Rozmowa z Izą Makosz, właścicielką sieci salonów depilacyjnych Time for Wax

Przedsiębiorczość ma pani we krwi, biznesy prowadzili już rodzice, dziadkowie…
Niedawno zaczęłam analizować, co robiła w przeszłości moja rodzina. Faktycznie, od dziecka byłam przedsiębiorcza. Najpierw sprzedawałam butelki, potem rodzice produkowali kurtki, więc pomagałam w sprzedaży na targu. Jako dziecko sprzedawałam butelki, żeby mieć własne kieszonkowe, a później, już na studiach, dorabiałam, sprzedając na targu kurtki wyprodukowane przez rodzinną firmę. I chyba dlatego nigdy nie chciałam być przedsiębiorcą. To paradoks, wychodząc z domu bo opuszczając dom rodzinny miałam marzenie, żeby pracować w korporacji, piąć się po szczeblach kariery i zarabiać kupę dużo pieniędzy. To była piękna wizja co chcę robić w przyszłości. Teraz, gdy spoglądam wstecz, jak potoczyły się moje losy to, przypominam sobie zdanie: nigdy nie mów nigdy. Bo każdy z nas ma jakieś przeznaczenie. Zawsze byłam aktywna. Myślę, że to doprowadziło mnie do własnego biznesu.

Najpierw była jednak korporacja.

Lubiłam korporację. Czegoś się nauczyłam, nie mogę na nią narzekać. Dzięki niej zdobyłam kilka cennych umiejętności: nauczyłam się samodzielności i pracy w grupie, dlatego nigdy nie narzekam na spędzony tam czas.Z jednej strony ograniczała Korporacja nakłada jednak pewne ograniczenia, a ja zawsze chciałam więcej, inaczej. Za każdym razem kiedy szłam do general managera i mówiłam: chcę to zrobić tak. A on odpowiadał: to sprzedaj to i pokaż mi jeszcze raz przemyśl to jeszcze raz i wróć do mnie z tym projektem. Więc poprawiałam i wracałam, poprawiałam i wracałam. Nigdy nie mogłam zrealizować tego Nie zawsze mogłam realizować wszystkie pomysły, co które miałam w głowie. Jak Kiedy stworzyłam własny biznes, nagle okazało się, że panują tu odmienne zasady, a najważniejsza z nich brzmi „twój sukces, twoja porażka” – RÓB TO! Chcesz mieć własną linię kosmetyków proszę bardzo, ale jeśli źle nieodpowiednio ją wprowadzisz, nie trafisz z produktem w gusta klientów, to ty będziesz za to płacić. Ale w duszy zagrała mi już wolność. Pomyślałam jakie to jest fajne! Mogę robić wszystko, co chcę. Wszystko jest w mojej głowie. Nikt i nic mnie już nie ogranicza.

A potem pojawiło się dziecko…

Zmieniły się priorytety… Doszłam do wniosku, że po tylu miesiącach bez przerwy w pracy, mogę bez niej żyć, dlatego może powinnam zrobić coś innego – biznes? W tym samym czasie z korporacji odeszła koleżanka i otworzyła przedszkole. Pokazała mi, że jest istnieje inna droga. Jeśli ktoś bardzo czegoś chce i afirmuje to, wszystko dookoła zaczyna mu sprzyjać. Bardzo szybko działam i jeśli bardzo wierzę w ideę i cel projektu, nigdy się nie poddaję, pewnie dlatego od conceptu do otwarcia pierwszego salonu minęło 3 miesiące.

DSC01638aa
Miała pani doświadczenie w branży?

Absolutnie nie. To był przypadek. Moja kosmetyczka wyjechała na urlop. Poszłam na depilację do innej. Widziałam, jak ta kobieta się męczy, że osoba wykonująca depilację nie umie i nie lubi tego robić, dlatego zabieg był bardzo nieprzyjemny również dla mnie. Co by było gdy lubiła, przecież ile jest kobiet w Polsce.
Brak doświadczenia w tej dziedzinie, pozwolił mi jednak na to wszystko spojrzeć i zbudować inaczej… Miałam wizję konkretnego biznesu, innego niż normalny typowy salon kosmetyczny.

Były jakieś obawy?

Nowy biznes, to zawsze wycieczka w nieznane., dlatego towarzyszy mu niepewność, czy ja to dobrze zrobię? Jeśli tego nie zrobię dobrze, może się nie uda. Jeśli się nie uda, co stanie się dalej… Stracę pieniądze. Trudno. Jestem typem fajterki i nie chciałam porażki, chciałam sukcesu. To był dla mnie główny motywator. Wielokrotnie zastanawiałam się, co byłoby większym problemem: utrata pieniędzy czy, że się nie uda.
Zawsze istnieje ryzyko, czy biznes się uda, zwłaszcza kiedy tworzy się nową kategorię i buduje się biznes według nowych standardów.
Zastanawiałam się, co wzbudza moje największe obawy i doszłam do wniosku, że tak naprawdę bardziej boję się porażki niż utraty pieniędzy.

