„W dzisiejszych czasach bez znajomości co najmniej dwóch języków obcych nie znajdziesz dobrej pracy”. Znasz to zdanie na pamięć? Wierzysz, że jest prawdziwe? Motywuje Cię do nauki czy wręcz przeciwnie – sprawia, że spuszczasz głowę i nawet nie szukasz tej „dobrej pracy”? Powiem od razu – to zdanie nie jest prawdziwe. Może być, w pewnych branżach, ale najczęściej nie jest. Zanim jednak rzucisz w kąt podręcznik do angielskiego, koniecznie przeczytaj, co na ten temat mają do powiedzenia ci, którzy tę pracę mogą Ci zaoferować!

Jeden język, ale – dobrze!

Nie żądam od wszystkich, których zatrudniam, znajomości dwóch języków obcych – mówi Sławomir Kuchta, dyrektor sprzedaży i marketingu w Wydawnictwie Cztery Głowy (fiszki.pl). Wiadomo, że oczekuję od handlowca, że porozumie się z zagranicznym kontrahentem na targach branżowych, ale
z największym prawdopodobieństwem wystarczy mu do tego język angielski. Dlatego od osób, które będą kontaktować się z klientami i kontrahentami, wyjeżdżać w podróże służbowe czy nawet obsługiwać klienta przez telefon, wymagam znajomości tego języka. Jak najlepszej, bo zależy mi na profesjonalnym wizerunku firmy. Ale jeżeli szukam np. grafika, to często nie wymagam nawet znajomości angielskiego! Oczekuję jednak, że będzie dobrym grafikiem, a to już najczęściej oznacza, że będzie znał również i te programy graficzne, które nie mają polskiej wersji językowej, a także – że samodzielnie poszuka pewnych rozwiązań w internecie. Wiele informacji znajdzie tam tylko w języku angielskim, a więc – właściwie nie ma wyjścia. Znajomość angielskiego potrzebna mu będzie jako standardowe narzędzie pracy, narzędzie do zdobywania dalszej wiedzy, a nie coś, czym będzie miał się wykazywać przed innymi.

Dwa języki to nie fanaberia pracodawcy

Znajomość drugiego języka obcego w CV to dla mnie ważna informacja – i wcale nie chodzi tutaj tylko o wiedzę – dodaje Kinga Perczyńska, dyrektor personalna w tym samym wydawnictwie. Jeśli chcę zatrudnić redaktora w dziale językowym, to oczywiście, ta wiedza jest kluczowa, ale oprócz tych – dość rzadkich przecież – sytuacji, wzmianka o znajomości drugiego języka obcego dostarcza mi cennych informacji o osobowości kandydata, o jego cechach charakteru, zainteresowaniach, podejściu do samokształcenia. Jeżeli widzę, że kandydat zdobył certyfikat językowy (poziom nie jest aż tak istotny), to oznacza, że potrafi się on zmotywować i osiągnąć wybrany cel – wyznaczyć sobie termin, nauczyć się, podejść do egzaminu, pokonać stres. Tak samo podejdzie zapewne do powierzonego mu projektu – skończy to, co zaczął, nie podda się, gdy tylko pojawią się pierwsze schody. Kiedy widzę, że ktoś zna drugi język na poziomie zaawansowanym, to najczęściej oznacza, że chciał się go nauczyć, że zrobił to dla siebie, że chce się rozwijać lub – po prostu – takie ma hobby.
A ludzie, którzy mają jakąś pasję, to ludzie, z którymi chce się pracować, chce się rozmawiać – wnoszą nowe pomysły, wciąż czegoś szukają, dzielą się obserwacjami. Czasami przez przypadek wpadają na zupełnie nowatorskie rozwiązania. Znajomość obcych języków pozwala też domyślać się, że kandydat zna chociaż trochę inne kultury – jest otwarty, potrafi wczuć się w mentalność innych osób, spojrzeć na problem z innego punktu widzenia.

Im więcej języków, tym większe zarobki

Znajomość języka angielskiego przynajmniej w komunikatywnym stopniu jest obecnie wymagana praktycznie we wszystkich firmach międzynarodowych oraz takich, które mają styczność
z zagranicznymi klientami lub dokumentacją. W Polsce powstaje także coraz więcej firm typu SSC
i BPO, które są odpowiedzialne za wybrane procesy w spółkach matkach lub firmach zewnętrznych rozsianych po całym świecie. I tak np. Polacy pracujący w biurze w Gdańsku prowadzą obsługę klienta z Węgier lub księgują dokumenty z Czech. W takim wypadku znajomość więcej niż jednego języka jest na wagę złota. Dosłownie i w przenośni, bo pracodawcy ze względu na ograniczoną podaż wielojęzycznych kandydatów, są skłonni zapłacić im więcej niż osobom ze znajomością jedynie jednego języka. Różnice w wynagrodzeniach sięgają nawet 30%, więc zdecydowanie warto się uczyć języków – mówi Natalia Bogdan – właścicielka agencji rekrutacyjnej Jobhouse.

Nie oszukuj się – angielski znać wypada

Pamiętaj, nie każdy dobry pracodawca będzie wymagał od Ciebie znajomości dwóch języków. To mit. Ale na współczesnym rynku pracy bardzo ograniczysz swoje szanse, jeśli nie będziesz znać choćby angielskiego i to na dobrym poziomie. Na popularnych portalach oferujących miejsca pracy wiele ofert pojawia się tylko w języku angielskim – jego znajomość jest uważana za oczywistość. Pracodawcy chcą wysyłać swoich pracowników już nie tylko na zagraniczne targi branżowe, ale także – coraz częściej – na szkolenia i studia podyplomowe za granicą. Pracownik nieznający angielskiego automatycznie do takich szkoleń się nie kwalifikuje. Niedostępne są dla niego anglojęzyczne publikacje, a najnowsza wiedza często dostępna jest tylko tam – nieważne, czy są to książki, czasopisma branżowe, czy internet. W pewnych, dynamicznie rozwijających się dziedzinach, często zanim książka zostanie przetłumaczona na język polski, informacje w niej zawarte już są nieaktualne.

Ale nie tylko…

Tak więc, o ile znajomość drugiego języka najczęściej daje tylko dodatkowe punkty (choć czasem może zadecydować!), to znajomość angielskiego na współczesnym rynku pracy jest nieodzowna – tak samo jak umiejętność czytania. Ale uwaga – nie wystarczy do znalezienia wymarzonej pracy! Tak samo, jak nie wystarczy do tego umiejętność czytania – to tylko narzędzie, a nie wartość sama
w sobie. Nikt nie zatrudni Cię, bo świetnie umiesz czytać, ani tylko dlatego, że świetnie znasz angielski! Przychodzisz do pracodawcy z wiedzą w danej dziedzinie i konkretnymi umiejętnościami,
a język jest tylko narzędziem, które sprawia, że lepiej wykonujesz swoją pracę. Dlatego – niezależnie od języka – rozwijaj się w swojej dziedzinie. Najlepiej, jak potrafisz.

Patrycja Wojsyk, redaktor naczelna w Wydawnictwie Cztery Głowy i Natalia Bogdan, Prezes Zarządu w agencji rekrutacyjnej Jobhouse Sp. z o.o.