Airbus spodziewa się, że rosnące ceny nafty zwiększą popyt na bardziej wydajne nowe samoloty. W najnowszym badaniu wymagań opublikowanym w poniedziałek największy europejski producent samolotów spodziewa się, że w ciągu najbliższych 20 lat w całej branży wyprodukuje 39 490 samolotów, czyli o 470 więcej niż Airbus przewidział w listopadzie ubiegłego roku. Grupa francusko-niemiecka zakłada, że linie lotnicze i firmy leasingowe szybciej kupią nowe, oszczędne samoloty ze względu na wyższe koszty.
Airbus nadal oczekuje, że ruch lotniczy powróci do poziomu sprzed koronawirusa między 2023 a 2025 rokiem. Jednak grafika z badania wskazuje, że producent samolotów spodziewa się, że nastąpi to około sześć miesięcy później niż oczekiwano.
Prognoza na 20 lat opiera się na założeniu, że światowa gospodarka wzrośnie w tym okresie średnio o 2,6 proc.; Airbus niedawno zakładał 2,5 proc. Jednak ruch pasażerski wzrośnie tylko o 3,6 proc. rocznie – częściowo z powodu rosnących cen energii i CO2, które podnoszą ceny biletów.
W listopadzie Airbus nadal oczekiwał wzrostu o 3,9 proc. Teraz po raz pierwszy grupa uwzględniła w swoich scenariuszach koszty emisji gazów cieplarnianych – w zależności od tego, skąd linie lotnicze prowadzą swoją działalność. Eksperci producenta samolotów zakładają, że presja ze strony inflacji i kosztów energii ponownie nieco osłabnie w połowie dekady.
Airbus spodziewa się dostarczyć 38 600 (wcześniej 38 140) samolotów pasażerskich i 890 (wcześniej 80) samolotów cargo w ciągu najbliższych 20 lat. Większość z nich – 31 620 – to samoloty krótkodystansowe. 45 procent popytu na samoloty pochodzi z Azji, a Chiny wyprzedzą USA jako największy rynek lotniczy w ciągu najbliższych kilku lat. Jednak Airbus spodziewa się najsilniejszego wzrostu na indyjskim rynku krajowym. Lotniczy transport towarowy, który ostatnio przeżywa boom, będzie rósł na całym świecie średnio o 3,2 proc. rocznie w ciągu najbliższych 20 lat.



