W czasach nieprzewidywalnych musimy borykać się z wieloma problemami zewnętrznymi, ale jakby tego było mało, wielu ludzi – w tym spółki – dodatkowo pogłębia swoje problemy, podejmując różne „samobójcze” działania. Takie zachowania mogą pogorszyć każdą sytuację. Oto pięć najniebezpieczniejszych zachowań:

Roszczenia do większego udziału w zyskach, które i tak są niewielkie

Liderzy strzelają sobie w stopę, kiedy szukają zysków w trudnej dla innych sytuacji, np. podnoszą ceny, kiedy na rynku panuje wysokie bezrobocie i klienci mają chudsze portfele – oczywiście robią to, gdyż chcą ratować zyski, kiedy spada sprzedaż. McDonald’s podniósł ceny o 3% na początku bieżącego roku i w trzecim kwartale, po raz pierwszy od dziewięciu lat, zanotował spadek sprzedaży, w punktach, gdzie ceny wzrosły. Kierownik, który był odpowiedzialny za to posunięcie, stracił pracę.

W sieci piekarni Hostess Brands, która zbankrutowała, związki zawodowe nie zgodziły się na ustępstwa, mimo tego, że pojedynczy pracownicy byli na nie gotowi. Doprowadzili przez to firmę do upadłości i likwidacji 18 tys. etatów. Żądając zbyt wiele, związki odniosły pyrrusowe zwycięstwo.

Kadra zarządzająca narażona jest na podobne zagrożenia. Pewien menedżer w spółce zajmującej się handlem detalicznym zażądał awansu, kiedy akurat na rynku panowała recesja, ponieważ – jak mówił – był „niezastąpiony”. Zamiast tego prezes, który sam obniżył sobie zarobki, by utrzymać zatrudnienie w spółce, zwolnił go. Chciwość tylko pogarsza sytuacje, które są i tak już złe.

Szukanie winnych

Złość i szukanie winnych to emocje, z których nic dobrego nie wynika. Po wyborach w USA, pokonany Mitt Romney oświadczył, że za jego przegraną stoją „prezenty”, które „kupiły” Obamie głosy młodych, kobiet, Afroamerykanów oraz ludności latynoskiej. Przegrana w wyborach prezydenckich to wielka porażka, ale takim zachowaniem – sącząc żółć i obrażając innych – Romney pogrzebał swoje perspektywy wyborcze na przyszłość. Ludzie będą mu to pamiętali bardziej niż jego pełną kurtuazji mowę gratulacyjną, którą wygłosił zaraz po ogłoszeniu wyników.

Złość szkodzi też przedsiębiorstwom, zwłaszcza tym, których reputacja już wcześniej ucierpiała. Dwa lata po tym, jak doszło do wybuchu na platformie wiertniczej BP w Zatoce Meksykańskiej, w wyniku którego jedenaście osób straciło życie, BP znów trafiło na czołówki dzienników w kontekście rekordowo wysokiej kary za nadużycia oraz stawianych firmie zarzutów. Wygłaszając gorzkie oświadczenie potępiające niesprawiedliwość stawianych zarzutów, w oczach opinii publicznej były prezes Tony Hayward pogrążył siebie i spółkę.

Słowa wypowiedziane w złości pozostawiają po sobie długotrwały niesmak. W innej firmie pewien pracownik, który dał się ponieść emocjom w związku z odrzuceniem jego oferty, był zaskoczony, że pamiętano mu ten incydent jeszcze dwa lata po zaistnieniu tej niefortunnej sytuacji, która wciąż kładła się cieniem na jego dokonaniach. W trakcie reorganizacji zatrudnienia zwolniono go w pierwszej kolejności – złość psuje wszystko.

Podejmowanie decyzji to najważniejsze zadanie menedżera. Złe decyzje potrafią zniszczyć i firmę, i karierę. Powstaje więc pytanie: skąd się one biorą? W wielu wypadkach przyczyną jest zła metodologia podejmowania decyzji. Jednak czasem błąd tkwi nie w samym procesie, tylko w naszym umyśle.

