Franklinowską pewność śmierci i podatków rozszerzyć można o kolejny pewnik: to, że większość z nas wolałaby uniknąć jednego i drugiego. I tak jak śmierć ma dwie strony medalu: przerażającą – piekło i przyjemną – niebo, tak i w przypadku daniny na rzecz państwa może być całkiem przyjemnie. Można bowiem trafić do raju – raju podatkowego. Barbados, Saint Lucia, Seszele… Ale trzeba pamiętać, że raje podatkowe to nie tylko ciepłe kraje.

Niewtajemniczonej większości społeczeństwa raje podatkowe kojarzą się zapewne z malutką wysepką gdzieś na oceanie, gdzie pośród palm i kokosów opalony urzędnik w krótkich spodenkach i krawacie sprawia, że ciężko zarobione pieniądze zostają w kieszeni przedsiębiorcy. W rzeczywistości tak nie jest, bo… jest jeszcze lepiej. Standardy fiskalne czy standardy bankowości są tam często na znacznie wyższym poziomie sprawiedliwości i poszanowania wolności gospodarczej niż w tzw. cywilizowanych krajach, gdzie autorytarna, często nieuczciwa polityka fiskalna dotyka zwłaszcza dużych przedsiębiorców. Leo Messi i Michel Platini swego finansowego nieba szukali w Panamie. To tam odnaleźli odpowiedź na pytanie, jak uniknąć wysokiego opodatkowania. Cristiano Ronaldo, drugi obok Messiego bóg światowej piłki i multimilioner, chcąc ominąć barbarzyńskie stawki podatku dochodowego, korzystał ze struktur finansowych zbudowanych głównie na Wyspach Dziewiczych.

Unikanie opodatkowania w przypadku wyżej wymienionych zostało uznane przez koalicję państw o wysokich stawkach podatkowych za nielegalne uchylanie się od obowiązku fiskalnego. Wykreowany przez nie negatywny obraz tychże systemów podatkowych sprawił, że obarczani przez rodzimego fiskusa coraz wyższymi obciążeniami przedsiębiorcy zaczynają czuć obawy, czy znajdzie się sposób na to, jak uniknąć wysokich podatków. Na szczęście jest alternatywa, bo raje podatkowe to nie tylko ciepłe kraje. Jeśli odrzuci się tzw. egzotyczne państwa, powstanie lista rajów podatkowych usytuowanych w Europie oraz w Stanach Zjednoczonych.

Europejskie raje podatkowe to z reguły niewielkie państwa, najczęściej – chociaż nie zawsze – zlokalizowane na peryferiach kontynentu lub poza nim. Są to na przykład Cypr, Gibraltar, Islandia, Księstwo Liechtensteinu, Malta, Księstwo Monako, San Marino czy… Watykan. Co ciekawe, europejskim rajem podatkowym może być również Anglia. Z kolei w przypadku Stanów Zjednoczonych rajami podatkowymi są z reguły pojedyncze stany, które wprowadziły własne, korzystne dla przedsiębiorców systemy podatkowe. Do amerykańskich rajów podatkowych można zaliczyć stany Delaware, Alaskę, Nevadę, Południową Dakotę, Teksas oraz Wyoming.

Ale rajem podatkowym może być tak naprawdę każde państwo, bo o tym, czy nim jest, będzie decydowało indywidualne rozwiązanie oferowane danemu przedsiębiorcy, np.: do zakładania spółek holdingowych rekomendowane są Malta i Gibraltar; do zakładania spółek zajmujących się działalnością operacyjną – Delaware w USA i Anglia; do zarządzania prawami własności intelektualnej – Cypr. Raje podatkowe to po prostu te państwa, w których obciążenia podatkowe wobec przedsiębiorcy są niższe od tych w jego rodzimym kraju. Przykładem może być tu Rosja, której obywatelstwo w 2013 roku przyjął Gérard Depardieu. Tym samym uniknął on 75-procentowego podatku dochodowego we Francji – zamienił go na 13-procentowy rosyjski podatek liniowy. Niskimi podatkami i licznymi ulgami dla przedsiębiorców inwestorów ściągają Węgry. Wielu przedsiębiorców jako raj traktuje nadal Luksemburg, głównie ze względu na obowiązujące tam korzystne uregulowania prawne. W Liechtensteinie i na Malcie stawka podatku VAT to zaledwie 8%. Gibraltar oferuje z kolei stawkę zerową, brak podatku VAT oraz brak podatku od sprzedaży.

Choć nowelizacja ustawy o podatku od osób fizycznych oraz o podatku dochodowym od osób prawnych, która weszła w życie 1 stycznia 2015 roku, sankcjonuje możliwość i zasady opodatkowywania dochodów osiąganych przez zagraniczne spółki tworzone przez polskich przedsiębiorców i podatników, wcale nie oznacza to, że dostęp do tego rodzaju optymalizacji podatkowej został zamknięty.

Nie sposób odnieść wrażenie, że nowelizacje ustawy o CIT i PIT nie mają służyć polskim przedsiębiorcom czy też walce z nielegalnym uchylaniem się od płacenia podatków. To pokaz siły i przejaw agresji podmiotu niezdolnego do dialogu. To trochę jak z rozmówcą, który z braku argumentów przechodzi do rękoczynów. Państwa, w tym Polska, próbują jedynie zatrzymać odpływ kapitału z własnego podwórka, bo, jako że na nim rządzą, mogą sięgać bardzo głęboko, z każdym rokiem głębiej, do kieszeni podatnika. W relacji z przedsiębiorcą nasz ustawodawca zwraca niewielką uwagę na podstawowe dla cywilizowanego świata zasady swobody gospodarczej czy wolności ekonomicznej. W obliczu tak wysokich obciążeń będących przecież wypadkową równania: pracujesz więcej + zarabiasz więcej = płacisz więcej, logicznym i ekonomicznie uzasadnionym ruchem jest przeniesienie części aktywności gospodarczej do państw o bardziej liberalnym systemie fiskalnym i rozbudowanych regulacjach prawnych dotyczących tajemnicy bankowej. A państw tych nie trzeba już koniecznie szukać daleko, często raj podatkowy oferują kraje UE, w pakiecie z regulacjami dot. swobody działalności gospodarczej.

Podsumowując, jeśli przedsiębiorca w naszym kraju nie chce być zdany tylko na łaskę i niełaskę urzędników i zmieniających się grup stanowiących prawo, to nie musi. Wystarczy tylko zmienić relację, w której traktowany jest jak petent, na relację, w której traktowany jest jak partner.

Autorzy:

Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w przeciwdziałaniu bezprawiu urzędniczemu, w kontrolach podatkowych i celno-skarbowych oraz optymalizacji podatkowej