odpowiedzieć, gdzie ktoś mógł zostać zarażony. W zamknięciu, jak pokazują dane z RKI, są to głównie prywatne gospodarstwa domowe. Nie jest zaskoczeniem. Niemniej jednak śledzenie jest skuteczne tylko w 20% przypadków w tej chwili, 80% pozostaje niewykrytych. Kiedy życie zaczyna się od nowa, infekcja mogła nastąpić podczas treningów piłki nożnej, uroczystości rodzinnych lub w ruchliwej kolei miejskiej. Nadal mało wiadomo, gdzie zarażeni są ludzie.
„Sposoby sprawdzania zasad higieny”
Istnieje jednak inny sposób na wypełnienie luki w pamięci, którą wiele osób ma o miejscu zakażenia. Jörg Timm, szef wirusologii w Szpitalu Uniwersyteckim w Düsseldorfie, mówi: „Ponieważ genomy wirusa są wystarczająco różne, możemy zobaczyć, gdzie rozprzestrzenił się patogen, jeśli jest wystarczająco dużo próbek.” W przypadku Szpitala Uniwersyteckiego wszystkie pozytywne wyniki są również sekwencjonowane, co również odkrywa, że mogą być klastry. „W szpitalu jest to sposób na sprawdzenie zasad higieny, aw przypadku wybuchu epidemii, sprawdzenie, jaką dokładnie drogę przebył wirus” – mówi Timm.
W wydziale zdrowia miasta Düsseldorf współpracują z klinikami uniwersyteckimi i od września osiem procent wszystkich pozytywnie przebadanych próbek jest sekwencjonowanych losowo. Z jednej strony daje przegląd tego, czy w obiegu są prawdopodobnie nowe warianty wirusa. Z drugiej strony za jego pomocą można wykryć klastry. „W ten sposób odkryliśmy, że kilka miesięcy temu ludzie byli na dużym weselu, o którym nam nie mówili” – mówi kierownik wydziału zdrowia Klaus Göbels. W innym przypadku osoby kontaktowe wykryły infekcję podczas wycieczki szkolnej, podczas której nie przestrzegano zasad higieny.
Jeśli obecnie jest znacznie więcej sekwencjonowania, zgodnie z przepisami, głównym celem jest badanie przesiewowe zmutowanych wariantów wirusa. Jak dotąd plany nie wydają się wskazywać, że klastry również powinny być brane pod uwagę. Władze ds. Zdrowia musiałyby najpierw uzyskać dane z RKI, gdzie się spotykają. Przynajmniej dane są najpierw przekazywane do RKI, a dopiero potem z powrotem do gmin.
Zdaniem organów ds. Zdrowia, to, czy złagodzenie jest teraz możliwe, nie zależy przede wszystkim od cyfryzacji lub lepszego śledzenia kontaktów. Odmiana wirusa sprawia, że ocena wskaźnika infekcji jest nieprzewidywalna – a nie organy ds. Zdrowia.



