Plan minimum: stworzyć dogodną alternatywę dla hipermarketów i walczyć w obronie interesów polskich przedsiębiorców, prowadzących pojedyncze punkty, narażonych na praktyki nieuczciwej konkurencji. Plan maksimum – do początku przyszłego roku stworzyć „największą polską sieć handlową” – pisze w swoim artykule Mariusz Janik.

Jak informuje portal INNPoland.pl, kierowana przez Michała Sadeckiego Grupa nie jest na rynku nowicjuszem. Istnieje już czternaście lat, jak można wyczytać na jej witrynie obroty wszystkich zrzeszonych w niej sklepów – wśród których są też znane lokalnie sieci, jak Top Market, Delica, Minuta8 – przyniosły w ubiegłym roku 3,5 miliarda złotych obrotu, a w sześciuset
marketach sieci pracuje w sumie około 10 tysięcy osób. I najwyraźniej wygląda na to, że jakieś dwa lata temu liderzy Grupy doszli do wniosku, że czas docisnąć pedał gazu: PGS zaczął się pojawiać w przestrzeni publicznej, formułować własne propozycje rozwiązań systemowych, angażować się w kampanie, które moglibyśmy nazwać alterglobalistycznymi. Grupa zaczęła drugie życie.

Z wspomnianym ambitnym celem. – Na zdrowy chłopski rozum coś takiego nie może się udać, bo ciężko jest niezależnym graczom zebrać siły i środki –  mówi INN:Poland Zbigniew Kmieć, ekspert Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, specjalista w dziedzinie konkurujących na polskim rynku sieci handlowych. – Nie tylko o finanse chodzi lecz też środki marketingowe czy wyróżniki rynkowe. Z drugiej strony, nie ma mądrych: w Polsce zdarzały się  już rzeczy z pozoru dziwne. Jak Biedronka wchodziła do Polski <http://innpoland.pl/134463,dyrektor-biedronki-zdradza-prosta-tajemnice-sukcesu-wcale-nie-chodzi-o-slynne-podwyzki> też nikt nie postawiłby na nią złamanego grosza. Nie lekceważmy więc PGS. Ja jestem z Biłgoraja, tam powstało kilka dużych biznesów i czasem okazuje się, że właśnie taki gracz  dostrzega coś, czego nie widzą inni – dodaje.

(…) PGS wydaje się mieć kilka atutów dla niezależnych – dotychczas – przedsiębiorców. Przede wszystkim może być grupą zakupową, mającą siłę przebicia w negocjowaniu możliwie najniższych cen dla wszystkich swoich członków. – To niesamowicie skuteczne narzędzie, choć tworzenie grupy zakupowej to co innego niż bycie takim Lidlem, z możliwością choćby ekspansji zagranicznej – podkreśla Kmieć. – Natomiast mam też nadzieję, że oni stracą orientacji w rynku lokalnej żywności, siła tego rozdrobnionego  handlu tkwi w orientacji w terenie. W Warszawie możemy nie dostrzegać sklepów z Grupy, ale wystarczy pojechać do, dajmy na to, Żyżyna, Garwolina czy Łowicza, by zobaczyć, jak oni funkcjonują na rynku lokalnym – kwituje.

Pełną wersję artykułu znajdziecie na stronach INN:Poland <http://innpoland.pl/135561,to-ma-byc-najwieksza-polska-siec-handlowa-chce-skonczyc-z-dominacja-biedronki-lidla-i-carrefoura>