Ale udało się…

Tak, ale nie od razu. Kalkulacje z biznesplanu pokazywały, że powinnam obsłużyć już „x” klientów, a nadal brakowało mi „y”. Miałam bezsenne noce i zastanawiałam jak temu podołam. W biznes planie mam „x” klientów, a brakuje mi jeszcze „y”. Tak jest w usługach. To typowa sytuacja dla branży usługowej, ale w moim wypadku To nie trwało to długo. Zaczęłam zarabiać po pierwszych kilku miesiącach. Ale początkowa niepewność, rekrutowanie ludzi, to były ogromne stresy wiązała się z ogromnym stresem. Myślę, że każdy przedsiębiorca ma podobne odczucia, nawet jeśli prowadzi biznes, który jako tako dobrze funkcjonuje na rynku. Nie ma firmy bez porażki. Nie da się prowadzić biznesu z wyłączeniem ryzyka.
Mam dużo szczęścia i dobrych ludzi wokół siebie, którzy wierzyli we mnie. Znam dużo kobiet, którym pierwszy biznes nie wyszedł, dopiero drugi jest sukcesem. To pokazuje, że nie warto się poddawać, tylko uczyć na błędach. Obserwuję, że kobiety coraz częściej decydują się na zakładanie biznesu i mają przy tym ogromną determinację . Znam osobę, która mimo tego, że pierwszy biznes jej nie wyszedł, podjęła kolejną próbę i odniosła sukces. To pokazuje, że nie należy się poddawać, ale uczyć na błędach. Mnie zawsze wspierał mnie mąż, do tej pory zdarza mi się prosić go o radę. Wspólnie robiliśmy tworzyliśmy biznes plan. Obliczyliśmy, że na początku dla uzyskania rentowności do spięcia budżetu potrzebuję 1500 klientów na miesiąc. Wtedy to mnie przeraziło, zastanawiałam się:. Skąd ich wezmę? A teraz mamy obsługujemy ponad tysiąc osób miesięcznie w jednym salonie.
Mąż to jedyny mężczyzna w historii tego biznesu…

Tak. Na co dzień otaczam się kobietami,. W salonach Time for Wax ze względu na charakter usług oczywiście pracują oczywiście tylko kobiety, ale są również w biurze. Są bystre, dobrze wykształcone. Mają też jedną cechę, którą lubię – trochę nie wierzą w siebie – dzięki temu chętnie się uczą, chcą być coraz lepsze. One mnie inspirują. Kobiety towarzyszą mi także po drugiej stronie biznesu, pomagają w zarządzaniu, PR-rze czy marketingu. Cieszę się, że są w zespole i nie zamieniłabym ich na żadnego faceta.
Wiele osób przestrzegało panią, że to nie jest dobry pomysł na biznes.

 

Przestrzegała mnie cała tak zwana branża kosmetyczna. Dziś na podstawie własnych doświadczeń mówię innym, żeby rozsądnie słuchali otrzymywanych rad. Słuchajmy tych, którzy sami odnieśli sukces oraz tych, którzy zrobili biznes, niekoniecznie w tej samej branży. To nie jest zero jedynkowe. Pytanie: Robić biznes w tym co znamy, czy wejść w zupełnie nową? Nawet w tym przypadku nie ma odpowiedniej, ostatecznej odpowiedzi. Czasem pomysł, któremu nikt nie daje szansy, okazuje się rynkowym hitem. Ale oprócz tego trzeba być pracowitym i systematycznym. Bez pracy nie powstanie nic trwałego, stabilnego, co przynosi zyski, co będzie się wyróżniało. To niemożliwe. Trzeba być w stosunku do siebie szczerym. Jeśli chcesz zmiany, zrób to, nie umiesz, naucz się. Jeśli wiesz kto to potrafi, dotrzyj do niego. Ludzie zwykle dużo mówią i nic nie robią. Kiedyś po jednej z konferencji podeszła do mnie kobieta, mówiąc: – świetnie wystąpienie, ja też chciałabym otworzyć własny biznes, bo jestem już zmęczona i nie chcę dłużej pracować. Pomyślałam wtedy, że biznes jest ostatnią rzeczą, za którą powinna się zabierać, ponieważ wymaga nieustannej pracy, inwencji i kreatywności. Najważniejsze to plan i działanie… oraz ludzie.
Pani celem było i jest zbudowanie silnej marki

Jestem najmocniejszym graczem na rynku, ale wciąż szukam nowości, myślę czym mogę zaskoczyć klienta. Dzień, po dniu staramy się poprawić obsługę, nieustannie szukam elementów, które można ulepszyć. To jest ciągła praca. Kiedyś wykonywana po omacku, teraz bardziej świadomie.
Koncentruję się na razie na rozwoju organicznym na Polskę, ale jak każdy przedsiębiorca biorę w przyszłości pod uwagę sprzedaż firmy.