Rozmienianie się na drobne

Niekiedy samonapędzające się rozproszenie pojawia się zwolna, kiedy najważniejsze atuty spółki bierzemy za pewnik i gonimy za nowymi perspektywami rozwoju. Nie twierdzę, że Google – spółka, którą podziwiam, choć dostrzegam tam też możliwe zagrożenia – wpadła już w tę koleinę, ostatecznie samochody bez kierowcy są pewnym sensie rozbudową projektu map i są zbliżone do najważniejszych rozwijanych atutów spółki. Czy jednak Google powinna poszerzać swoje terytorium – produkować urządzenia przenośne albo być dostawcą usług komunikacyjnych, budując sieci światłowodowe i komórkowe? Może to stać się początkiem stopniowego odejścia od dotychczasowej misji. Być może Google powinna w większym stopniu skupić się jednak na udoskonalaniu swojej wyszukiwarki.

Próby stawania się czymś, czym nie jesteśmy, kiedy nasza tożsamość jest skarbnicą wartości, z której można czerpać garściami, mogą skończyć się odwrotnie, niż zamierzaliśmy. W przypadku profesjonalistów może to oznaczać rozproszenie uwagi na nowe obszary, przy jednoczesnym zaniedbaniu dziedziny, na bazie której zbudowali swoją renomę. Ludzie mogą wpaść w pułapkę, utknąć w pół drogi – nie są jeszcze na tyle dobrzy, by skutecznie konkurować w nowym obszarze, a jednocześnie utracili już dawny potencjał w starym.

Rozdęcie czyli nadęcie

Jedną z form działań daremnych i szkodliwych jest dopuszczenie do rozdęcia. Dodawanie nowych działań bez ujmowania innych w prostej linii prowadzi do zatkanych szafek biurowych, przerostu liczby zadań, rozdęcia deficytu budżetowego czy otyłości. Umiejętność dokonywania cięć lub konsolidacji, za każdym razem kiedy dodajemy coś nowego, wymaga dyscypliny. Najczęściej jej jednak brakuje.

Pewna spółka technologiczna przejmowała inne firmy z branży, ale nie zdecydowała się na integrację, co akurat je cieszyło. W konsekwencji w pewnym momencie spółka ta musiała zmagać się z 17 skłóconymi zespołami badawczo‑rozwojowymi. Skończyło się bankructwem. Rozrost bez przycinki w równym stopniu szkodzi ogrodom, co i przedsiębiorstwom. By ustrzec się przed poważnymi błędami wystarczy spokornieć

Ślepa ale bezpodstawna wiara w szczęśliwy sukces

Czymkolwiek miałoby być owo „to” – kłamstwem, zdradą małżeńską, przekupstwem czy pochłanianiem kolejnych czekoladek – w świecie przesiąkniętym internetem nic się zbyt długo nie ukryje. Mrzonką jest myślenie, że może jednak się uda. W końcu coś wyjdzie na jaw – w rutynowych audytach, w przypadkowych działaniach dochodzeniowych FBI, na zdjęciach zrobionych komórką przez obcych nam ludzi albo rano na wadze łazienkowej. Skrajnym przykładem opisywanych zachowań jest fakt, że skądinąd inteligentni politycy, dowódcy wojskowi czy prezesi spółek noszą niekiedy swój ośrodek decyzyjny w spodniach, przez co narażają na szwank spółki, państwa oraz kariery.

Brak pokory

Pokora zapobiega podejmowaniu działań „samobójczych”. Pragnienie służenia innym, nacisk na wartości i cele, poczucie odpowiedzialności za długofalowe następstwa naszych działań oraz świadomość tak naszych atutów, jak i ograniczeń może przyczynić się do zmniejszenia liczby tego typu pułapek. Obecnie Google święci wielkie sukcesy, ale to wcale nie oznacza, że będzie mu się wiodło w każdym przypadku. Związki zawodowe piekarzy, które doprowadziły firmę Hostess do bankructwa, mogły pochwalić się związkową solidarnością, lecz w zaistniałych okolicznościach też chyba powinny były spuścić trochę z tonu.