Automatyzacja i globalizacja w najbliższych latach gwałtownie przemodelują rynek pracy. W takiej sytuacji wielu ludzi będzie musiało się przekwalifikować.

Pojęcie „bezrobocia technologicznego” sięga XIX  wieku, gdy zastosowanie maszyny parowej spowodowało znaczny spadek wartości ludzkiej pracy. Doskonałym przykładem jest przemysł tekstylny, który zautomatyzowano dzięki krosnom napędzanym silnikami parowymi Jamesa Watta. Wytwarzane przemysłowo sukna spowodowały, że zapotrzebowanie na pracę tkaczy znacznie spadło, wysyłając ich na bezrobocie. Przerażeni tą sytuacją tkacze, zrzeszeni w ramach ruchu Luddystów, niszczyli mechaniczne krosna, a straty przez nich spowodowane były tak duże że parlament brytyjski uchwalił prawo w myśl którego za zniszczenie maszyny grozi kara śmierci.

– Innowacją, która szczególnie uderzyła w tkaczy było wynalezienie mechanicznego czółenka, które podwoiło wydajność ich pracy. W rezultacie, zapotrzebowanie na nich spadło, gdyż taką samą ilość sukna mogło wyprodukować dwa razy mniej ludzi – komentuje Michał Gołgowski, dyrektor zarządzający Spring Professional – W ostatnich latach podobny los spotkał choćby zecerów pracujących przy druku typograficznym. W tej chwili ich pracę w całości wykonują komputery, choć w Polsce ostatnie szkolne zajęcia na zecerni prowadzono jeszcze pod koniec lat 90 ubiegłego wieku.

Czas robotów

Według raportu opracowanego przez Bloomberga, na automatyzację narażone są zarówno nisko płatne, proste prace i, jak i posady wymagające specjalistycznej wiedzy i kwalifikacji.

– W nieodległej przyszłości zautomatyzowane zostaną takie zawody, jak kasjer czy telemarketer. Samoobsługowe kasy już w tej chwili można znaleźć w wielu supermarketach. Autonomiczne samochody przeszły pierwsze testy na ulicach, a ich upowszechnienie jest kwestią czasu – komentuje Michał Gołgowski. – Na zmiany muszą przygotować się także księgowi i analitycy pracujący w ubezpieczeniach oraz bankowości. Ich praca w dużej mierze opiera się na obliczeniach i zestawianiu ze sobą danych, w czym komputery są coraz sprawniejsze, a w wielu przypadkach przewyższają ludzi.

Już w tej chwili prezes Deutsche Banku zapowiada, ze „duża część” pracowników straci swoją pracę na rzecz robotów. Japoński ubezpieczyciel Fukoku Mutual Life Insurance zwolnił 34 pracowników by zastąpić ich superkomputerem Watson opracowanym przez IBM. Redukcję 220 etatów na rzecz automatów planuje również Royal Bank of Scotland.

– W takiej sytuacji jedynym wyjściem może być przekwalifikowanie się – wskazuje Michał Gołgowski. – Nie jest to jednak proste.

Cienie zmiany kariery

– Przebranżowienie się często ukazywane jest jako wymarzony proces, gdy rzuca się nudną pracę na rzecz nowej przygody. To nie jest do końca prawda – wskazuje Michał Gołgowski – W praktyce oznacza to często konieczność zaczynania całkowicie od zera.

Zdaniem eksperta, obecna sytuacja na rynku pracy jest korzystna z punktu widzenia zmiany zatrudnienia. Według szacunków Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej bezrobocie w sierpniu wynosiło 7,1 procent, co oznacza jeden z najniższych wyników od transformacji ustrojowej.

– W zaistniałej sytuacji pracodawcy nie będą się zastanawiać, czy przyjęcie praktykanta po 30 albo 40 to dobry pomysł, bo po prostu potrzebują rąk do pracy – uważa Michał Gołgowski – Znacznie trudniej będzie samemu praktykantowi. Będzie musiał liczyć się z faktem, że jego szef będzie młodszy i jednocześnie bardziej doświadczony w swoim zawodzie. Dla ludzi, którzy zaszli wysoko w poprzednim zawodzie, może to być niekomfortowa sytuacja.

Jednocześnie, zdaniem eksperta przebranżowienie się wiąże się również ze spadkiem zarobków, na co osoba zmieniająca karierę powinna być przygotowana.

– Dla pracodawcy liczą się umiejętności, a nie wiek kandydata. Dlatego nawet starszy pracownik, jeśli dopiero stawia pierwsze kroki, otrzyma takie samo wynagrodzenie jak absolwent, chyba, że jego wiedza z poprzedniej pracy przyda się na nowym stanowisku – wskazuje Michal Gołgowski – Prawnik stawiający pierwsze kroki w dziennikarstwie jest w znacznie lepszej sytuacji niż handlowiec, który uczy się programować – wskazuje ekspert.

Dwa tory

Zdaniem Michała Gołgowskiego, optymalnym rozwiązaniem jest rozwijanie się na kilku polach jednocześnie.

– Dane Eurostatu wskazują, że w pierwszym kwartale 2017 roku ponad 900 tys. Polaków pracowało w więcej niż jednym miejscu. Jest to jeden z najwyższych wskaźników w całej UE. Więcej ludzi pracuje w tym modelu jedynie w znacznie większych gospodarkach, takich jak Wielka Brytania (1,09 mln), Francja (1,34 mln) oraz Niemcy (2,2 mln). Wielu z tych ludzi jest właśnie na etapie przestawiania swojej kariery na nowe tory – uważa ekspert.

Podkreśla, że rozwijanie dwóch karier jednocześnie to dobry wybór z perspektywy finansowej – W swojej głównej pracy można zarobić odpowiednio dużo pieniędzy, a jednocześnie w pobocznej zdobywać niezbędne doświadczenie. Wadą tego rozwiązania jest ilość czasu przeznaczanego na pracę – komentuje Michał Gołgowski – Czasem jednak lepiej być przez kilka lat przepracowanym, niż do końca życia bezrobotnym – podsumowuje.