Przy piwie zapytałeś szefa o jego zarobki, a on zareagował wybuchem gniewu? A może „pochwaliłeś się”, że wziąłeś kredyt na dom i od tamtej pory jesteś traktowany „z góry”? Czasem niewinne żarciki, beztrosko rzucone pytania czy zwierzenia w luźnej atmosferze mogą wywołać niezłą burzę w naszych relacjach z przełożonymi.

– Pracuję już długo, ale nigdy nie zwierzam się z prywatnych spraw. Nauczyła mnie tego historia mojej znajomej – opowiada Karolina. – Kiedyś przyznała się swojemu szefostwu, że się rozwodzi. Jakimś dziwnym trafem, później coraz częściej musiała zostawać po godzinach, była angażowana do różnych zadań, dorzucano jej roboty, mówiąc krótko: wykorzystywano. Myślę, że te dwie sprawy miały ze sobą związek. Firma poczuła, że dziewczyna potrzebuje pracy, bo ma kłopoty finansowe, musi być niezależna, więc wiele zniesie, żeby utrzymać etat.

O co pytać? Kiedy milczeć?

W kulturze, w której na czasie jest bycie z szefem na stopie partnerskiej, łatwo się zagalopować i na własne życzenie zapędzić się w „kozi róg”. Wiele zależy od drugiego człowieka oraz firmy, ale czy warto bezgranicznie się uzewnętrzniać?

– Osobista sytuacja nasza czy przełożonego ani też zarobki szefa nie są tematem neutralnym, czyli bezpiecznym dla żadnej ze stron. I to nie chodzi tylko o ewentualne wykorzystanie czy nadużycia – szefowie to też przecież ludzie. Mogą mieć też problem z zachowaniem neutralności wobec osoby, do której się zbliżylinp. nie dać podwyżki pracownikowi w tarapatach, który jest im w jakiś sposób bliski czy stawiać wymagania komuś, kto ma trudną sytuację życiową – mówi Agnieszka Świderska,, doktor nauk społecznych, psycholog z Benefits of Psychotherapy, niezależnej instytucji psychoterapeutyczno-badawczej. Jej zdaniem, jakikolwiek temat chciałoby się poruszyć, warto sobie najpierw zadać pytania: dlaczego w ogóle chcę o tym mówić? Jakie mogą być konsekwencje, emocjonalne czy formalne, dla obu stron?

Nawet jeśli mamy z przełożonym pozytywny kontakt – bezpośrednie pytania o finanse, kłótnie małżeńskie, kłopotliwe sprawy rodzinne, firmowe tajemnice czy biurowe, towarzyskie plotki – mogą ten kontakt popsuć, pozostawiając uczucie niesmaku i wrażenie wścibstwa. Lepiej również dobierać tematy rozmów, które nie przyniosą szkody ani nam, ani kolegom z pracy, a szefa nie postawią w kłopotliwej sytuacji. – Relacja z szefem, niezależnie od realizowanego modelu pełnienia tej funkcji, pozostaje relacją skośną, czyli taką w której jedna strona zależy od drugiej. Nawet jeśli szef sprawia wrażenie luzaka, trzeba nadal pamiętać, że jest to szef, czyli osoba w wielu sytuacjach odpowiedzialna za innych. Jeśli już relacje stają się naprawdę przyjacielskie, poza tematami neutralnymi można mówić o tym, co dotyczy nas samych, ale nigdy innych osób z zespołu – radzi Agnieszka Świderska.

Kiedy na „TY”?

Czasami problem zwracania się do szefa rozwiązuje narzucona kultura korporacyjna – mówimy np. na „ty” i już. Gorzej, jeśli odgórnego przykazu nie ma. Oficjalne zwroty „pani”/”pan” są wyrazem szacunku, ale też wydłużają komunikację. Szybciej nam zawołać imię, a i atmosfera staje się przyjazna, pełna otwartości. – Mimo że mój szef jest starszy o kilkanaście lat, nie mam problemu ze zwracaniem się do niego wyłącznie po imieniu– opowiada Michał. Większą blokadę odczuwa Natalia, która swojego szefa ocenia jako surowego i wymagającego, potrafiącego dosadnie krytykować. Chociaż proponował, żeby przestała używać formalnych zwrotów, ona nie potrafiła się „przestawić” na bardziej luźny dialog. Twierdzi, że czułaby się niekomfortowo w przypadku nieporozumień, negatywnego oceniania efektów jej pracy itp. Czy słusznie?

 Jeśli zarówno szef, jak i pracownik nie mają zdolności do unoszenia sytuacji trudnych i dojrzałości do partnerstwa, brak dystansu będzie tylko dodatkowo utrudniał komunikowanie się w momentach problematycznych – chociażby tworząc pole do bardziej osobistych i delikatnych uczuć, które spowodują tylko nagromadzenie się napięcia i, co za tym idzie, barier komunikacyjnych – podsumowuje Agnieszka Świderska.

pracuj.pl