Sprzedać firmę, którą budowało się tak długo? Szkoda…

Nie, mam wiele pomysłów na dalszą działalność. Być może w przyszłość zostanę aniołem biznesu i będę pomagała innym. Mam wizję i ochotę na nowe działania. W kategorii, w której działam już się zrealizowałam. Jest dużo konceptów, które można by rozwijać, wśród nich na pewno pro klienckie, konsumenckie… Stworzyłam społeczność Time for Wax, dzięki której klientki mogą się u nas promować. Pomagamy naszym klientom, umieszczające informację o ich biznesie na naszym Facebooku lub blogu, ale też dając możliwość wstawienia wizytówek z ofertą do specjalnie przygotowanych w tym celu ekspozytorów, znajdujących się w naszych salonach. Zajmuje się tym mój dział marketingu. Klientki chwalą ten pomysł, ponieważ w ten sposób pokazujemy, że nie tylko robimy biznes i zarabiamy pieniądze, ale też dajemy coś więcej, wspieramy ich działania.

 

W tej chwili jest 7 salonów depilacji Time for Wax w Warszawie…

Wejście do centrów handlowych w całej Polsce to tylko kwestia czasu. Rozmowy trwają w Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinem i Łodzi. Byliśmy gotowi wystartować już w tym roku, ale nie wszystkie lokalizacje nam się podobały. Jak tylko wystartowałam z Time for Wax chciałam wejść do centrów handlowych, ale wówczas nie byłam na to jeszcze gotowa
Żeby wejść do centrum handlowego trzeba być wiarygodnym kooperantem, mieć sprawdzony model biznesowy, a ja byłam jeszcze zbyt świeżym przedsiębiorcą. Teraz się nie dziwię… bo to ogromne koszty i ryzyko. Poza tym mężczyźni, którzy decydowali „u góry” patrzyli na mnie niepoważnie – myśleli o mnie jak o dziewczynce, która wymyśliła sobie, że teraz będzie wyrywać włosy myśleli pewnie, że to niepoważny biznes. A jednak dziś ta sama dziewczynka zarabia pieniądze, zrobiła dobry biznes i pokazała, że jest wiarygodna, że ten biznes można skalować. Chociaż nie udało się przekonać centrów handlowych za pierwszym razem, nie zrezygnowałam, a dziś mamy już 3 salony w galeriach, które świetnie prosperują.
Konkurencja chętnie kopiuje pani pomysły?

Nie mam z tym problemu. Mam pomysł na Times for Wax, na rozwój firmy, na to by pałeczki lidera nie oddać. Nie boję się ciężkiej pracy. Depilacja woskiem to nie jest prosty biznes. Fakt, że klient skorzysta raz z naszych usług, nie oznacza jeszcze sukcesu, ponieważ musimy sprawić, by chciał do nas wrócić. Zawsze wiedziałam, że będę miała przewagę nad konkurencją. Jak nie know how, to produkt, jak nie produkt, to spójność, jak nie spójność, to obsługa klienta. Jak pokazują badania, nasi klienci nie odchodzą do konkurencji. Uważam zresztą, że konkurencja jest zdrowa. Co więcej, mogę swojej konkurencji powiedzieć: dziękuję! Bo motywują mnie do działania.
Chętnie dzieli się pani doświadczeniem…

Wzięłam udział w pierwszej Konferencji Sieci Przedsiębiorczych Kobiet i po moim wystąpieniu uczestniczki wybiegły za mną z sali… Wow! Chyba mam talent. Pomyślałam – Kochają mnie. (śmiech). To było coś nowego. Zawsze bałam się publicznych wystąpień, wydawało mi się, że to moja słaba strona, a tu niespodzianka. Jeżeli ktoś chce mnie słuchać lub twierdzi, że chce mnie oglądać, to tylko mi dobrze służy, utwierdza w przekonaniu, że mam w sobie potencjał.

