Najlepiej opłacanym szefem banku w Polsce jest Luigi Lovaglio, prezes Banku Pekao. W 2016 roku zarobił łącznie 12 mln zł. Zbigniew Jagiełło, który stoi na czele największego banku w kraju, zarobił cztery razy mniej.

Dwanaście milionów złotych to uśredniając 1 mln zł miesięcznie i 46 tys. zł dziennie, jeśli policzymy dni robocze bez weekendów. Taka kwota zasiliła w ubiegłym roku konta prezesa Banku Pekao Luigi Lovaglio. Jego wynagrodzenie podstawowe za rok 2016 wynosiło 4,3 mln zł, a wynagrodzenie dodatkowe (zmienne za lata 2012-14) – 3,8 mln zł. Do tego bank wypłacił mu z tytułu akcji fantomowych za lata 2011-13 kolejne 3,6 mln zł. W raporcie finansowym za rok 2016 znajduje się jeszcze 149 tys. zł, które wpisane zostały jako „pozostałe korzyści”.

Na drugim miejscu znalazł się prezes Citi Handlowego Sławomir S. Sikora. Zarobił niespełna połowę tego co lider – 5,4 mln zł. Jego wynagrodzenie zasadnicze wraz z innymi świadczeniami wyniosło 2,3 mln zł. Do tego zgarnął jednak szereg „bonusów” za lata ubiegłe. Trzecie miejsce na podium zajął Joao Bras Jorge, który na szefowaniu Bankowi Millennium zarobił 3,5 mln zł pensji podstawowej plus 1,1 mln dodatkowych bonusów.

 

* Michał Gajewski został powołany na stanowisko prezesa pod koniec listopada 2016 r. 

 

Pensja prezesa PKO BP – największego banku w kraju – na tym tle wygląda skromnie. Wynagrodzenie zasadnicze Zbigniewa Jagiełły wyniosło raptem 2 mln zł. Do tego dostał blisko 950 tys. wynagrodzenia zmiennego. Łącznie zainkasował więc blisko 3 mln zł.

Rok temu przeprowadziliśmy na łamach Bankier.pl badanie, w którym poprosiliśmy bankowców i osoby, które porzuciły pracę w sektorze o podzielenie się swoimi ocenami i doświadczeniami. Wyniki skłaniały do refleksji – respondenci zwracali uwagę na rosnące obciążenie zadaniami, śrubowanie oczekiwanych efektów pracy, stres i niepewność związaną ze zmianami organizacyjnymi. Sondaż pokazał ciemniejszą stronę bankowości, sektora, który kojarzył się ze stabilnością i jasną ścieżką kariery.