W ostatnich trzech latach ustawodawca dwukrotnie zmieniał ustawę chcąc zachęcić zamawiających do większej kreatywności w opracowywaniu specyfikacji przetargowych. Niestety, mimo wprowadzonych dobrych zapisów nakierowujących na stosowanie właściwych kryteriów wyboru oferty oraz nakładających obowiązek wymogu od wykonawców umowy o pracę, kiedy charakter pracy tego wymaga – nie udało się osiągnąć zamierzonego skutku. Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że UZP powinien pełnić więcej funkcji doradczych na rzecz zamawiających – a nie tylko sprawować kontrolę rynku.

W przypadku zamówień na dostawę produktów jeszcze w miarę dobrze udaje się zamawiającym opisać cechy zamawianego produktu, gorzej jednak jest z właściwym opisaniem kryteriów oceny ofert. Wykonawcy – nie mając czytelnych reguł gry – najczęściej rezygnują z przystąpienia do przetargu. W przetargach brakuje małych i średnich przedsiębiorców – a duzi, którzy biorą w nich udział, mogą swobodnie podnosić ceny swojej oferty ponieważ nie czują presji konkurencji.

„Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku zamówień na usługi. Miałem nadzieję, że twardy zapis w ustawie, zmuszający zamawiających do wymogu od wykonawców umowy o pracę – kiedy charakter pracy tego wymaga – zmusi do szukania oszczędności w konkurowaniu innowacją, a nie jak dotąd kosztami pracy. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Zamawiający z uporem kupują etaty, a nie usługę. Tylko że wcześniej robili to kosztem wykonawców i zatrudnianych u nich pracowników, a obecnie robią to kosztem środków budżetowych – czyli nas wszystkich. Dziwi taka sytuacja tym bardziej, że Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju w wielu miejscach zachęca do stosowania rozwiązań innowacyjnych. Jak je jednak mogą wprowadzać wykonawcy, skoro zamawiający w specyfikacji np. na utrzymanie czystości wpisuje, że aby osiągnąć oczekiwany rezultat wykonawca ma dać do jego dyspozycji w ramach zamówienia np. 100  pracowników zatrudnionych na pełnym etacie. Gdzie tu jest miejsce na innowacje? Niestety taki zapis jest antyinnowacyjny” – komentuje Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

„Dla zamawiającego nie powinno mieć znaczenia, ilu pracowników do wykonania zadania zatrudni wykonawca – tylko czy uzyska oczekiwany efekt. Zaletą takiego rozwiązania jest ograniczenie właśnie tego najdroższego czynnika w przypadku usług, jakim jest koszt pracy – a zastąpienie go nowoczesnymi maszynami i technologią. Z całą pewnością pozwoli to w sposób znaczący obniżyć koszty po stronie zamawiającego. Zamówienie takie jednak wymaga dokładnego opisu oczekiwanego efektu, a z tym jak widać zamawiający mają problem. Może zatem rozważyć należy zmianę roli Urzędu Zamówień Publicznych, który z instytucji kontrolującej mógłby się stać instytucją doradczą i wspomagającą proces organizacyjny zamawiającego. W ramach nowych obowiązków mógłby się zająć tworzeniem dobrych praktyk, systemu certyfikacji wykonawców, budowaniu powszechnie dostępnej bazy danych o zamówieniach – opartych np. o proces Business Intelligence. Mógłby również przygotować dla zamawiających cykl szkoleń, których celem nie byłoby tylko poznawanie wykładni prawnych ale również logistyka zakupów” – dodaje Marek Kowalski.

Na Litwie wskazuje się, że to właśnie działania pozalegislacyjne, dobre praktyki oraz wsparcie merytoryczne zamawiających pozwala skutecznie walczyć z problemami rynku – czyli niską konkurencyjnością, małym zainteresowaniem sektora MŚP i dyktatem najniższej ceny