Oprócz Time for Wax, ma pani kanał na You Tube Time for Bussines TV…

To był przypadek. Chodziło coś za mną, nosiło mnie, żeby zadziałać. Myślałam o stworzeniu portalu, ale doszłam do wniosku, że w Internecie jest już wiele podobnych inicjatyw. Pewnego dnia przyszła do mnie koleżanka i powiedziała: Moje dziecko nie ogląda telewizji, tylko You Tube. To było jak olśnienie! Właśnie ta informacja zainspirowała mnie do stworzenia programu na You Tube. Pierwsze odcinki, które powstały, trafiły ostatecznie do śmietnika, ale dziś mogę powiedzieć, że zrobiłam bardzo duży postęp. Tworzę program już od roku i przyznam, że chyba nigdy w życiu nie przeczytałam tylu książek, co teraz. Rozwijam się, to bardzo pomaga mi również w firmie. Autorski program otwiera drzwi, które nigdy wcześniej nie były dla mnie otwarte. Jest we mnie poczucie misji, chcę to robić dla kogoś. Mam komfort, że zarabiam w Time for Wax, a tutaj mogę realizować swoje pasje i przy tym dzielić się z innymi tym, co wiem.
Jakieś marzenia?

Chciałabym, żeby powstała kiedyś książka, w której tak jak teraz piszą o STURBACKS-ie, ktoś napisał o Time for Wax: że jest tam najlepsza obsługa w Polsce. Amerykanie potrafią chwalić się wszystkim, my – niczym. Warto się chwalić tym, w czym jesteśmy dobrzy. Mam też dużą pokorę w sobie, i wiem czego nie umiem. Nadal chcę być blisko biznesu, wielu biznesów… ostatnio usłyszałam nawet, że mam „parcie na bramkę”. Czyli osiąganie celów i do przodu, do przodu… coś w tym jest.

A co jest za bramką?

Samorealizacja. Jak widzę, że mogę zrobić coś więcej, to jestem szczęśliwa. Zakładałam, że otworzę firmę, żeby być niezależną finansowo. Ale nie myślałam o tym, że firma da mi tyle satysfakcji i rozwoju. Będąc przedsiębiorcą trzeba się nauczyć całej masy rzeczy, których nie poznamy w korporacji. Tam, zajmujemy się małym wycinkiem „od – do”, a tutaj, trzeba wiedzieć jak postąpić z księgowego punktu widzenia, biznesowego, trzeba wiedzieć jak rozwija się rynek, trzeba mieć otwartą głowę, słuchać klienta i zarządzać ludźmi. Zatrudniam ponad 40 osób. Przecież ja nie miałam doświadczenia w managerowaniu, bo w korporacji nie miałam podwładnych. Nikt mnie nie uczył jak zarządzać. Wszystkiego nauczyłam się w firmie. A po drodze popełniłam oczywiście mnóstwo błędów.
Czy czegoś pani żałuje…

Nie, jeżeli popełniłam błąd, to też czegoś się nauczyłam. Nigdy nie odrobiłabym tej lekcji gdybym nie popełniła błędu. Po coś one się zdarzają: żeby zrozumieć, zobaczyć, dojść, otworzyć nowe drzwi. Gdy dzieje się coś złego w firmie oczywiście jestem sfrustrowana, jak każda kobieta. Ale za chwilę zbieram się, siadam i analizuję: jest tak, co mogę z tym zrobić? Jest plan „A”, jest plan „B”. Nie jestem typem kobiety, która siedzi, płacze i narzeka na zły rynek Rynek jest jaki jest, pytanie co mogę z tym zrobić. Ile razy mieliśmy już kryzys? Mnie on nie dotyka. Nie dostrzegam jego konsekwencji w swoim biznesie Zbyt często koncentrujemy się na złych rzeczach. Jeżeli nie masz klientów, spadają ci obroty, widzisz, że coś się dzieje, usiądź i analizuj. Przecież to, co robimy w małych i średnich przedsiębiorstwach często jest „partyzantką”. Przedsiębiorcy często nie kalkulują, nie robią założeń i nie mają dobrego planu. Dostrzegam wprawdzie poprawę w tej kwestii, ale gdy spotykam się z innymi przedsiębiorcami, to czasami nie wierzę, w jaki sposób „to” się jeszcze kręci.
Największy sukces?

Słowo sukces jest zdewaluowane. Jestem dumna, że stworzyłam biznes, to daje mi ogromne poczucie własnej wartości. Nie siedziałabym tutaj teraz z panią, gdybym miała jeden salon i 5 klientów na miesiąc. Wszystko to, co osiągnęłam jest oparte na biznes planie, który uszyłam z mężem na samym początku. Dzisiaj śmiejemy się, że wcelowaliśmy idealnie.

Jakieś rady dla managerów?

Trzeba ocenić szanse i zagrożenia naszego biznesu. Jeśli nie potrafimy ocenić tego sami, warto pójść do właściwych osób, które to zrobią za nas. Jest jeden warunek, trzeba trafić na kogoś odpowiedniego. Jeśli otoczymy się niewłaściwymi ludźmi, to nas „zepsują” – zdemotywują. I koniecznie weryfikować. Biznes plan to tylko założenie… trzeba szukać alternatyw. Jeśli coś nie wyjdzie trzeba znaleźć inną opcję.