Nie można inflacji w poszczególnych okresach rozpatrywać w oderwaniu od realiów politycznych, gospodarczych i rozwoju społecznego – powiedział Tomasz Mironczuk, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Jedną z poruszanych kwestii była inflacja. Jak wyjaśnił ekspert, zmiana ogólnego poziomu cen w gospodarce jest określana jako inflacja lub deflacja. W przypadku ogólnego wzrostu cen pieniądz, którym dysponują nabywcy, traci siłę nabywczą i w takim przypadku stać ich na mniej dóbr – jest to inflacja. Proces przeciwny, spadek cen towarów i usług w gospodarce określany jest jako deflacja.

„Mierzymy ogólny poziom cen i jeżeli one rosną, czyli za tę samą ilość jednostek pieniężnych możemy kupić coraz mniej, to jest inflacja, jeśli możemy kupić coraz więcej, to jest deflacja” – wyjaśniał podczas warsztatu Mironczuk. Zjawiska inflacyjne zaczęto systematycznie mierzyć po I wojnie światowej. To proces dość skomplikowany, a najbardziej typowymi miernikami inflacji są wskaźniki CPI i PPI.

CPI (ang. Consumer Price Index) to poziom cen odczuwanych przez konsumentów, PPI (ang. Producer Price Index) to ceny, które są w obiegu pomiędzy producentami albo instytucjami zajmującymi się hurtowym obrotem towarów lub usług, jak sieci handlowe czy centra logistyczne. Oba te indeksy są ze sobą bardzo blisko skorelowane, a pomiędzy nimi jest marża.

Według autora wykładu, obserwacje krótkoterminowe zjawisk inflacyjnych są pozornie proste, bo dokonuje się ich przez porównanie cen tych samych produktów na przykład w interwałach miesięcznych. Jednak w perspektywie dłuższych obserwacji mierniki inflacji stają się trudniejsze, ponieważ w dłuższej przestrzeni czasowej wiele produktów zmienia swoje cechy jakościowe, zmienia się ich użyteczność, koszyk i model konsumpcji itp.

Przy wysokiej inflacji (wynoszącej kilkanaście procent) zaciąganie kredytu długoterminowego jest ryzykowne nie tylko dla kredytobiorcy, ale też dla kredytodawcy. Nie wiadomo bowiem, czy w momencie, kiedy inflacja się „rozpędza”, rząd będzie w stanie ją wyhamować.

„W związku z tym obrót gospodarczy w momentach wzrastającej inflacji ogranicza się, rynek finansowy się kurczy, a my jako uczestnicy życia gospodarczego, doświadczamy czegoś, co nazywa się redystrybucją kapitału” – podkreślił Mironczuk.

Podstawowym narzędziem hamowania inflacji jest stopa procentowa. „Jeśli będzie ona poniżej stopy inflacji, to doprowadzi do sytuacji, w której wynagrodzenie za oszczędności zostanie ‘zjedzone’ przez inflację” – wyjaśnił Mironczuk.

Jak ograniczać wysoką inflację? Zdaniem Mironczuka, za każdym razem trzeba wnikliwie analizować, co jest podstawą wzrostu inflacji, ponieważ wysoka inflacja może generować koszty dla gospodarki – niepewność przedsiębiorców co do przyszłych kosztów produkcji i cen zbytu.

Duża inflacja zniechęca do podejmowania inwestycji, również finansowych. Może też spowodować zmniejszenie się skłonności do oszczędzania i wzrost konsumpcji. W określonych warunkach dodatkową konsekwencją wysokiej inflacji może być ucieczka od waluty lokalnej na rzecz waluty cieszącej się większym zaufaniem i stabilnością. Doprowadza też do tego, że pojawiają się efekty redystrybucyjne – realna wartość długu maleje, przez co dłużnicy bogacą się kosztem wierzycieli.

„Inflacja jest w naszych głowach i na koniec dnia najważniejsze jest, czy my oczekujemy stabilności i niskiej inflacji, czy też nie” – powiedział Mironczuk.

Jak dodał, nie można inflacji w poszczególnych okresach rozpatrywać w oderwaniu od realiów politycznych, gospodarczych i rozwoju społecznego. Jego zdaniem wpływ na zjawiska inflacyjne ma m.in. to, jak funkcjonuje społeczeństwo, jak ma zaprojektowane instytucje – ochronę wartości pieniądza, wymiany, jaka jest technologia związana z wymianą towarów, pieniądza, przesyłu i ochrony bezpieczeństwa pieniądza.

Warsztat odbył się 24 czerwca 2017 r. w ramach projektu Prasowa Akademia Pieniądza XXI (PAP21), który Polska Agencja Prasowa realizuje przy współpracy z Narodowym Bankiem Polskim.

Źródło informacji: Kurier PAP