W 1998 roku psychologowie Daniel Simmons i Daniel Levin przeprowadzili eksperyment dotyczący chwilowej ślepoty wśród ludzi. Do badania zaangażowali przechodniów, których podstawione osoby pytały o drogę. W momencie wskazywania kierunku rozmowę zakłócali mężczyźni niosący drzwi, równocześnie utrudniając kontakt między rozmówcami. Podczas tej krótkiej chwili następowała zamiana badacza z osobą, która niosła drzwi. Były to dwie różnie wyglądające postacie, jednak  nie miało to wpływu na osoby badane, które kontynuowały tłumaczenie drogi, nie zauważając zmiany.

Czy pamiętasz sytuację, w której zostałeś ofiarą czyjegoś żartu lub uległeś pułapkom swojego umysłu? Z pewnością nie było to miłe, bo nikt przecież nie lubi się mylić lub być negatywnie zaskakiwanym. Dlaczego więc czasem mimo wcześniejszych doświadczeń wciąż źle interpretujemy rzeczywistość? I jak wykorzystują to internetowi oszuści?

Naukowcy zajmujący się zagadnieniami z zakresu socjotechniki tłumaczą, że główną przyczyną takiej sytuacji jest fakt, że nasz mózg szuka uproszczeń w przyswajaniu informacji, ponieważ nie jest w stanie wszystkiego zarejestrować. Powoduje to, że kierujemy się „heurystykami myślenia”. Tego rodzaju socjotechnika ma pomóc w podejmowaniu decyzji i szybszym reagowaniu na bodźce, tak abyśmy nie musieli w nieskończoność rozstrzygać jednej sprawy.

Niektórzy niestety umiejętnie łączą mechanizmy działania naszego mózgu z wiedzą na temat potencjalnych potrzeb i motywacji. Wykorzystują to do stosowania na nas różnego rodzaju socjotechnicznych sztuczek. Triki te wykorzystywane są już nie tylko w realnym świecie, ale także w wirtualnej rzeczywistości.

Czy próbowałeś zarezerwować kiedyś pokój w hotelu przez internet?  Jak często pojawiały się hasła:  „to już ostatnie wolne miejsce”,  „tę ofertę przegląda właśnie x osób”, „najtańsze pokoje”?  Pewnie nie raz. Do tego każde z nich oznaczone zapewne zostało odpowiednim, przykuwającym uwagę kolorem, co miało wpłynąć na przyspieszenie procesu decyzyjnego.

Oprócz osób stosujących sztuczki reklamowe istnieje także osobna grupa, próbująca przyciągnąć uwagę użytkownika internetu. Używają takich trików, które finalnie sprawiają, że internauta sam zezwala wirusowi na zaatakowanie komputera.  Zastanów się, ile razy otrzymałeś na skrzynkę pocztową wiadomość o wygranej lub super ofercie, która jest dedykowana wyłącznie dla Ciebie. Brzmi znajomo? Treści z reguły dotyczą promocji i ofert, ponieważ to w takie linki najchętniej klikamy. Oszuści wysyłają także materiały dotyczącetematyki katastrof, życia prywatnego celebrytów (np. „Zobacz niepublikowane zdjęcia Angeliny Jolie”) albo niezawodnych metod radzenia sobie z kompleksami („Odkryj źródło młodości”; „Sprawdź jak zapobiec wypadaniu włosów”).

– Pod większością z tych haseł kryją się strony, które niosą za sobą niebezpieczeństwo związane np. z utratą ważnych danych – mówi Robert Dziemianko z firmy G DATA, która od ponad 30 lat dostarcza na rynek oprogramowanie antywirusowe. –  Jest to dość powszechna metoda zapędzania internautów w tzw. kozi róg. Ulegają jej najczęściej młodzi użytkownicy lub osoby starsze, będące nowymi użytkownikami internetu. Najlepszą obroną jest zaktualizowane oprogramowanie antywirusowe, które skutecznie zablokuje wszystkie próby internetowych oszustw – dodaje specjalista z G DATA.

Badania przeprowadzone przez CBOS dotyczące bezpieczeństwa w internecie wykazały, że aż 41% internautów przez przypadek, nieświadomie, lub przez podstęp osoby trzeciej pobrało wirusa lub niebezpieczny plik. 37% osób natrafiło na informacje nieprawdziwe, a 9% padło ofiarą catfishingu. Potwierdza to zatem, że wciąż istnieje potrzeba edukacji użytkowników internetu w zakresie zachowania bezpieczeństwa w sieci.

A jak klikać bezpiecznie? Sprawdźcie na blogu https://klikajbezpiecznie.pl/ lub pod hasztagiem #klikajbezpiecznie